Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Co ten ser może nam zrobić? Polsko-czeska wystawa z żółtym serem w roli głównej w TRAFO

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Anastasia Sosunova, Another Dinner Ruined, widok instalacji, fot. Ugnius Gelguda, dzięki uprzejmości artystki
Anastasia Sosunova, Another Dinner Ruined, widok instalacji, fot. Ugnius Gelguda, dzięki uprzejmości artystki
Co jeśli droga przez żołądek nie prowadzi do serca, ale do fantazji? - To pytanie, na które próby odpowiedzenia podjęły się twórczynie i twórcy z Europy Środkowo-Wschodniej, a przede wszystkim z Czech i Polski. Efekty ich działań można oglądać w Trafostacji Sztuki w Szczecinie do końca lutego na wystawie o nieco intrygującym tytule Morze Sera. Więcej opowiedzieli nam kuratorzy wystawy Morze Sera Piotr Sikora i Tomek Pawłowski Jarmołajew.

Morze Sera – z wystawą o takim tytule wkroczyliście do TRAFO. Tytułowe morze to wyłącznie metafora czy wyraz waszej prawdziwej miłości do sera?

Piotr - Uwielbiam ser, a smażony ser jest daniem zachwycającym, ale z nieznanych mi powodów, nie jest to danie popularne w Polsce. Z Tomkiem spotkaliśmy się w Czechach podczas jego rezydencji. Ja mieszkam tam od wielu lat. Razem przerobiliśmy fascynację żółtym serem i następstwami jego jedzenia. Tylko czy już na początku chcemy zdradzać, czym te następstwa mogą być (uśmiech)?

Czyli to nie tylko miłość do sera...

Tomek - To może ja zdradzę, że ta wspólna fascynacja smażonym serem rozpoczęła dyskusję i łańcuch skojarzeń wybiegający daleko poza kulinarne aspekty, a nawet fantazje, co ten ser może nam zrobić. W pewnym momencie trafiliśmy na miejską legendę, a w zasadzie paranaukową teorię, według, której jedzenie pewnych gatunków sera późnym wieczorem może wpływać na intensywność przeżyć sennych. Traktujemy to jako zadziorny punkt wyjścia do wystawy o sennych symbolach.

To brzmi jak zaproszenie do eksperymentu. Przeprowadzaliście testy na sobie?

Piotr - Dość regularnie testuję tę teorię na sobie. Efekty są różne. Niedawno przyjechała do mnie do Pragi ekipa z Polski i Węgier. Wieczorem poszliśmy do restauracji, wszyscy zjedliśmy ser. Poprosiłem, żeby każdy zwrócił uwagę rano na swoje sny. Eksperyment nie do końca się udał, bo sytuacja okazała się dość imprezowa (uśmiech). Mimo to wielokrotnie ludzie mówili mi - słuchaj po tym serze miałem niesamowite sny. Nie były to koszmary, ale sen był bardzo intensywny. W Czechach nietrudno o taki eksperyment, bo smażony ser jest jedną z niewielu opcji wegetariańskich w przesyconej mięsem kuchni tego kraju.

Z jednej strony to wszystko brzmi bardzo poważnie, bo mówimy o wystawie w galerii sztuki współczesnej. Z drugiej strony trudno nie zapytać - czy to wszystko to nie taki „serowy żarcik”?

Tomek - Powiedziałbym, że to sytuacja pomiędzy. Pozwoliliśmy sobie tutaj na zabawę, ale zabawę, do której zapraszamy artystów, których traktujemy bardzo serio. Prezentujemy prace artystów z Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim z Czech i Polski, w tym ze Szczecina. Kiedy myśleliśmy o tym, co łączy Szczecin i Czechy, pomyśleliśmy o morzu. Czechy, jak wiadomo, nie mają dostępu do morza, choć o tym stale fantazjują, a o Szczecinie wielu myśli, że leży nad morzem. Połączyliśmy ten czesko-szczeciński stereotyp i trochę puściliśmy nim oko do odbiorców. Morze jest tutaj jednym z przykładów symboli funkcjonujących w zbiorowej wyobraźni i częstym motywem sennym. Na wystawie prezentujemy cały przekrój postaci, symboli i wątków, które przetwarzają pewne treści kulturowe i tożsamościowe.

Sennik i książka kucharska wydają się być dobrym podsumowaniem dla tego projektu.

Piotr - Tak, staraliśmy się połączyć sennik i książkę kucharską w jedno. Wiesz, trochę tak przez żołądek do snu, przez żołądek do fantazji.

Tomek - Trzeba zaznaczyć, że wystawy nie spaja jeden temat, czy jedna kwestia wizualna, a różnorodność. Chcemy, żeby uczestnicy podchodzili do dzieł i mogli je sobie tłumaczyć na podobieństwo snu. Nasz sennik będzie podawał pewne wskazówki i interpretacje, ale w całkiem luźnej formule - takiej, która pozwoli na odczytywania prac przez własną podświadomość i fantazję.

A jak pracowało wam się z jedzeniem? To dobry materiał dla artysty?

Piotr - Praca z jedzeniem nie jest nowością w świecie sztuki. Wydaje mi się, że już od dekady twórcy starają się włączać jedzenie do procesu twórczego. Wierzę, że to medium ma ogromny potencjał. Może nie mam tu na myśli budowania rzeźb z ziemniaków - choć mogłoby to zadziałać, ale to, że artystki i artyści bardzo często starają się wyjść do widzów, a jedzenie jest jednym z najlepszych sposobów na nawiązanie więzi. Od wspólnego gotowania przez próbowanie nowych rzeczy i dzielenie się recepturami, do wzajemnego porozumienia na tle kulinarnym. Sztuka od setek lat pracuje z tematem fantazji, naturalności, czegoś wyśnionego, połączenie tego z jedzeniem jako medium od dawna nas fascynowało stąd ta wystawa która jest próbą zwizualizowania tej fantazji.

Otwarcie wystawy odbyło się w wieczór andrzejkowy. Było lanie wosku i sera. Było i smacznie, i mistycznie. Ale ile z tego zostało w TRAFO?

Piotr - Został ser, ale może nie w formie, o której myślisz, bo pod postacią m.in. czerwonych kapeluszy muchomorów czy zębów. Jest też praca, którą można zjeść, ale może nie będę zdradzał wszystkiego (uśmiech).

od 12 lat
Wideo

Płomień Solidarności z Ukrainą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński