MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Święta Wielkanocne. Niech żywy Chrystus napełni nas ufnością, wiarą mocniejszą niż zło

Piotr Polechoński
Piotr Polechoński
- Najbardziej widoczna zmiana nastąpiła w modelu przekazu wiary z rodziców na dzieci. Ten „łańcuch dostaw” prawd wiary dzisiaj się już skończył - mówi ks. bp Krzysztof Zadarko.
- Najbardziej widoczna zmiana nastąpiła w modelu przekazu wiary z rodziców na dzieci. Ten „łańcuch dostaw” prawd wiary dzisiaj się już skończył - mówi ks. bp Krzysztof Zadarko. biuro prasowe Komitetu Episkopatu Polski
Rozmowa z księdzem biskupem Krzysztofem Zadarko, biskupem pomocniczym w diecezji koszalińsko - kołobrzeskiej.

Przed nami Święta Wielkanocne. Wcześniej minęły mijały one w cieniu pandemii koronawirusa, teraz też nie będzie normalnie, bo za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Co gorsza nie ma tygodnia, aby ktoś publicznie nie przestrzegał nas, że ta wojna może też wkrótce przyjść do nas. Święta, które przed nami, podobnie jak te ostatnie, przeżyjemy w niepewności, a pewnie wielu z nas przeżyje je w lęku. Jak dobrze świętować, gdy się boimy tego, co wokół nas i tego, co przed nami?

To prawda, że wydarzenia bieżące, które dzieją się wokół nas, rodzą w nas wszystkich niepewność i lęk. Po tak długim okresie pokoju w naszej części świata wszyscy ulegliśmy złudzeniu, że pokój to rzecz trwała, a wojna, podobnie jak dawne choroby, które dziesiątkowały ludność Europy, została raz na zawsze wykluczona z dziejów naszego kontynentu i nigdy do nas nie wróci. Ale wojna wróciła.

I jak każda wojna budzi strach i chodzi teraz o to, aby ten strach nami nie zawładnął i nas nie pokonał. Jestem przekonany, że odpowiednie przygotowanie się do Świąt Wielkanocy i odpowiednie ich przeżycie pomoże nam tym lękiem „sterować” i bać się zdecydowanie mniej. Świętowanie Wielkanocy nie ocali przed ewentualną wojną, ale żywy Chrystus napełni nas ufnością, wiarą mocniejszą niż zło.

Wiara zwycięży lęk?

Wiara ocala przed rozpaczą, nienawiścią, rezygnacją i ucieczką z pola walki. Boimy się, gdy specjaliści od wojny ostrzegają przed coraz rosnącym prawdopodobieństwem wybuchu wojny w naszym kraju. Ale prawdziwa wiara da nam to, że w tym lęku nie będziemy sami. Dlatego musimy jeszcze mocniej zaufać Panu Bogu, położyć jeszcze większy nacisk na to, aby zadbać i zainwestować w naszą najbliższą wspólnotę. Aby szukać wiary i nadziei u Jezusa Chrystusa i wokół nas, wśród ludzi nam najbliższych. Można ten niepewny i trudny czas porównać do łodzi, którą płyniemy na niespokojnym morzu.

Dookoła nas szaleje sztorm, ale to, że na tej łodzi nie jesteśmy sami powinno nam dawać tyle odwagi, aby ten strach nas nie sparaliżował i nie popchnął do głupich zachowań. Nie jesteśmy sami nie tylko dlatego, że przy nas są najbliżsi, rodzina, ale przede wszystkim dlatego, że łodzią tą steruje Chrystus. Tak więc złe rzeczy wokół nas będą się dziać i pewnie w najbliższym czasie będą przybierać na sile, tym samym niepokoić. Chodzi o to, aby w tym czasie wielkiej niepewności przylgnąć do osób i rzeczy najważniejszych: do ludzi nam najbliższych, a przede wszystkim do Chrystusa.

Trudno o lepszy na to czas niż Święta Wielkanocy. Jesteśmy wtedy z bliskimi, a Kościół katolicki świętuje najważniejsze wydarzenie w historii chrześcijaństwa, czyli Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Aby jednak poczuć, że to On kierują tą łodzią, o której ksiądz biskup mówi, trzeba wierzyć, że Chrystus pokonał śmierć, żyje i jest ciągle razem z nami. Tymczasem liczne badania, prowadzone też przez katolickie instytuty socjologiczne pokazują, że w kraju, gdzie ok. 90 procent ludzi deklaruje się jako katolicy w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wierzy tylko 30 procent z nich. Oznacza to, że teraz w polskich świątyniach, które w czasie Wielkiego Tygodnia wypełnione są po brzegi, znaczna część ludzi w nich zgromadzonych nie wierzy w coś, bez czego chrześcijaństwo nie ma sensu. Co więc zdecydowana większość Polaków w tym czasie świętuje?

Ufam, że ci obecni na liturgii wierzą, z resztą może być różnie. Ale to jest dobre pytanie i czas świąteczny jest właściwym momentem, abyśmy wszyscy zadali sobie sami to pytanie i sami na nie odpowiedzieli. Faktycznie, na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat badania pokazują, że procent katolików w Polsce wierzących w zmartwychwstanie jest mniej więcej na tym samym poziomie, czyli ok. 30 procent. Powiem więcej, gdybyśmy spytali o to, w co wierzy pozostałe 70 procent w perspektywie życia wiecznego to by się okazało, że u większości z nich ta wiara w zmartwychwstanie jeszcze jest, ale bardzo mglista i nie zawsze w pełni świadoma, jak byśmy sobie tego życzyli.

Ale jestem też przekonany, że zdecydowana większość katolików w Polsce co prawda intuicyjnie, ale jednak myśli, że koniec życia na Ziemi nie oznacza końca życia w ogóle. Że życia nie kończy się na naszej śmierci. Europa wyglądałaby dziś inaczej, gdyby nie to powszechne przekonanie.

Dlaczego ta wiara w zmartwychwstanie kuleje w kraju, w którym katolicyzm ma tak długą tradycję i jest tak powszechny? Zawinił Kościół?

Często słyszę taką diagnozę, ale takie postawienie sprawy to próba zrzucenia z samego siebie odpowiedzialności. Czy Kościół posiada jakąś tajemną wiedzę niedostępną dla innych, którą można zdobyć tylko wtedy, gdy Kościół na to pozwoli? Nie, tak nie jest. Ewangelia, prawda o Zmartwychwstaniu Jezusa, jest na wyciągnięcie ręki każdego, kto chce tę rękę wyciągnąć. Także nauka Kościoła katolickiego w każdym wymiarze i w każdej kwestii jest powszechnie dostępna. W dzisiejszych czasach wszystko to jest nawet bliżej niż kiedyś, bo teraz wystarczy kilka kliknięć na klawiaturze, aby dowiedzieć się wszystkiego o religii, Jezusie Chrystusie i Jego Zmartwychwstaniu.

Fundamentem naszej wiary jest wiara w zmartwychwstanie, to prawda. Niestety, prawdziwa wiara w ten fundament przegrywa z lenistwem myślenia wśród katolików i brakiem chęci do większej refleksji. Ludziom się nie chce pójść dalej niż im się wydaje, że potrzebują i niestety taka jest właśnie natura człowieka. Polacy generalnie akceptują chrześcijaństwo, w którym przecież w każdym pokoleniu dorastali, ale to nie jest chrześcijaństwo świadome samego siebie, z osobistego wyboru, zdecydowanie bardziej jest to chrześcijaństwo kulturowe i tradycyjne. W ewangeliczne bukłaki kultury przestaliśmy wlewać świeże wina, ciągle czerpiemy z zapasów, z tradycji, obrzędów zakorzenionych w kulturze. Zaszła kulturowa zmiana, mówimy nawet o epoce zmian.

Jakich?

Najbardziej widoczna zmiana nastąpiła w modelu przekazu wiary z rodziców na dzieci. Ten „łańcuch dostaw” prawd wiary dzisiaj się już skończył. Myślę tu o modelu tradycyjnej religijności, gdzie właśnie tradycja i obyczaj są najważniejsze, gdzie nikt z rodziców nie pyta lub robi to bardzo rzadko, czy w twoim sercu synu jest prawdziwe pragnienie Boga, czy twoja wiara córko jest żywa, czy ma tyle duchowej głębi, aby była w odpowiedni sposób zrozumiana. Przez wieki taki model funkcjonował. Ale to już się skończyło, czego boleśnie doświadczają rodzice, którzy w takim modelu przekazu wiary uczyli swoje dzieci myśląc, że to wystarczy, aby ich dziecko miało już taką chrześcijańską kotwicę do końca życia.

Tymczasem to już nie wystarcza. Wychowanie religijne oparte tylko na tradycji w społeczeństwie pluralistycznym i skrajnie liberalnym przegrywa. Wyzwania moralne, na przykład decyzja o rozwodzie, zakładają osobisty wybór wiary w Jezusa, a nie tylko wiedzy o Nim. Aby podjąć trud walki o wspólnotę małżeńską i związane z tym wyrzeczenia, potrzebują małżonkowie bardzo osobistej formacji wiary.

Sama tradycja - „bo zawsze tak było” - nam nie pomoże, na horyzoncie mamy natychmiast wiele propozycji, aby dać sobie z tym spokój. Tu trzeba osobistego przeżycia krzyża z Jezusem i zbliżenia do sakramentów. Niezbędne są właściwe środowiska i rozmowy na trudne tematy, np. małe wspólnoty. Jawi się potrzeba odświeżenia po latach nauki katolickiej. Wielu na to nie stać, nie mają czasu, odwagi, czasem nie spotykają dobrze przygotowanej oferty pomocy duszpasterskiej. Wiara od święta do święta już nie działa.

To co nam pomoże? Jaka jest odpowiedź na to wyzwanie?

Powrót do źródeł, powrót do stylu czasów pierwszych chrześcijan. Aby prawdziwie uwierzyć należało usłyszeć Słowo Boże, przejść pewien etap nawrócenia i zapoznać się z Pismem Świętym. Wiara przyjęta dziś jak „w pakiecie” - chrzest, I komunia, bierzmowanie, ślub - jest tylko powielaniem świętych obrzędów. Wydaje się, że to wymaga innego sposobu działania, do którego nie jesteśmy jeszcze w pełni przygotowani. Papież Franciszek mówi o „nawróceniu duszpasterskim”, gdzie punktem wyjścia nie jest ksiądz z przekazem wiary, lecz człowiek ze swoją często biedą moralną i duchową, ale - co ważne - szukający wiary.

Potrzeba czasu, zmiany już się zaczęły, choć na razie nie są one jeszcze tak dostrzegalne. Potrzebne są małe grupki ludzi, małe wspólnoty, w których ludzie zadają jedno pytanie: „co mamy czynić, aby się zbawić?”. Zbyt wielu duszpasterzy jest zmęczonych, wypalonych i widzących jedynie to, co dawne. Przypominają Żydów tęskniących za „niewolą w Egipcie”. Dlaczego ci tęsknili? Bo tam była gwarancja minimum owoców i bezpieczeństwa. Duszpasterze za mało okazują radości swojej osobistej, zamiast urzędowej, za mało wiary w Jezusa Zbawiciela. Widzą w społeczeństwie głośną i wszędzie obecną fascynację doczesnością, bogactwem, bardzo płytko rozumianą wolnością, zachowują się jakby kapitulowali.

Trudno uciec od wrażenia, że wśród polskich katolików Bóg Tradycji dominuje nad Bogiem Życia.

Nie trzeba robić specjalnych badań, aby się o tym przekonać. Człowiekowi współczesnemu nie chce się za bardzo myśleć o czymś więcej niż jego codzienność, a perspektywa dalszego życia po śmierci to już w ogóle abstrakcja. Jednak wcześniej, czy później, dla coraz większej liczby ludzi Bóg Tradycja już nie wystarczy. Szczególnie mocno można to odczuć w czasie takich świąt jak Wielkanoc z ich liturgią. To czas między dramatem śmierci i krzyża, a spotkaniem ze Zmartwychwstałym.

Ile można przygotowywać się do świąt, spotykać przy świątecznym stole, malować pisanki, a nawet chodzić na świąteczne spacery? W końcu przyjdzie czas, gdy to tradycyjne zamieszanie minie i co wtedy? Jest wolny czas i pustka. I wówczas, u części z nas świadomie u innych intuicyjnie, rodzi się chęć poszukiwania czegoś więcej, czegoś i kogoś prawdziwego. Boga Żywego i odpowiedzi na pytanie, o co chodzi z tym krzyżem i pustym grobem?

I wtedy lany poniedziałek już nam nie wystarcza i sprawdzamy na przykład w jakich godzinach są uroczyste nabożeństwa w ramach Triduum Paschalnego?

To dobry przykład. Obserwuje co roku, że Triduum Paschalne dziś to zupełnie coś innego niż kiedyś. 30 lat temu w Wielki Piątek, czy w Wielką Sobotę przychodziło do świątyń o wiele mniej ludzi niż teraz. A dziś jest nas radykalnie więcej, a to świadczy o tym, że te trzy wyjątkowe, najważniejsze dni chcemy przeżyć w kościele, poszukać tutaj istoty i sensu tego świątecznego czasu. Księża są też do tego przygotowywani, aby ten czas Wielkiego Tygodnia zaakcentować szczególnie mocno. Aby nie pozostać tylko na poziomie kulturowo - obrzędowym. Aby nie spotkać tej świątecznej pustki, gdy po śniadaniu wielkanocnym, czy po obiedzie nie wiemy, co dalej z tym świątecznym czasem robić.

I tego ksiądz biskup życzy naszym Czytelnikom na czas Świąt Wielkanocnych?

Na pewno tak, ale też odwagi w drobnych, ale ważnych gestach jak choćby w składaniu życzeń. Abyśmy wszyscy mieli odwagę złożyć je w chrześcijańskim duchu, a nie tylko bazując na tradycji i zwyczajach. Niech w centrum tych życzeń będzie Jezus Chrystus, a nie zajączek. Złóżmy sobie w życzeniach nie tylko zdrowia, szczęścia, ale przede wszystkim wiary w zmartwychwstanie, z bogactwem miłości, pokoju, zgody i pojednania, siły wspólnoty. Aby ta wiara nigdy nas nie opuściła.

od 7 lat
Wideo

Znaleziono ślady ptasiej grypy w Teksasie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Święta Wielkanocne. Niech żywy Chrystus napełni nas ufnością, wiarą mocniejszą niż zło - Głos Koszaliński

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński