Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Z emocjami sam na sam. Oniryczna seria obrazów malarskich i projektów filmowych Katarzyny Szeszyckiej

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Zdjęcie powstało w ramach cyklu Otwarte Pracownie Artystyczne Szczecin 2023
Zdjęcie powstało w ramach cyklu Otwarte Pracownie Artystyczne Szczecin 2023 Olga Iwanow, Minifoto
Pod koniec ubiegłego roku w Trafostacji Sztuki w Szczecinie można było oglądać wystawę Katarzyny Szeszyckiej. Wystawa była najpełniejszym jak dotąd pokazem serii obrazów malarskich i filmowych artystki, która cykl poświęciła zmarłemu cztery lata temu ojcu.

Tytuł wystawy “Nocą będę opisywał słońca” zaczerpnęłaś z tytułu książki francuskiego neuropsychiatry Borisa Cyrulnika, propagatora idei rezyliencji. Wyjaśnijmy, że termin oznacza odporność, rodzaj elastyczności i siły potrzebnych, aby przeżyć kryzys, podnieść się i iść dalej… To myśl, która warunkowała powstawanie tej wystawy?

- To termin, na który trafiłam w wywiadzie z profesorem Borisem Cyrulnikiem tuż przed śmiercią taty, przed powstaniem tej serii prac. Już wówczas mnie zainteresował, z powodów wątków pojawiających się w historii mojej rodziny i w mojej. Tytuł książki, to jedno poetyckie zdanie zawiera treść, która wg mnie trafnie opisuje ten rodzaj niezłomności, która jest oparta o decyzję, w którą stronę zwracamy swoją uwagę - w jasną czy w mroczną. W Polsce pojęcie rezyliencji nie jest popularne, na świecie dyskusyjne. Zestawia się je z pojęciem amerykańskiego selfmademena, które mówi, że wszystko zależy od nas samych. Jednak Cyrulnik ma inny background, to dziecko Holokaustu. Przez lata zajmował się m.in. badaniem twórczości ludzi, którzy przetrwali traumę obozów. Wykazywał różnice między tymi, którzy przetwarzają swoje doświadczenia, przefiltrowują przez siebie i tworzą nową opowieść, a tymi, którzy podają doświadczenia w formie świadectwa, jak reportaż. Badał twórczość ludzi, którzy zdali swoje relacje i postanowili zakończyć życie.
Jeśli warunki środowiskowe są niesprzyjające żałoba może rozwinąć się w depresję. Depresja to mrok, który zasysa. Opuszczenie tych miejsc wymaga rozbudowania zasobów na wielu płaszczyznach: świadomości, wiedzy i samozaparcia - jak stamtąd wyjść, jeśli nie drzwiami to oknem, a jak nie oknem to przez kanał wentylacyjny? Ta myśl nie jest przewodnią dla odbioru wystawy, towarzyszyła jej powstawaniu.

Z emocjami sam na sam. Oniryczna seria obrazów malarskich i projektów filmowych Katarzyny Szeszyckiej
Andrzej Golc

To wystawa bardzo osobista, mimo tego można odnaleźć w niej pewien uniwersalny język.

- Jeśli użyte środki wyrazu nacechowują obraz emocjami, które odbiorca odczyta jako sobie znane to istnieje szansa zatrzymania go na chwilę i rozpoczęcia z nim dialogu, który może pominąć warstwę werbalną. Emocje są pierwszą jakościową informacją o doświadczeniu i jego częścią w czasie. Pracowałam nad projektami, w których emocje interesowały mnie w sposób wyabstrahowany od treści, jako pierwsza odpowiedź na bodziec w ścieżce percepcji. W tej realizacji oddałam im miejsce inaczej, wybrałam leczniczą funkcję bycia w nich. Świadomie też pozwoliłam sobie na takie wykorzystanie malarstwa - osobiste - pomimo mojego uwikłania w świat sztuki, którego składowe to rynek, naukowy rozwój dyscypliny czy krytyka artystyczna. Oczywiście wystawa to nie tylko malarstwo, to osadzenie go w kontekście, w przestrzeni.

Czyli dalsza praca nad samą serią malarską była intuicyjna?

- Pamiętam jak na studiach jedna profesora powiedziała mi, że przyjdzie czas, że intuicję zastąpi analiza. Profesjonalnie zajmując się sztuką zdobywamy pakiet wiedzy i działań, które umożliwiają nam tę analizę i formuła naszej pracy ewoluuje. W tym projekcie analiza osobistych treści uniemożliwiła dalszą pracę, musiałam zmienić strategię. Intuicja to niezwerbalizowane doświadczenie. Czasem nazywanie, opisywanie tego doświadczenia jest zbyt kosztowne.

Cykl poświęciłaś zmarłemu cztery lata temu ojcu. Praca była formą przeżycia żałoby?

- Zmarł śmiercią tragiczną, fakt ten zawłaszczył całą lub większość mojej przestrzeni mentalnej i operacyjnej. Strata jest lub będzie udziałem każdego z nas. Kulturowo wycinamy świadomość śmierci, pomimo tak trudnych i aktywnych okoliczności geopolitycznych oraz a może bardziej z powodu dostępności informacji o nich. Kultura ma odwracać uwagę od tych jakości, które nie niosą przyjemności. Żałoba w moim odczuciu, to możliwość pobycia sam na sam z emocjami niewygodnymi i trudnymi. Jako malarka, wchodząc do pracowni, zostaję sama ze sobą. Dawniej świeżo po studiach ta samotność była dla mnie trudnym wyborem. Dziś to pełnowartościowy czas tylko dla mnie - szczególnie w tak przebodźcowanym świecie i tak organizowanej rzeczywistości miejskiej. Wystawa nie jest o stracie, to efekt jej oswajania. Chciałam, żeby była kojąca.

Z emocjami sam na sam. Oniryczna seria obrazów malarskich i projektów filmowych Katarzyny Szeszyckiej
Andrzej Golc

Do pracy podeszłaś spontanicznie, czy zaplanowałaś cały proces, stawiając przed sobą konkretne założenia? Twój ojciec był leśnikiem przez 37 lat. Jak dowiadujemy się z zapowiedzi - był społecznikiem, przyrodnikiem, popularyzatorem ochrony przyrody, inicjatorem i współinicjatorem utworzenia: 7 rezerwatów przyrody, 6 użytków ekologicznych, 7 zespołów przyrodniczo-krajobrazowych i 41 pomników przyrody. Ujęcie wydaje się niemal niemożliwe.

- Mój ojciec wychował dwa pokolenia leśników. Był mądrym, sprawiedliwym, odważnym i jednocześnie skromnym człowiekiem. Twórczym na wielu polach, otwartym na drugiego, innego. Pamiętam, jak w latach 90. Ekolodzy, ornitolodzy knuli u nas w domu, co mogliby jeszcze zrobić, by objąć kolejne obszary ochroną. Leśnicy i ekolodzy - aktywiści często stoją po różnych stronach barykady. U nas w domu siedzieli przy jednym stole. Kiedy wzrastamy w czymś nie mamy świadomości, że jest to wyjątkowe. Ta świadomość przychodzi z wiekiem, a moment straty to cezura, czas podsumowania i próba analizy. Punktem wyjścia do pracy nad projektem artystycznym, który miał objąć dorobek mojego taty, czyli realnie utworzone miejsca ochrony przyrody był prosty plan: rozpoznanie miejsc, dokumentacja fotograficzno-filmowa, potem jej rozbudowa o suplementy, tj. narracje ludzi pracujących z moim ojcem. Zaczęliśmy jeździć z ekipami zdjęciowo-filmowymi po rezerwatach. Dotarło do mnie wtedy, że zbieranie i opracowywanie tego materiału to w takim podejściu praca na lata w bardzo uporządkowanej strukturze. Kontakt z przestrzeniami i opowieściami nasyconymi wspomnieniami o moim tacie, tylko wzmacniał poczucie straty, a zajmowanie się organizacją i logistyką dociążało. Potrzebowałam znanej mi autoterapeutycznej roli twórczości indywidualnej. Zostawiłam badania terenowe. Weszłam do pracowni.

Wernisaż przyciągnął mnóstwo osób. Jakie emocje ci to przyniosło? s

- Osobiście zrealizowanie tego projektu uwiadomiło mi, że dynamika tej straty się zmienia, że żałoba się domyka. Oswoiłam tragiczną śmierć rodzica. A otwarcie wystawy zawsze jest przyjemne - jest spotkaniem, z tymi którzy są otwarci, żeby doświadczać.

od 12 lat
Wideo

Wystawa darów rodziny Starmachów dla krakowskich muzeów

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński