MKTG SR - pasek na kartach artykułów

King Szczecin przegrał w Sopocie. Świętowanie mistrzostwa Polski przełożone [ZDJĘCIA]

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Trefl Sopot - King Szczecin 88:84 w 5. meczu finałowym Orlen Basket Ligi.
Trefl Sopot - King Szczecin 88:84 w 5. meczu finałowym Orlen Basket Ligi. Przemyslaw Swiderski
Trefl Sopot postawił na walkę i tym wygrał poniedziałkowe spotkanie z Kingiem Szczecin 88:84. W finałowej serii Orlen Basket Ligi to jednak szczecinianie cały czas prowadzą i nadal są w lepszej sytuacji, bo przed nimi występ przed swoją publicznością.

Na piąty mecz finałowy King wyszedł swoja żelazną piątką, za to po stronie gospodarzy zestawienie z Benedektem Varadim na parkiecie. Jakub Schenk miał wnieść energię z rezerwy. Trefl był pod ścianą, więc było jasne, że postawi na mocną presję w obronie i dynamiczną grę w ataku pozycyjnym. King miał odpowiedzieć tym samym i pokazać mocną chęcią zakończenia rywalizacji.

Spotkanie rozpoczęło się od skutecznej akcji Goeffrey'a Groselle'a, a po chwili stratę zanotował Andrzej Mazurczak. Konto punktowe szczecinian otworzył - przy stanie 4:0 - Zac Cuthbertson. Tyle, że skrzydłowy Kinga szybko złapał faul, po chwili przewinienie techniczne, a Trefl punktował. Po czterech minutach było już 12:3, pięć fauli Kinga i trener Arkadiusz Miłoszewski poprosił o czas. Musiał uspokoić zespół, bo fauli było za dużo.

Trefl zanotował wyśmienity początek, ale równie dobra była riposta Kinga. Grę w ataku pociągnęli Przemysław Żołnierewicz i Avery Woodson, sędziowie w końcu dopatrzyli się błędów po stronie gospodarzy i ten dystans błyskawicznie stopniał. Po trójce Woodsona King objął prowadzenie 15:14 i rozpoczęła się gra punkt za punkt.

Druga kwarta to bitwa na wyniszczenie. Trefl wszelkimi sposobami próbował naciskać na graczy Kinga i w ten sposób mozolnie budował swoją przewagę (45:38). Kompletnie miejsca nie mieli Woodson, Tony Meier czy Cuthbertson, więc rolę egzekutora przejął Andrzej Mazurczak. Trafiał z trudnym pozycji, ale gdy i on spudłował - King miał problemy. W kilku akcjach za długo rozgrywał piłkę. Po pierwsze wynikało to z braku miejsca, ale po drugie by gospodarze męczyli się w swojej defensywie. Do przerwy 45:41 dla Kinga i to nie był zły wynik dla szczecinian jak na ich poziom skuteczności i sędziowskie gwizdki.

Trzecią kwartę rozpoczęła trójka Woodsona, ale zespół nie poszedł za ciosem. Brakowało 3-4 kolejnych akcji z punktami. Nie dość, że szczecinianie mocno się męczyli, by wypracować pozycję rzutową, to szło się podłamać kolejnymi pudłami i skutecznością sopocian. W 24. minucie Miłoszewski zareagował przy stanie 54:47. Swoją akcję King zmarnował, a Zyskowski po osobistych podwyższył prowadzenie Trefla.

King próbował, momentami zmniejszał dystans do pięciu oczek i był w posiadaniu piłki, ale cały czas brakowało skuteczności. Minutę przed końcem kwarty za trzy rzucali Nowakowski, Mazurczak i Żołnierewicz - wszyscy spudłowali. A Schenk trafił i było 63:55. W ostatniej akcji zespołu z dystansu rzucał Żołnierewicz, ale też chybił. Kontra gospodarzy i dwa punkty Besta na 67:57. Wynik poprawił Mazurczak po osobistych.

Strata 8 punktów to nie był dystans nie do odrobienia, ale King musiał rozegrać najlepsze dziesięć minut w Sopocie. Nie było już miejsca na błędy. Problem w tym, że Mazurczak spudłował z czystej pozycji, a gospodarze szybko odpowiedzieli i prowadzili 71:59.

Na pięć i pół minuty przed końcem (75:61) trener Miłoszewski poprosił o czas. Straty były duże, a w grze gości niewiele się kleiło. Trefl wykorzystywał swoje przewagi pod koszem, nie tracił piłek i naciskał w obronie. King się męczył, pudłował i brakowało zawodnika, który mógłby przejąć rolę kata.

Na 4 minuty przed końcem szczecinianie zmniejszyli różnicę do ośmiu punktów, byli nawet blisko zatrzymania akcji gospodarzy, ale za trzy trafił Paul Scruggs. Po chwili faul w ataku i trójka Schenka - 82:68. King wiedział, że tego meczu nie będzie już w stanie wygrać. Walczył jednak do końca i 52 sekundy przed końcem Cuthbertson miał akcję dwa plus jeden - 84:80. Wtedy sfaulowany Schenk trafił oba osobiste. Szybko trzypunktową akcją odpowiedział jednak Cuthbertson. 37 sekund do końca i 86:83 dla Trefla.

King nie dał rzucić Treflowi i trener Miłoszewski poprosił o czas. Jego zespół musiał trafić na dogrywkę, a miał niespełna 13 sekund. Gospodarze szybko sfaulowali Kysera, ale ten trafił raz (86:84), a przy próbie zbiórki sędziowie dopatrzyli się faulu niesportowego. Andy van Vliet też trafił raz, ale piłka była gospodarzy. Na ponad 4 sekundy przed końcem - sfaulowany Schenk ustalił wynik jednym rzutem z linii.

5. mecz finału Orlen Basket Ligi

Trefl Sopot - King Szczecin 88:84
Kwarty: 24:23, 21:18, 22:18, 21:25.

Trefl: Varadi 5 (1), Best 9, Scruggs 18 (5), Zyskowski 11, Groselle 20 - Schenk 21 (2), Barnes 1, Witliński 0, van Vliet 3.

King: Mazurczak 19, Woodson 10 (2), Cuthbertson 10 (1), Borowski 0, Udeze 6 - Żołnierewicz 23 (1), Meier 0, Kyser 9, Mobley 0, Nowakowski 5 (1), Żmudzki 2.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Mbappe nie zagra z Polską?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński