Zawierucha w Hollywood, czyli jak nasi grają za granicą

Ryszarda Wojciechowska
Według The Hollywood Reporter Joanna Kulig może liczyć na nominację do Oscara za pierwszoplanową rolę kobiecą w filmie "Zimna Wojna"
Według The Hollywood Reporter Joanna Kulig może liczyć na nominację do Oscara za pierwszoplanową rolę kobiecą w filmie "Zimna Wojna" K_kapica_afk
Udostępnij:
Nasi aktorzy nie raz już próbowali podbić Hollywood. Ale żaden z nich nie osiągnął statusu wielkiej gwiazdy. Są raczej jak meteory, który pojawiają się. I po chwili gasną. Ostatnio zrobiło się głośno o kolejnej szansie na sukces.

Rafał Zawierucha dostał angaż w filmie Quentino Tarantina „Once Upone a Time in Hollywood”. Zagra Romana Polańskiego. Wystąpi obok takich sław jak Leonardo di Caprio czy Brad Pitt. Balonik narodowej dumy zaczął pęcznieć po raz kolejny, a wraz nim pojawiły się pytania - czy to początek międzynarodowej kariery, czy może przyjemny epizod w aktorskim CV?

Filmoznawca prof. Krzysztof Kornacki z pobłażaniem patrzy na to pompowanie balonika narodowej dumy. W końcu mamy się ostatnio z czego cieszyć, przyznaje. Bo polscy aktorzy rzeczywiście zostali dostrzeżeni. Nie tylko Rafał Zawierucha, który ma zagrać u Tarantino. A Tomasz Kot był o włos od zagrania w „Bondzie”.

- W Ameryce jest wielu fantastycznych aktorów. Amerykanie nie mają więc powodu, aby szukać ich u nas. Chyba że któryś z tamtejszych reżyserów obejrzy film polskiego reżysera i dojrzy w nim jakąś zjawiskową, charyzmatyczną osobowość. Myślę, że tak było w przy-padku Tomasza Kota. Danny Boyle, który miał reżyserować kolejnego „Bonda” wypatrzył Kota w „Zimnej wojnie”. Zachwycił się jego talentem tak bardzo, że wszedł nawet w spór z producentami oraz z Danielem Craigiem, chcąc go mieć w swoim filmie.

***

Tym razem się nie udało. Ale na przykładzie Kota najlepiej widać, w jaki sposób polski aktor może liczyć na zaistnienie w świecie kina hollywoodzkiego. Trzeba świetnie zagrać u reżysera, którego filmy są znane za granicą.

- Tomasz Kot miał szczęście, trafiając na Pawła Pawlikows-kiego, który najpierw sam wszedł na te wielkie, filmowe salony, a potem pociągnął za sobą aktorów - tłumaczy filmoznawca. I dodaje. - Ale są też ograniczenia. Akcent trudno „wygumkować”. Dlatego nasi aktorzy skazywani są w Hollywood na role charakterystyczne i niewielkie; na granie ludzi ze wschodniej Europy, najczęściej Rosjan. Tak jak to było w przypadku Daniela Olbrychskiego, który zagrał u boku Angeliny Jolie w filmie „Salt”.

***

Pola Negri, czyli Apolonia Chałupiec, która jako polska aktorka zrobiła w Hollywood prawdziwą karierę, miała łatwiej. Bo zaczynała jeszcze w filmie niemym.

- Ale kiedy nastała era kina dźwiękowego, zaczęły się jej problemy. Bo w jej przypadku nie tylko akcent był przeszkodą, ale też chropowaty głos. I nagle czar prysł.

Są tacy, którzy Joannę Kulig nazywają polską aktorką eksportową. Zanim jednak zagrała w „Zimnej wojnie”, to wcześniej Paweł Pawlikowski obsadził ją w swojej zachodniej produkcji „Kobieta z piątej dzielnicy”, u boku Ethana Hawke i Kristin Scott Thomas.

Aktorka tak to wspomina: - Słysząc, że mam grać z Etha-nem Hawke i Kristin Scott Tho-mas, padłam z wrażenia. W szkole teatralnej czasami myślałam, jakby to było zagrać w obcym języku. Próbowałam dla zabawy budować po angielsku zdania do wyimaginowanej roli. Ale wtedy nawet przez moment nie myślałam, że mi się kiedyś to na poważnie zdarzy.

Aktorka zagrała też w amerykańskim filmie fantasy „Hansel i Gretel: Łowcy czarownic”.

- Mąż nagrał mi demo, żeby wysłać producentom. Uczyłam się tekstu po angielsku. Miałam na to trzy dni, a tekstu było niemało. Nalepialiśmy kartki w całym mieszkaniu, żebym mogła zapamiętać. Koledzy mi też pomagali. Jeden z aktorów pozwolił sobie przykleić kartkę z fragmentem tek-stu na czole - opowiada.

Kulig zagrała w tym filmie jedną z czarownic. Ale na sformułowanie: nasza aktorka eksportowa, krzywi się, mówiąc, że to brzmi jak... towar eksportowy.

„Zimna wojna” tylko dobry start w tamten świat potwierdza. Na festiwalu w Cannes zachwytom nad grą Kulig nie było końca. Julianne Moore wyrażała swój zachwyt jej grą publicznie. Jest więc nadzieja, że może to będzie nasza Marion Cotillard? Bo Francuzka też zaczynała od grania w swoim kra-ju, a potem stała się gwiazdą produkcji hollywoodzkich.

***

Izabela Scorupco również kiedyś była przed taką szansą. To, co nie udało się Tomaszowi Ko-towi, udało się właśnie jej. Zagrała w filmie „Golden Eye”, czyli w jednym z „Bondów”. I była to główna, kobieca rola. Wtedy Bondem był jeszcze Pierce Brosnan. Ale potem Izabela Scorupco nie powtórzyła już tego sukcesu.

Zresztą to nie był pierwszy, polski akcent w „Bondzie”. Ma-ło już kto pamięta, że w drugim filmie z tej serii, czyli w „Pozdrowieniach z Rosji”, u boku Seana Connery zagrał Władysław She-ybal, a właściwie Vladek Sheybal.

Aktor zaczynał karierę od roli w filmie „Kanał” Andrzeja Wajdy. Pod koniec lat 50. wyjechał z Polski do Wielkiej Brytanii, bez znajomości języka angielskiego. Tam dopiero zaczął się go uczyć. A potem wrócił do aktorstwa. W „Bondzie” zagrał mistrza szachowego. Potem na swoim koncie miał jeszcze kilka ról głównie czarnych charakterów w amerykańskich i angielskich produkcjach. Moż-na więc powiedzieć, że Vladek Sheybal przebił się w Hollywood. A na pewno miał swoje pięć minut.

Podobnie jak Joanna Pacuła, która w latach 80. zaczynała w Ameryce aktorskie życie od nowa. I dzięki pracowitości i uporowi zagrała w kilku dużych produkcjach m.in. w „U-cieczce z Sobiboru” z Rutgerem Hauerem czy w thrillerze „Wirus” u boku Jamie Lee Curtis, Wiliama Baldwina i Donalda Sutherlanda. Może jej kariera rozwinęłaby się mocniej, gdyby nie to, że za namową męża nie zgadzała się na granie w scenach erotycznych. I zrezygnowała z udziału w takich produkcjach jak „Nagi instynkt” .

***

Z wielkim trudem przebijała się w Ameryce inna polska aktorka - Elżbieta Czyżewska.

Z Polski wyjechała jako gwiazda. Jednak trudno jej było się odnaleźć - co prawda w teatrze zagrała u boku młodziutkiej jeszcze Meryl Streep, a z ról serialowych zapadła w pamięć jej seksuolożka w „Seksie w wielkim mieście”. Ale jednak Czyżewska na amerykańskiej ziemi nie rozbłysła.

Swoje pięć minut w Stanach Zjednoczonych miała za to inna polska aktorka Małgorzata Zajączkowska. Mieszkając w Ameryce, zagrała m.in. w głośnym filmie Paula Ma-zursky’ego „Wrogowie” z Ro-nem Silverem, Leną Olin i An-jelicą Houston. Aktorka przyznaje, że obsadzenie jej w tym filmie to był raczej fuks.

- Reżyser Paul Mazursky potrzebował aktorki ze wschodnim akcentem. I gdyby nie ten akcent, rola poszłaby pewnie w ręce Michelle Pfeiffer - wspomina Zajączkowska.

I przypomina, że kiedy Woody Allen zobaczył ją w tym filmie, tak się zachwycił, że w komedii kryminalnej „Strzały na Broadwayu” dopisał dla niej rolę Lili. Zagrała więc także u boku Johna Cusacka. Po latach Małgorzata Zajączkowska wróciła do Polski i tu uprawia dalej zawód.

Beata Poźniak też od lat mieszka w Ameryce. Jest żoną znanego aktora Jeffa Danielsa. W połowie lat 80. wyjechała do Stanów Zjednoczonych na wakacje i została.

Zaczęła od grania na Broadwayu.

- Amerykanie nauczyli mnie, że trzeba marzyć. Nawet o tym, co się wydaje nieprawdopodobne. A w tamtych czasach marzenie Polki o graniu w Ameryce tym mniej więcej było - czymś mało prawdopodobnym.

Najbardziej spektakularną rolę Poźniak zagrała w filmie „JFK” Olivera Stone’a. Od początku chciała wcielić się w postać Mariny Oswald, żony Lee Oswalda, domniemanego zabójcy prezydenta Kennedy’ego. Napisała list do reżysera i wysłała go ze swoim zdjęciem i zdjęciem Mariny Oswald, pisząc, że jest między nimi podobieństwo i prosząc o zdjęcia próbne. Została zaproszona i rzeczywiście dostała tę rolę.

***
Z nadzieją obserwowaliśmy też karierę Alicji Bachledy-Curuś. Ale przypomina ona meteor, który przeleciał i... zniknął. Pojawiła się w filmie „Ondine” u boku wielkiej gwiazdy Colina Farella. Romans aktorów przyćmił jednak sam film. A kariera Bachledy-Curuś przygasła.

Zdaniem filmoznawcy Krzy-sztofa Kornackiego, topowa grupa polskich aktorów grywa poza granicami kraju często. Jednak głównie w kinie artystycznym, niszowym.

-- I dobrze, że grają. Że europejscy reżyserzy stawiają na nich. Ale myślę, że gdzieś w głę-bi serca marzy nam się taka jedna gwiazda filmowa, która będzie przykuwać uwagę publiczności na całym świecie, aktor, który rozpala masową wyobraźnię, ikona popkultury...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Zawierucha w Hollywood, czyli jak nasi grają za granicą - Gazeta Wrocławska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie