Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Artur Kubaj autor książki "Solidarny Szczecin": Powinniśmy odkrywać Solidarność

Ynona Husaim-Sobecka
Ynona Husaim-Sobecka
Artur Kubaj: - Szczecin stoi plecami do Solidarności
Artur Kubaj: - Szczecin stoi plecami do Solidarności Andrzej Szkocki
Z doktorem Arturem Kubajem, politologiem, historykiem, redaktorem i współredaktorem publikacji o opozycji solidarnościowej.

Od lat zajmuje się pan badaniem szczecińskich protestów lat 80. XX wieku. Jak pan ocenia zainteresowanie mieszkańców Szczecina i regionu wydarzeniami z tamtego czasu?

Pisząc książki na temat Solidarności, czy szerzej opozycji na Pomorzu Zachodnim, spotkałem mnóstwo uczestników tych wydarzeń, począwszy od Mariana Jurczyka, Andrzeja Milczanowskiego, Stanisława Wądołowskiego czy Edwarda Radziewicza po szeregowych członków Solidarności i to zarówno tych, którzy działali w robotniczych komisjach zakładowych, jak i w takich zakładach pracy, gdzie dominowała inteligencja. Ci ludzie przez ostatnie 15 lat wręcz domagali się, by o tych wydarzeniach opowiadać, bo zdają sobie sprawę, że wiedza umyka. Mają świadomość, że po upadku władzy komunistycznej w Polsce został przegapiony moment, by zacząć o tym głośno mówić. Badania dotyczące tamtego okresu zaczęły się zbyt późno, część uczestników i świadków tych wydarzeń już nie żyje. Nie dowiemy się o istotnych czasami działaniach opozycji.

Sierpień’80 niezmiennie kojarzy się Polakom z wydarzeniami w Gdańsku. Rola Szczecina jest konsekwentnie pomijana. Nie umieliśmy zadbać o właściwe przedstawienie jej?

To się stało już na samym początku. Informacje, które pochodziły ze Szczecina, zajmowały o wiele mniej miejsca w przestrzeni publicznej niż te, które pochodziły z centrum strajkowego, jakim był Gdańsk. Później również pojawiały się publikacje w drugim obiegu dotyczące właśnie Gdańska, ale też Bydgoszczy i wielu innych miast. Natomiast o Szczecinie było ich znacznie mniej. Później, po 1989 roku to gdańscy działacze Solidarności zdominowali politykę, a Szczecin śladowo był reprezentowany na tej dużej ogólnopolskiej arenie politycznej.

Nie umieliśmy czy nie chcieliśmy wykorzystać swojej szansy?

My szczecinianie nie doceniamy Solidarności. Mogę podać przykłady miast z całej Polski, które nie mają takiego dorobku i pierwszeństwa w powoływaniu Solidarności jak w Szczecinie, ale one do Solidarności się przyznają. Nasze miasto jest obrócone bokiem albo wręcz tyłem do Solidarności. To dziwne, przecież w czasie wielkiego strajku i tuż po do Solidarności zapisało się około 400 tysięcy osób z dawnego województwa szczecińskiego. Wówczas ten region liczył około 900 tys. wszystkich mieszkańców. W niektórych zakładach pracy do związku należało ponad 90 procent pracowników. I taki stan utrzymywał się bardzo długo. W nomenklaturze Solidarności Pomorze Zachodnie oznaczone było numerem 2. To było oczywiste po osiemdziesiątym roku, że strajk wybuchł w Gdańsku, ale niemal jednocześnie równolegle rozpoczął się strajk w Szczecinie. Podkreślam słowo równolegle, bo to był gest solidarności z Gdańskiem. Jednak całkowita organizacja strajku i sposób jego przeprowadzenia to było oryginalne działanie Szczecina. To szczecinianie, negocjując z władzami komunistycznymi, w pewnym momencie powiedzieli: Chcemy pojechać do Gdańska, żeby nawiązać łączność z tamtymi działaczami. Takiej inicjatywy ze strony Gdańska nie było. Tymczasem na stałej wystawie w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku jest plansza, na której pojawia się Gdańsk jako miejsce zapalne w sierpniu 1980 roku, a później protest rozlewa się na całą Polskę. Szczecin zaczął strajkować chwilę później, a jednak jego oddziaływanie nie zostało zaznaczone. Tymczasem część Polski rejestrowała się w Szczecinie, druga część w Gdańsku. Uważam, że jeszcze przyjdzie u nas moda na Solidarność. Uważam, że młodsi mieszkańcy miasta i regionu będą poszukiwali tych wartości, które Solidarność za sobą niesie.

Dzieli pan swoją najnowszą książkę na dwie odrębne sekcje: wydarzenia i ludzie. Dlaczego oddziela pan bohaterów od ich działań?

Tym podziałem chciałem podkreślić wagę takiego zbiorowego wysiłku, jakim były protesty roku 1980, 1988, zawiązanie protestu przy okazji kryzysu bydgoskiego, strajk z grudnia 1981 czy wybory z 1989 roku, a także pierwsze walne zebranie delegatów Solidarności, które jest zaczynem powojennej demokracji w Szczecinie. To, co się działo Szczecinie, było ważne dla całego kraju (nie tylko dla naszego miasta) i z czego tak bardzo mało sobie zdajemy sprawę jako szczecinianie. W drugiej części książki zwracam uwagę na osoby, które w większości zostały zapomniane. Czasami nie znalazły miejsca nawet w słowniku czy w encyklopedii, a wówczas były bardzo istotne dla przebiegu zdarzeń.

Jaki był klucz doboru tych osób?

Zdaję sobie sprawę, że są osoby, których dorobek był znacznie większy, ale one już we wcześniejszych publikacjach znalazły swoje miejsce. Teraz chciałem zwrócić uwagę na tych, którzy stali trochę w cieniu, ale bez których różne ważne działania nie zostałyby zrealizowane. Czasami zaważyły bardzo prozaiczne przyczyny. Te osoby już nie żyją i nikt się za nimi nie ujmie. Nie napiszą choćby pamiętników.

W pana książce znalazło się miejsce dla dwóch kobiet. Solidarność to był bardzo męski świat, na którego zapleczu działały kobiety, bez których pewnie wiele rzeczy się by się nie udało zrobić.

Pani Helena Kurcyuszowa, córka ostatniego prezydenta Warszawy pochodzącego z wyborów demokratycznych, Zygmunta Słomińskiego. To wielobarwna, bardzo zasłużona dla Szczecina postać, jednak mniej znana jest jej działalność opozycyjna. Jak się prześledzi dzieje pani Heleny, to widać, że miała ona nadzieję, że Polska demokratyczna powróci. Ona też jest łącznikiem Polski przedwojennej z Polską po 1989 roku. Działała w organizacjach chadeckich, przewoziła bibułę, udostępniała swoje mieszkanie. O tym wszystkim się nie mówi.

Drugą kobietą, której poświecił pan książkę, jest Maria Chmielewska.

Ja nazywam ją Maria Solidarność. To osoba niezwykle zasłużona. Dość powiedzieć, że to ona redagowała postulaty w czasie wielkiego strajku w 1980 roku. Komitet strajkowy tworzył się w sposób żywiołowy, robotnicy potrzebowali wsparcia osób, które pozwolą to uporządkować. Stocznia to głównie mężczyźni, a nagle z serca stoczni, z wydziału W-4 z rurowni pojawia się postać, która cieszy się dużym autorytetem i zaufaniem robotników. Później w podziemiu wspierała we wszelkich możliwych działaniach Solidarność. Tych kobiet było znacznie więcej.

W swojej książce używa pan określenia Wielki Strajk, tak jakby pan chciał podkreślić, że wydarzenia w sierpniu to nie tylko strajk w Stoczni Szczecińskiej, ale też w innych zakładach pracy.

To oczywiście świadome i część historyków również posługuje się takim terminem. Dla mnie Sierpień’80 jest właśnie wielkim strajkiem, który dał Polsce wolne związki zawodowe. Te związki zawodowe są zaczynem demokracji w Polsce, którą później, po 1989 roku rozpoczęliśmy budować i budujemy ją do dzisiaj. To nie jest proces zakończony.

Swoją książkę zatytułował pan „Solidarny Szczecin”. Czy coś takiego istniało wówczas?

Przede wszystkim solidarny przez mały „s”. Rok 1980 to jest przede wszystkim czas solidarności ludzi, którzy sobie wzajemnie pomagają. Przypomnę, że jeszcze w sierpniu rozpoczął się rok szkolny, a w czasie wielkiego strajku, kiedy stała komunikacja miejska, ludzie pomagali sobie, podwozili się samochodami. Tych przykładów jest oczywiście więcej. Strajki, które wybuchały w tym okresie, miały charakter solidarnościowy. W negocjacjach z władzami komunistycznymi pomagano sobie wzajemnie. Gdańsk i Szczecin wspierali strajkujących w innych miastach. Duża część Polski nie miała przecież doświadczenia strajkowego. Władza obietnice, które złożyła w Szczecinie i w Gdańsku, chciała ograniczyć tylko do tych dwóch miast i regionów. Działacze tacy jak Marian Jurczyk czy Stanisław Wądołowski co i rusz interweniowali, a to gdzieś na Śląsku, a to gdzieś w innych województwach, żeby ułatwić możliwość powstawania komisji robotniczych. W 1980 roku, kiedy stanął Gdańsk, solidarnie z nim stanął Szczecin. Kiedy w 1988 roku zaczął strajkować Szczecin, to Gdańsk przyłączył się kilka dni później do protestu. Pomagano sobie w egzekwowaniu zobowiązań władzy w momencie, kiedy negocjacje z rządzącymi stawały w martwym punkcie w jakiejś branży.

A dzisiaj jesteśmy solidarni?

Dzisiaj jest z tym znacznie trudniej. Dlatego warto przypomnieć dziedzictwo Solidarności w tym wymiarze. Solidarność jest swego rodzaju fenomenem, którego nigdzie na świecie nie udało się powtórzyć. Wprawdzie niektórzy odwołują się w różnych częściach świata do ruchu, który przezwyciężył komunizm, który złamał system totalitarny. Również i my, w czasie kryzysu demokracji liberalnej na świecie, powinniśmy na nowo odkrywać Solidarność.

We wstępie do swojej książki pisze pan, że chciałby, aby ta książka trafiła do młodych ludzi. Myśli pan, że tak opowiedziana historia Solidarności może być dla nich atrakcyjna i ciekawa?

Mam taką nadzieję, to znaczy wielu, wielu moich znajomych z Solidarności od lat prosiło, żeby przybliżyć ich historię przystępnym i zrozumiałym dla młodych ludzi językiem. Tak też starałem się zrobić i napisać książkę ciekawą zarówno dla uczestników wydarzeń, jak i dla młodzieży. Żeby z jednej strony oddać wiernie emocje tamtego okresu, a dla wielu osób było to jedno z najważniejszych wydarzeń w ich życiu, a z drugiej strony, by było to pociągające dla ich wnuków. Temat nie jest wyczerpany, być może dlatego powinna powstać kontynuacja.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński