Zobacz miasto, jakiego nie znałeś

Michał Fura, 13 sierpnia 2004 r.
Korkowo, mimo że znajduje się w samym centrum miasta, znają tylko amatorzy taniego wina i policjanci. Chyba nigdzie indziej nie można znaleźć tylu plastikowych korków po winie, co na tym niewielkim placu.
Korkowo, mimo że znajduje się w samym centrum miasta, znają tylko amatorzy taniego wina i policjanci. Chyba nigdzie indziej nie można znaleźć tylu plastikowych korków po winie, co na tym niewielkim placu. Sławomir Ryfczyński
Kermitowo, Korkowo, Pigalak, Telesfor, Grób Hansa... To potoczne nazwy niektórych niewielkich rejonów Świnoujścia. Dla większości mieszkańców jednak zupełnie nieznane, czy też raczej dobrze znane, ale pod zupełnie inną nazwą.

Nazwy te obowiązują bowiem w słowniku tzw. ludzi ulicy, którzy często wchodzą w konflikt z prawem i mają do czynienia z policją. Znają więc je także funkcjonariusze komendy miejskiej policji.

Często, dla ułatwienia sobie pracy także używają tych terminów. I to nie tylko w rozmowach z zatrzymanym.

- Bo tak jest często łatwiej i szybciej. Niektóre z tych nazw to określenia dla rejonów miasta, na które składa się kilka ulic. Jak nie ma czasu i trzeba coś szybko załatwić, to wtedy wygodniej jest użyć którejś z tych nazw i policjant z patrolu od razu wie, gdzie ma jechać - tłumaczy Adam Waś, naczelnik sekcji prewencji komendy miejskiej policji.

Ziemia usłana korkami

Korkowo, to plac przy ulicy Boh. Września, zaraz za dawną restauracją Baron.

- Nazywa się Korkowo, bo tam ziemia jest dosłownie usłana białymi korkami od taniego wina - tłumaczy sierż. sztabowy Arkadiusz Wełyczko, który jako dzielnicowy pracuje już 10 lat.
Na temat różnych rejonów miasta i potocznych nazw, które są im przypisane wie najwięcej ze wszystkich dzielnicowych.

- Jak się tyle lat już pracuje na dzielnicy, to nie może być inaczej - śmieje się.

Drugim miejscem, którego nazwa wywodzi się od osób pijących tam całymi dniami tanie wino, to Kermitowo. Chodzi o teren przy ulicy Sikorskiego. Stoi tam nawet tabliczka z napisem z taką nazwą.

Dlaczego Kermitowo?

- Bo drobne pijaczki, jak tylko widzą policję uciekają do parku z winem i chowają się tam jak kermity - wyjaśnia z uśmiechem jeden z policjantów.

Podkreśla jednak, że to nie policjanci wymyślili obie te nazwy.

- To wymyślili ci, którzy w tych miejscach piją. Są tam stałymi bywalcami. My je po prostu tylko znamy - dodaje inny z policjantów.

Alkohol piją najczęściej te same osoby.

- Niektórzy zaczynają już o szóstej, siódmej rano i potrafią w takim miejscu przesiedzieć cały dzień - mówią policjanci.

Pigalak

Nazwa wyraźnie nawiązuje do paryskiego placu Pigalle. Jednak w przeciwieństwie do niego, wcale nie powstała dlatego, że można tam... kupić kasztany.

Na Pigalaku, czyli na głównym placu dzielnicy Warszów (obok filii Miejskiego Domu Kultury), spotkać można przede wszystkim osoby raczące się tanim winem.

- Nie wiem, skąd przyszło komuś do głowy, żeby nazwać ten plac Pigalakiem. Może dlatego, że to plac i ktoś skojarzył z kasztanami z placu Pigalle - śmieje się sierż. sztab Wojciech Stefanowicz, który był dzielnicowym na Warszowie.

Od kiedy policjanci zaczęli wlepiać masowo stuzłotowe mandaty za picie alkoholu w miejscu publicznym, stali "bywalcy" placu zmienili jednak taktykę. Prawdopodobnie po obejrzeniu kilku amerykańskich filmów zaczęli stosować podpatrzony tam sposób i butelki z alkoholem trzymają w papierowych torebkach.

Policjanci śmieją się: - Sprytne, ale nie na polskie warunki. U nas butelka w torebce niczego nie zmienia. Osoba dalej pije alkohol w miejscu publicznym i koniec. Za to też możemy wlepić mandat.
Przyznają jednak, że robią to rzadziej. Najczęściej poprzestają na upomnieniach.

- To są często alkoholicy, których jeden czy drugi mandat nie odwiedzie od picia. Ale dobrze, że chociaż chowają ten alkohol - mówi jeden z dzielnicowych.

"Pijemy na Hansa grobie..."

Park Chopina to niemal centrum miasta. Tuż obok biegnie jedna z głównych ulic, którymi turyści i mieszkańcy miasta chodzą na i z plaży. Obok parku przechodzi się też w drodze do amfiteatru czy na stadion świnoujskiej Floty.

Ktoś, kto uważnie przyjrzy się terenowi parku lub skusi się na spacer między drzewami, często może natknąć się na grupki pijące alkohol.

- To właśnie oni mówią o tym miejscu "pijemy na Hansa grobie" - mówią policjanci.

Nazwa wzięła się stąd, że kiedyś był tam niemiecki cmentarz.
Policjanci przestrzegają osoby, które spacerują tamtędy wieczorami, żeby miały się na baczności.

- Bo zdarzają się tam drobne wymuszenia. Wystarczy, że skończy się na przykład wino i szukają, skąd by tu wziąć pieniądze na następną butelkę albo paczkę papierosów - mówi policjant. - Uważać powinny szczególnie kobiety i młodzież. Samemu lepiej nie chodzić tam wieczorami.

Za smoka Telesfora

Tak mówią z kolei ci, którzy spotykają się na parkowym skwerze przy ulicy Chrobrego.

- Stoi tam kamienny pomnik. Komuś skojarzył się ze smokiem z bajki Telesforem i tak zostało - mówi Arkadiusz Wełyczko.

"Złota młodzież" lub "nieszczęśliwy blok"

Takie określenia ma jeden z bloków przy ulicy Matejki. Dzielnicowy tego rejonu przyznaje, że właśnie tam jest najwięcej interwencji.

- Szczególnie wieczorami. Młodzież siedzi przed klatkami, pije alkohol i rozrabia. Często dochodzi między nimi do bójek i awantur - opowiada st. post. Maciej Lewa.

Większość to osoby w wieku do 20 lat. Niektórzy pracują, inni jeszcze się uczą.

- W moim rejonie mieszka niemal pięć tysięcy osób, ale właśnie tam jest najwięcej problemów - dodaje policjant.

Nic więc dziwnego, że mieszkańcy tego bloku dobrze go już znają.

- Dorośli są spokojni, a jeśli już nawet, to wystarczy ich upomnieć. Gorzej z młodzieżą, która myśli, że jest bezkarna i nic nie można jej zrobić - dodaje dzielnicowy.

Zdecydowanie spokojniej jest... latem.

- Wszyscy wtedy przenoszą się na plażę i promenadę - tłumaczy Maciej Lewa.

Sami napływowi

- Ci trafiają do mnie - mówi z przekąsem sierż. sztab. Andrzej Kiraga, który zajmuje się dzielnicą nadmorską.

Najczęściej ma do czynienia z drobnymi kradzieżami (na przykład torebek), włamaniami do ośrodków, a także pobiciami. Te ostatnie zdarzają się przede wszystkim nocą, kiedy grupy młodych, pijanych ludzi siedzą przy wejściach na plażę i ławkach na promenadzie.
Niedawno przekonali się o tym sami policjanci, którzy zostali napadnięci przez grupę wyrostków, gdy po służbie wracali nocą z plaży. Większość bandytów zatrzymano. Czekają w areszcie na rozprawę.

Dzielnicowy przyznaje, że w przeciwieństwie do swoich kolegów ma spory problem: sprawcami przestępstw są bowiem albo osoby spoza miasta albo z innych dzielnic.

- Najczęściej ich nie znam. Jeśli w innej dzielnicy policjant może wytypować sobie potencjalnych sprawców jakiegoś przestępstwa, bo zna mieszkańców, to mnie jest już o wiele trudniej - tłumaczy.
Często dochodzi też do kradzieży na plaży. Policja ma jednak utrudnione zadanie, bo nawet jeśli sprawcę ktoś widział, to jest to najczęściej turysta, który niechętnie przyznaje się, że był świadkiem zdarzenia.

- Chcą w ten sposób uniknąć sprawy przed sądem, na którą musieliby nie wiadomo kiedy przyjechać specjalnie do Świnoujścia - mówi dzielnicowy.

Biegają pieski, kradną łopaty

Świnoujskie działki, to miejsce, w którym według policjantów, spotkać można trzy rodzaje problemów. Po pierwsze - bezdomni mieszkający w cudzych altankach, po drugie - biegające bezpańsko psy i po trzecie - kradzieże.

Najgorzej jest z kradzieżami. Z działek ginie głównie wyposażenie: butle gazowe, kuchenki, wanny, a nawet siekiery i łopaty. Zdarzało się też, że ktoś ukradł na przykład kawałek ogrodzenia. Wszystko, żeby sprzedać na złom.

- Sprawcami często są bezdomni albo alkoholicy, którzy w ten sposób zbierają na alkohol - mówi sierżant sztabowy Wojciech Stefanowicz.

Wykrywalność takich przestępstw jest niewielka. Dużo zależy od tego, jak szybko właściciel zgłosi kradzież na policję. Im szybciej tym lepiej, bo jak złodziej sprzeda wannę na złom, to szanse na jej odzyskanie są już niewielkie.

Czasami jednak udaje się złapać złodziei na gorącym uczynku. Tak było niedawno, kiedy z jednej z działek zginął telewizor. Szczęśliwie wrócił do właściciela, bo patrol policji zauważył idącego z telewizorem mężczyznę zatrzymał się i sprawdził, skąd go ma.

Pijących widać rzadziej

Policjanci przyznają, że zarówno na Kermitowie, jak i Korkowie oraz w innych miejscach w ostatnim czasie spadła liczba pijących alkohol. Ale nie dlatego, że przestali pić, tylko dlatego, że mniej ich widać.

- To z powodu ostrzejszych przepisów. Teraz od razu możemy wlepiać stuzłotowe mandaty za picie alkoholu w miejscu publicznym - mówią dzielnicowi. - I to jest jakiś straszak.

Przyznają jednak, że często nie wlepiają mandatu, tylko po prostu upominają i przeganiają pijących alkohol.

- Często są to osoby, które są nam bardzo dobrze znane. Piją w miejscu publicznym, ale na nasz widok stają na baczność. Nie pyskują, tylko słuchają. Wystarczy upomnienie i wynoszą się spod klatki czy bloku. Nie ma sensu wystawiać mandatu - mówią. - No chyba, że ktoś jest wyjątkowo oporny. Wtedy nie mamy litości.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie