MKTG SR - pasek na kartach artykułów

PGE Spójnia Stargard oddaliła się od podium. Śląsk Wrocław lepszy w pierwszym meczu o brąz

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Przed rewanżem Śląsk ma 5 punktów zaliczki nad Spójnią.
Przed rewanżem Śląsk ma 5 punktów zaliczki nad Spójnią. PAP/Marcin Bielecki
Kawał dobrego widowiska stworzyły zespoły PGE Spójni Stargard i Śląska Wrocław w pierwszej batalii o brązowy medal. Przesądziła końcówka spotkania i trójki Angela Nuneza. Batalia nie jest rozstrzygnięta, ale Spójnia postawiła się w trudnej sytuacji przed rewanżem we Wrocławiu.

W spotkaniach o brąz najważniejsze jest podejście zespołów do rywalizacji po przegranych półfinałach. Spójnia nie miała większych szans z Kingiem Szczecin, bo tylko w jednym meczu realnie mu pogroziła. Za to Śląsk mógł przyjechać do Stargardu trochę podłamany. Fakt, że przegrał rywalizację z Treflem Sopot, nie był niespodzianką, ale wrocławianie mogli mocno żałować tego, co wydarzyło się w końcówce czwartego meczu. Po takim mocnym zaangażowaniu wszystkich sił – Śląsk wyszedł na prowadzenie i był bardzo blisko doprowadzenia do piątego meczu w Sopocie. Niestety, Trefl się ogarnął i za sprawą Jakuba Schenka awansował do finału, a Spójnię zepchnął do walki o brąz.

Spójnia o medal mistrzowski walczyła po raz drugi w historii klubu. Za pierwszym razem – w 1997 r. zdobyła srebro. Później były lata kryzysu, wiele sezonów w II lub I lidze, a od sześciu lat drużyna nie mogła podczepić się do walki o podium. Raczej broniła się przed spadkiem. Bez wątpienia w sobotę doszło do historycznego wydarzenia w Stargardzie. Na trybunach prawie komplet (lepsza frekwencja była na spotkaniu z Kingiem), a przyjechała też skromna grupa fanów Śląska.

W rundzie zasadniczej Spójnia przegrała we Wrocławiu (69:75), co było przykrą wpadką, bo wtedy notowania Śląska nie stały zbyt wysoko. Rewanż udał się stargardzianom znakomicie – 93:67. I wydawało się, że na pod koniec marca rywale tracą szansę na play-off. Reakcja klubu była natychmiastowa – zwolnienie trenera Jacka Winnickiego i zatrudnienie Miodraga Rajkovicia. To, że Śląsk gra w strefie medalowej to sukces tego szkoleniowca.

Śląsk w sobotę wyszedł na galowo, a w piątce Spójni jedna zmiana. Na rezerwie pozostał kapitan Karol Gruszecki, a od początku grał młody Damian Krużyński. Z tego gracza trener Sebastian Machowski rzadko korzystał w sezonie, ale do krycia Jakuba Nizioła – był lepszym kandydatem.

Rywalizacja o brązowy medal to mecz i rewanż. Pierwszy mecz w Stargardzie, bo to Spójnia zajęła niższą pozycję w rundzie zasadniczej. Z pierwszą akcją gospodarze zaczęli narzucać takie tempo, jakby szybko chcieli sobie wypracować bezpieczną przewagę. Szybkie prowadzenie 7:0, 11:2 i Rajović musiał interweniować.

Poskutkowało, bo Śląsk błyskawicznie złapał rytm gry, punktował i w 5. minucie Spójnia prowadziła 13:12. Napór stargardzian był mniejszy, a blok obronny mniej skonsolidowany, bo szybko dwa faule złapał Wesley Gordon. Machowski zdjął środkowego z boiska, ale zastępcy tej jakości nie prezentowali. Mecz się wyrównał, prowadzony był w szybkim tempie, ale od 8. minuty prowadzili goście.

Druga kwarta w zasadzie na styku. Zespoły miały swoje momenty, ale nie mogły zbudować przewagi. Dusan Miletić spudłował w końcówce za trzy i zamiast 7 oczek przewagi Śląska – Spójnia po kontrach i dużemu poświęceniu w tyłach – odzyskała prowadzenie na długą przerwę.

Trzecia odsłona bez przełomu. Spójnia do 25. minuty była lepsza, ale przełożyło się to na ledwie czteropunktowe prowadzenie. Później był fragment meczu bez punktów gospodarzy, co przeciwnicy świetnie potrafili wykorzystać. Odskoczyli na 58:52 i mieli piłkę. Szansy nie wykorzystali i Spójnia zaczęła odrabiać straty. Na koniec znów był styk – 62:63 dla Śląska.

Na początku czwartej kwarty Śląsk znów odskoczył na 6 punktów (68:62). Spójnia chciała szybko odrobić straty, ale nie miała 100-procentowej skuteczności, a w defensywie dawała rywalom zbierać piłki. Po tak odzyskanej piłce Daniel Gołębiowski trafił za trzy i było 73:66 w 33. minucie. Machowski poprosił o czas, ale gdy jego zawodnicy zgubili piłkę w ataku. Zemściło się, bo Marek Klassen (po ponowionej akcji) odpalił trójkę i różnica wynosiła już dziesięć oczek.

Spójnia próbowała walczyć, ale z dystansu rzucali nie ci, co mieli, a w obronie gospodarze zapomnieli o Angelu Nunezie, który dwa razy trafił za trzy i na 2,5 minuty przed końcem Śląsk prowadził 84:73.

Gospodarze walczyli jednak do końca. Po rzutach Stephena Browna minutę przed końcem przegrywali tylko 81:86. Ich szansą było to, że Śląsk poprosił o czas do namysłu, a gospodarze mogli złapać oddech na walkę w obronie. I akcja była wybroniona, a szybko sfaulowany Brown – wykorzystał rzuty. 83:86 i 35 sekund do końca.

Stargardzianom udało się zatrzymać kolejny atak rywali, wyprowadzili kontrę i na remis rzucał Devon Daniels. Spudłował. Kontra rywali i strzelec Spójni faulem próbował zatrzymać Łukasza Kolendę. Nie zdołał i ten zdobył łatwe punkty. Spójnia miała jeszcze 1,5 sekundy, ale rzut Alexa Steina na poprawę wyniku został zablokowany.

1. mecz o brązowe medale

PGE Spójnia Stargard – Śląsk Wrocław 83:88
Kwarty: 23:25, 20:17, 19:21, 21:25.
Spójnia: Brown 26 (2), Daniels 11 (1), Krużyński 4, Langović 8, Gordon 5 – Gruszecki 5 (1), Grudziński 4, Łapeta 2, Stein 12, Simons 6 (1).
Śląsk: Gravett 7 (1), Klassen 8 (2), Nizioł 12 (1), Kulviets 8 (1), Nunez 15 (2) – Kolenda 9, Miletić 8, Woinalowicz 5 (1), Gołębiowski 16 (2), Zębski 0.

Spotkanie rewanżowe we wtorek o godz. 20 we Wrocławiu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński