MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Szpilki na murawie, czyli kobiety i piłka nożna. To wprawdzie już nie romans, ale małżeństwo też jeszcze nie jest wcale blisko

Michał Elmerych
Padający śnieg niestraszny „na robocie”. Małgorzata Elmerych podczas meczu Pogoń Szczecin - Górnik Zabrze w Fortuna Pucharze Polski
Padający śnieg niestraszny „na robocie”. Małgorzata Elmerych podczas meczu Pogoń Szczecin - Górnik Zabrze w Fortuna Pucharze Polski Patryk Jurek
Potrafi być nieprzewidywalną, chimeryczną, złośliwą, zagadkową, uroczą, tajemniczą, słodką, gorzką, niepospolitą. Taką, jaką jest każda kobieta.

Bez zagłębiania się w jakieś genderyzmy, to piłka nożna jest kobietą. I przez wiele lat otoczona wianuszkiem mężczyzn broniła do siebie dostępu paniom. To się zmieniło, ale wcale nie przyszło łatwo i wciąż potrafi zaskakiwać. Wiem to, bo przeżyłem na własnej skórze. A nawet nie tylko własnej.

Młoda

9 marca 2000 nieżyjący już dziennikarz ‚Głosu Szczecińskiego” Jacek Taczalski w odpowiedzi na komunikat, że mam córkę, odesłał mi SMS. „Witamy w krainie dziurawców i lalek Barbie” - napisał.

Trudno było zaprzeczać. Tylko od samego początku mój plan był inny. Od kolegi z Berlina młoda dostała śpioszki z misiem Herthinio, symbolem tamtejszej Herthy BSC, od kolegi ze Szczecina poduszkę z napisem „Pogoń Szczecin”. Pierwszy mecz, na którym była, to spotkanie szczecińskich dziennikarzy w lidze zakładowej TKKF. Na spacery chodziliśmy w okolice stadionu, z łóżeczka zmuszona była śledzić dokonania Pogoni w ekstraklasie. W końcu pewnie ze zdziwieniem obserwowała, jak ojciec tańczy jakiś dziki taniec radości, kiedy usłyszał w radiowej transmisji, że Pogoń po dwóch golach Sergiusza Wiechowskiego pokonała w Krakowie Wisłę 2:0.

Kryzys i upadek tamtej drużyny przeżyła w przedszkolu i w końcu 1 sierpnia 2009 roku poszliśmy na pierwszy mecz na Twardowskiego. Pogoń wracała wówczas na zaplecze ekstraklasy, mecz z GKS Katowice był późnym wieczorem, w wyprawie towarzyszył nam Elmo maskotka, a ulubioną piosenką stała się „niech ta fala zapier****” (co absolutnie nie spodobało się babci).

28 lutego 2024 roku po północy siedzimy komputer w komputer w poznańskim apartamencie. Młoda szykuje zdjęcia do publikacji po meczu w ćwierćfinale Fortuna Pucharu Polski Lech Poznań - Pogoń Szczecin. Ja kończę montować podcast, który przed chwilą skończyliśmy nagrywać z Maćkiem Chudzikiem po wygranej 1:0 i awansie. Oboje pracujemy dziś przy Pogoni.

Coraz więcej pań

Mam swój ulubiony cytat wielkiego angielskiego menadżera sir Bobby’ego Robsona o tym, czym jest klub piłkarski.

„Czym właściwie jest klub? To nie budynki, dyrektorzy czy ludzie, którym płaci się za ich reprezentowanie. Nie chodzi o kontrakty telewizyjne, klauzule wyjścia, działy marketingu czy boksy dla kadry kierowniczej. To hałas, pasja, poczucie przynależności, duma z Twojego miasta. To mały chłopiec po raz pierwszy wspinający się po schodach stadionu, chwytający ojca za rękę, gapiący się na tę uświęconą murawę pod nim i który, nie mogąc nic z tym zrobić, zakochuje się”. Te słowa wypowiedziane wiele lat temu właściwie nic nie straciły na swojej aktualności. Właściwie - jest tu zastrzeżeniem jak najbardziej na miejscu.

Coraz częściej bowiem zdarza się, że to nie ojciec przyprowadza syna na pierwszy piłkarski mecz, lecz matka. I coraz częściej ojciec trzyma za rękę nie syna, ale córkę. Tak, pod tym względem sporo się zmieniło. Oprócz tej jednej zasady. Zakochania się od pierwszego wejrzenia. Trochę z niewiedzy, co zrobić z tym uczuciem, a trochę z braku innego wyjścia.

Dziś nikt już nie patrzy ze zdziwieniem na kobiety na warszawskiej, legijnej Żylecie, poznańskim Lechowym Kotle czy szczecińskim Młynie. Tam, gdzie trwa najbardziej zagorzały doping, tam są również dziewczyny. Na meczach u siebie i na wyjazdach. - Jest wiele dziewczyn, które jeżdżą ze swoimi partnerami lub mężami, często na wyjeździe są całe rodziny z dziećmi, uważam, że jest to supersprawa. Nas, dziewczyn, na wyjazdach jest bardzo dużo. Na każdym kolejnym meczu widzę nowe twarze, jest to supersprawa. Część z nich została zarażona tą pasją przez swoich partnerów, pojechały zobaczyć z ciekawości, co się tam dzieje. Co sprawia, że co dwa tygodnie jej facet rusza w Polskę - opowiadała kilka miesięcy temu w magazynie „My Portowcy” Patrycja.

Bywają jeszcze oczywiście wyjazdy, na które panie nie jeżdżą, ale to już zupełnie inna bajka. Jakby nie patrzeć, Pogoń też jest kobietą, ale ona akurat kobiety lubi. I to wybitnie. Dziewczyny kopiące piłkę w jej barwach są na dobrej drodze do zdobycia mistrzostwa kraju. Na ostatnim domowym meczu z ŁKS Łódź panie stanowiły 21 procent publiczności. Wśród nich była urodzona w kwietniu 2023 roku Nela.

Fotoreporterki

Kobiety widać na trybunach, widać też wokół boiska. Tak się jakoś złożyło, że panie chętniej, niż pisać o piłkarzach Pogoni, wolą ich fotografować. Do tego stopnia, że licząc na szybko, jest ich siedem.

Najważniejszą z nich i pewnie idolką dla wielu jest Wiola Ufland. To ona fotografuje zawodników pierwszej drużyny, ma wstęp do szatni po meczu, jest na treningach i obozach przygotowawczych. Opowiadała Katarzynie Świerczyńskiej, jak to się wszystko zaczęło: - Fotografią interesowałam się już jako nastolatka, ale wtedy nawet nie myślałam, że kiedykolwiek będę fotografować sport. Robiłam wtedy zdjęcia miasta, krajobrazów miejskich. Zaczęłam się interesować piłką, kiedy poznałam Krzyśka, dziś mojego męża i rzecznika prasowego Pogoni. On wtedy działał w kibicowskim portalu pogon.v.pl i po prostu zapytał, czy nie chcę zrobić zdjęć na meczu, zobaczyć, jak to jest. Moja pierwsza styczność z piłką to nawet nie był zwykły mecz, a jakiś turniej charytatywny. Pamiętam tylko tyle, że te pierwsze zdjęcia wyszły bardzo słabo, bo zupełnie nie miałam doświadczenia, miałam też bardzo amatorski sprzęt.

Ta opowieść o początkach jest praktycznie taka sama w przypadku każdej fotoreporterki, którą spotkać można na stadionie Pogoni. Zainteresowanie fotografią, słaby sprzęt i w końcu wsiąknięcie w emocje piłkarskiego meczu. A potem nie można już wyobrazić sobie świata bez piłki. Nawet jeżeli kiedyś zupełnie się tą piłką nie interesowało.

Wiola Ufland jest też doskonałym wyborem, jeżeli chce się zadać pytanie o to, czy przez te lata, kiedy jest w Pogoni, wiele się zmieniło.

- Zmieniło się bardzo dużo! Ja na początku byłam jedną z niewielu, były dziewczyny z Ligowca, ale one się zmieniały. Teraz kobiety pracujące przy piłce nożnej już nikogo nie dziwią i to mnie cieszy. Są kobiety, które fotografują, są dziennikarki, kobiety są ekspertkami, ich zdanie się liczy. Nie jest to już dyscyplina zamknięta wyłącznie dla panów - mówi.

Wszystko z miłości

Fotoreporterki, dziennikarki, ale nie tylko. Coraz więcej kobiet pracuje w strukturach klubu. Kobieta rzeczniczka prasowa nie dziwi już nikogo. Kobieta prezes to już też się zdarzało. Kobiety są akcjonariuszami klubów piłkarskich, bywają asystentami trenerów, pracują w akademiach, szkoląc dzieci. Nawet sędziują mecze. Oczywiście wciąż jeszcze zdarza się, że nie mają wstępu w określone miejsca. Któryś z trenerów nie chce ich widzieć w szatni przed meczem. Kiedyś był nawet przesąd, że kobieta w szatni przed przynosi pecha - piłkarze Austrii Wiedeń przed meczem z Pogonią w Pucharze Intertoto położyli w szatni Polaków lalkę. Wystarczyło. Szczeciński zespół przegrał 0:2. Są i tacy piłkarze, którzy za nic nie wpuszczą kobiety do autokaru. To też się zmienia. Nie sposób też nie wspomnieć o tych, które dbają o to, by piłkarze mieli wszystko, co im potrzeba. To do nich piłkarze się uśmiechają, a one traktują ich jak swoich synów.

Piłka nożna naprawdę jest kobietą. W końcu za coś ci wszyscy faceci muszą ją aż tak kochać. I kobiety (chociaż bywają zazdrosne) też. Tylko trzeba ją im pokazać.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński