MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Arkadiusz Miłoszewski, trener Kinga Szczecin: Próbowaliśmy do końca ukryć nasze słabości w obronie i ataku

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Trener Arkadiusz Miłoszewski
Trener Arkadiusz Miłoszewski Oliwia Nowak/Polska Press
Część fanów już mnie zwalnia, ale wiem, że ta porażka i mi może się przysłużyć - mówi Arkadiusz Miłoszewski, trener Kinga Szczecin. Wilki Morskie sezon 2023/24 zakończyli z wicemistrzostwem Polski. Przegrali finałową batalię z Treflem Sopot 3:4.

A było 3:1...
Arkadiusz Miłoszewski: Przez cały czas tej rywalizacji mówiłem o fizyczności i tego nam zabrakło w ostatnich meczach, by zakończyć rywalizację sukcesem. Trefl nas zamęczył swoją bardzo agresywną obroną na dużym kontakcie. Gaśliśmy w tej serii. Z Legią graliśmy swoją koszykówkę - dużo biegania, zbierania, dobra obrona i szybkie kontry. Z Treflem tego brakowało, ale to rywal nam to zabrał.

Nawet w tym ostatnim meczu - już było blisko...
Były sytuacje, gdy dochodziliśmy, ale robiliśmy wtedy prostą stratę, nie zastawialiśmy kosza, a rywal nas dobijał. To proste elementy w koszykówce, na które uczula się młodych adeptów, ale one potrafią decydować też o mistrzostwie Polski. Zbiórka w obronie to podstawa. Ich brak podcinał nam skrzydła, nie mieliśmy pewności siebie i ostatecznie przegraliśmy mistrzostwo. Jeszcze na boisku analizowaliśmy ostatnie minuty siódmego meczu - było sporo momentów, gdy ten rzut trzeba było oddać, ale brakowało takich decyzji. Wychodził brak pewności siebie. Trener Tabak powie, że to my mieliśmy najlepszą kadrę, ale fizyczność była po ich stronie. I w dodatku ich najlepszy moment w play-offach przypadł na ostatnie mecze z nami. Grali rewelacyjnie. My lepiej wyglądaliśmy z Legią, Spójnią, do pewnego momentu z Treflem, ale straciliśmy swój rytm. Niestety, nasz dołek przypadł na najważniejszy moment ligi. Chcę podkreślić, że Sopot w pełni zasłużenie wygrał złote medale, bo prezentował bardzo dobrą koszykówkę.

Jak ocenić ten sezon?
W marcu zastanawiałem się, czy my w ogóle wejdziemy do play-offów, później planem minimum była pierwsza czwórka. Udało się awansować do finału i apetyt rósł. Było 3:1 i mentalnie witaliśmy się ze złotym medalem, ale nie wytrzymaliśmy. Wszystko nam uciekło.

Także przez to, że nie wszystkie ogniwa w zespole prezentowały odpowiedni poziom.
Tak, oczywiście. Nie chcę nikogo wyróżniać czy kogoś oskarżać, ale momentami Andy Mazurczak był osamotniony. To był jedyny gość, który grał na poziomie. Pomagał mu jak mógł Przemek Żołnierewicz, ale zabrakło lepszych kreatorów na piłce. Finał nas obnażył.

Trener Tabak zwracał uwagę, że to jego zespół grał 9 zawodników, a Pan mógł 10-11.
Przerzucamy się trochę takim ciężarem odpowiedzialności, ale na końcu liczy się zwycięzca.

Trefl nie pozwolił już ukryć pewnych niedoskonałości, które były widoczne w tym sezonie?
Próbowaliśmy do końca. Tych słabości nie brakowało w obronie i ataku, ale chcieliśmy wykorzystać ich niedoskonałości. Ktoś powie, że skoro przegraliśmy finał to słaby jest trener. Z całym szacunkiem dla trenera Tabaka, bo to wyśmienity trener i strateg, a przede wszystkim pracowity gość, ale w zeszłym roku też miał problemy i nie wszedł do play-offów. A my - mimo naszych kłopotów - znów byliśmy w finale. Ja wiem, że część fanów już mnie zwalnia, ale wiem też, że ta porażka i mi może się przysłużyć. Takie jest życie, mam nadzieję, że prezes złych głosów nie weźmie do serca i zostanę na przyszły sezon.

A Pan chce?
Tak. W szatni popłakaliśmy się, ale nie dlatego, że przegraliśmy, ale z tego względu, że to był nasz ostatni mecz. Byliśmy rodziną i nadal chcę budować rodzinę Kinga. Mam kontrakt, ale różne rzeczy mogą się zdarzyć. Jedno jest pewne - chcę dalej pracować w szczecińskim klubie.

Jak może wyglądać zespół?
Szkielet zespołu jest, bo ważne kontrakty mają Mazurczak, Meier, Borowski, Żołnierewicz. Siądziemy i będziemy próbowali sklecić ten zespół. Czekają mnie rozmowy z Maćkiem Żmudzkim i Michałem Nowakowskim. Zastanowimy się, przedstawię, co planujemy. Z grona obcokrajowców - na razie nic nie wiemy, skończyły się umowy, zobaczymy, jakie mają plany. Sezon zakończony, więc postaramy się szybko wyjaśnić pewne kwestie personalne.

Która porażka była ważniejsza: w piątym meczu w Sopocie czy w szóstym w Szczecinie?
Każdy mecz był ważny. Prowadziliśmy 3:1 i potrzebowaliśmy jednego zwycięstwa. Gdybyśmy wygrali serię 4:1 to chyba byłoby to za dużo, ale ciężko teraz na takie analizy. Wszyscy powiedzą, że mieliśmy 3:1 i przegraliśmy 3:4. Ale takie sytuacje przytrafiają się też zdecydowanie większym klubom. W finale ligi greckiej Olympiakos prowadził 2:0, a przegrał 2:3 z Panathinaikosem. Takie porażki i sytuacje nie zdarzają się tylko Kingowi, ale też zespołem na dużo wyższym poziomie i przy dużo wyższych budżetach.

Rozmawiał Jakub Lisowski

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński