MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Minister kultury Piotr Gliński: Solidarność obaliła berliński mur

Przemysław Szymańczyk
Przemysław Szymańczyk
Piotr Gliński: - Komuś udało się niestety podzielić Polskę
Piotr Gliński: - Komuś udało się niestety podzielić Polskę Andrzej Szkocki
Rozmowa z profesorem Piotrem Glińskim, ministrem kultury i dziedzictwa narodowego.

Panie ministrze, zapowiedział pan powstanie Centrum Solidarności „Stocznia” w Szczecinie. Czy możemy mówić o czymś, co się już ziściło, czy to jest cały czas proces tworzenia nowej instytucji?

To wciąż jest proces. Ale osiągnęliśmy istotny, decydujący punkt zwrotny. Powołaliśmy instytucję, która została wyposażona w środki i zasoby, aby realizować określone cele i zadania. Głównym zadaniem Centrum Solidarności „Stocznia” jest ochrona dziedzictwa polskiej Solidarności jako ruchu społecznego, związku zawodowego i fenomenu historycznego na skalę światową. I między innymi dzięki temu, że mamy tę instytucję, będziemy mogli to zadanie realizować.

Czy pieniądze na ten cel są zapewnione w budżecie państwa?

Tak. Nie powołuje się instytucji, jeżeli nie ma pieniędzy na jej funkcjonowanie.

Przez ponad 40 lat instytucja kultury, która pielęgnuje pamięć o tożsamości Solidarności na Pomorzu Zachodnim, nie mogła powstać. To przez jakiś defekt tutejszych elit, czy może państwa polskiego?

Uważam, że nigdy za wiele mądrych instytucji poświęconych czemuś tak wyjątkowemu, jakim był polski ruch społeczny i ruch związkowy Solidarność. I - niestety - jest prawdą, że Polska po 1989 roku nie potrafiła odpowiednio wykorzystać tego fenomenu i odpowiednio o nim opowiedzieć światu. Dlaczego tak się stało? To jest temat na inną rozmowę. Jestem otwarty na taką dyskusję, także jako socjolog mogę się podzielić swoją opinią. Jest faktem, że mamy wciąż wiele do zrobienia, że przemiany w tej części Europy, które rzutowały również na przemiany w skali globalnej, kojarzone są dzisiaj bardziej z obaleniem muru berlińskiego niż z polską Solidarnością. I to trzeba zmienić. Bo prawda historyczna jest tu jednoznaczna: obalenie muru było konsekwencją fenomenu polskiej Solidarności, a ta wyrosła z całego naszego dziedzictwa. Musimy pamiętać, że świat współczesny jest areną bardzo ostrej rywalizacji wizerunkowo-tożsamościowo-narracyjnej i my w tej konfrontacji w czasach PRL-u nie mogliśmy uczestniczyć. Ale także po ‘89 roku było wiele zaniechań. III RP nie zdała egzaminu pod tym względem, nie ochroniliśmy dziedzictwa Solidarności, i musimy to w tej chwili nadrabiać. Szczecin był w tej sprawie szczególnie poszkodowany, bo instytucje poświęcone Solidarności - jak choćby powołany kilka lat temu Instytut Dziedzictwa Solidarności, powstawały - z powodów historycznych - przede wszystkim w Gdańsku. Natomiast projekt związany z wykorzystaniem świetlicy stoczniowej jako miejsca dla funkcjonowania takiej instytucji w Szczecinie, realizujemy dopiero teraz, choć plany były już od dawna. Powołujemy instytucję, która - zgodnie z zapowiedzią władz miasta - ma zostać wyposażona w tę historyczną nieruchomość i ma się zająć jej adaptacją na potrzeby nowoczesnej instytucji edukacyjno-historycznej.

W świadomości szczecinian czy też mieszkańców Pomorza Zachodniego też nie funkcjonuje symboliczny wymiar tej świetlicy. Nie pamiętamy, że tu odbyły się pierwsze negocjacje przywódcy państwa komunistycznego z robotnikami.

To był fenomen na skalę światową, fenomen Polski, ale także fenomen szczeciński. Bo Szczecin był pierwszy. Porozumienia Szczecińskie były podpisane jako pierwsze. Polskie Pomorze Zachodnie dało przykład całej Polsce. My wciąż nie doceniamy tej wspaniałej samoorganizacji robotników, nie doceniamy także współpracy pomiędzy różnymi grupami społecznymi w tamtym czasie. Część polskiej inteligencji rozumiała, że bez robotników, bez polskiego chłopa, Polska się nie zmieni oddolnie. Dlatego pracowaliśmy wspólnie. Ja mogę powiedzieć - jako skromny student w tym czasie - tak, pracowaliśmy już latach 70-tych wspólnie. I cudem było to, że zwyciężyliśmy, bo nie do końca byliśmy przekonani, że możemy obalić komunizm, natomiast mieliśmy imperatyw moralny, który uzasadniał nasze działanie. Ja nie myślałem o emigracji, ponieważ miałem poczucie, że moim obowiązkiem, a jednocześnie moim miejscem do życia na ziemi jest Polska i ten straszliwy PRL. Ale w tym PRL-u byliśmy wielką, wspaniałą polską wspólnotą, która się przeciwstawiała opresji. Najbardziej może gorzką refleksją dotyczącą współczesnej Polski jest myśl, że komuś udało się tak bardzo Polskę podzielić, że nie mamy tego poczucia wspólnotowości, które było w czasach PRL, że Ojczyzna jest pęknięta, a nasi dawni przyjaciele dali alibi postkomunie i głosują teraz razem z towarzyszami Mazgułą, Cimoszewiczem czy Millerem, którzy wtedy byli wrogami polskiej Solidarności.

Wtedy wróg był jasno określony.

Tak, ale teraz z przedstawicielami tamtego wroga głosują czy działają niektórzy nasi przyjaciele z tamtych czasów. To jest niebywale gorzkie, bo to jest złowrogi triumf tych, którzy zawsze chcieli Polskę dzielić. Jak w wieku XVIII, jak w czasie zaborów, w PRL-u. Dlatego trzeba o Solidarności przypominać. Chciałbym szczególnie zwrócić się do młodego pokolenia, bo polska Solidarność to jest coś nieodkrytego, a niebywale fascynującego. To jest fenomen stworzony przez ludzi, którzy na początku nawet nie wiedzieli, jak zorganizować normalne zebranie. Nie potrafili działać w autentycznych strukturach wspólnotowych czy samorządowych, bo sekretarz partii przychodził i mówił, jak co ma wyglądać. Myśmy się uczyli demokracji od podstaw, od kontaktów bezpośrednich pomiędzy ludźmi, którzy się wzajemnie nie znali, byli z różnych instytucji, z różnych zakładów pracy. Pamiętam, że pracując społecznie w Solidarności Mazowsza, w Komisji Mediacji i Interwencji kierowanej przez Zofię i Zbigniewa Romaszewskich, jeździłem po Mazowszu i pomagałem zakładać Solidarność. Ja, młody chłopak, dwa lata po studiach, wchodziłem na tokarkę na hali fabrycznej i mówiłem do robotników. Mówiłem takim językiem, jakim potrafiłem, i zakładaliśmy wspólnie tę Solidarność. Od podstaw, na pniu, tworzyliśmy Polskę na nowo. Tu trzeba podkreślić jeszcze jeden wymiar Solidarności, która porównywalna jest chyba jedynie z ruchem Gandhiego w Indiach - działanie bez użycia przemocy. Ruch Gandhiego opierał się właśnie na wyrzeczeniu się przemocy. Bez przemocy doprowadził do wielkiej zmiany społecznej w tamtym rejonie świata. Solidarność potrafiła bez przemocy zmienić losy świata w naszym regionie. Pokojowo obalić komunę, najbardziej okrutną dyktaturę świata. Uważam, że dla młodzieży to doświadczenie ich ojców i dziadków może być fascynujące pod względem poznawczym. Oni dzisiaj mają także trudne - choć zupełnie inne - wyzwania w świecie współczesnym. Ale odpowiedzialność za wspólnotę jest dziś taka sama. Odpowiedzialność za to, żeby nie ulegać presji, chociażby współczesnej kultury masowej. Przecież młodzież nie jest tak nierozgarnięta, żeby nie wiedzieć, że ktoś ma interes w tym, żeby ona traciła kompas życiowy, nie wiedziała, jak żyć. I potrzebuje hartu ducha i mądrych wyborów. Tak jak my wtedy. Wyzwaniem mojego pokolenia było obalenie komunizmu. Solidarność to był pierwszy etap. To było przełamanie. Bardzo ważną cezurą był także rok 1988 i strajki robotnicze, ale również studenckie. W 1988 roku bardzo młodzi ludzie powiedzieli „nie” komunizmowi po raz drugi. Oni nie wynieśli ze swoich domów strachu przed stalinizmem. To było pierwsze pokolenie, którego rodzice byli dziećmi w czasach stalinowskich i nie pamiętali tego, co pamiętali moi rodzice. Stalinizm w Polsce narzucił masowy lęk. Musimy pamiętać, że w czasach komunizmu, w czasach stalinizmu, ale także i później, w Polsce mordowano i niszczono ludzi nieposłusznych dyktaturze i taki normalny biologiczny strach funkcjonował. Funkcjonował także w moim pokoleniu, które się w cieniu tego lęku wychowywało. A pokolenie, które wystąpiło przeciw władzy w 1988 roku, było tego lęku pozbawione. Pamiętało za to zryw solidarnościowy. Było już na swój sposób wolne i odważne - dzięki Solidarności z lat 1980-1981.

Wrócimy do świetlicy. Mówił pan wielokrotnie o młodych ludziach, dla których takie centrum musi być niezwykle atrakcyjne, by zechcieli tu przyjść i poznać historię Solidarności. Czy ma pan pewność, że grupa, której ministerstwo powierzyło stworzenie tej instytucji, sprosta temu wyzwaniu?

My zrealizowaliśmy w ostatnich ośmiu latach około 7645 inwestycji w kulturze. Moim zdaniem to wielka zmiana społeczna, która powinna dać naszej wspólnocie siłę do rozwiązywania współczesnych problemów. Spora część tych inwestycji to są właśnie nowe instytucje. Wszystkie są ze wszech miar nowoczesne. Na ich czele stają ludzie do tego przygotowani, otwarci, potrafiący budować opowieść o naszej historii w sposób nowoczesny. Takie są chociażby nasze nowe muzea (a zrealizowaliśmy bądź realizujemy obecnie ponad 300 inwestycji muzealnych) - nowoczesne nie tylko w sensie technicznym, ale także umiejące dotrzeć do widzów, nastawione na interakcję z odwiedzającymi, aktywność, dialog i pobudzanie do myślenia. Jestem przekonany, że nowa instytucja w Szczecinie będzie zachęcała ludzi do poznawania ekscytującej historii Solidarności i źródeł przemian, które doprowadziły, tu, w Polsce, tu, w Szczecinie, do wielkich pozytywnych zmian o znaczeniu globalnym, do obalenia zła komunizmu i odzyskania wolności przez miliony obywateli Europy Środkowo-Wschodniej.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński