MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wynik wyborów 4 czerwca był plebiscytem przeciw władzy

Marek Jaszczyński
Marek Jaszczyński
Wynik wyborów był plebiscytem przeciw władzy. Komuniści do końca nie wierzyli w sukces „Solidarności”. Po przegranych wyborach w Biurze Politycznym KC PZPR nie brano pod uwagę możliwości użycia siły - mówi Krzysztof Kowalczyk, dr. hab. prof. w Instytucie Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Szczecińskiego, dyrektorem Archiwum Państwowego w Szczecinie.
Wynik wyborów był plebiscytem przeciw władzy. Komuniści do końca nie wierzyli w sukces „Solidarności”. Po przegranych wyborach w Biurze Politycznym KC PZPR nie brano pod uwagę możliwości użycia siły - mówi Krzysztof Kowalczyk, dr. hab. prof. w Instytucie Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Szczecińskiego, dyrektorem Archiwum Państwowego w Szczecinie. Andrzej Szkocki
Rozmowa z Krzysztofem Kowalczykiem, dr. hab. prof. w Instytucie Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Szczecińskiego, dyrektorem Archiwum Państwowego w Szczecinie.

Wybory, które odbyły się 4 czerwca 1989 roku, były rezultatem porozumienia zawartego pomiędzy władzą komunistyczną a przedstawicielami części opozycji i Kościoła podczas obrad Okrągłego Stołu. Czy opozycji udało się wygrać wszystko, co było do wygrania?

Rozmowy prowadzone między częścią elity opozycyjnej i władzą komunistyczną były ewenementem w bloku wschodnim. Oczywiście, gdyby nie procesy „pierestrojki” w ZSRR nie byłyby możliwe. Ekipa gen. Wojciecha Jaruzelskiego miała świadomość, że „dogadanie się” z "Solidarnością" Lecha Wałęsy jest szansą na unikniecie wybuchu niezadowolenia społecznego związanego z fatalną sytuacją gospodarczą. Konsekwencją rozmów Okrągłego Stołu, a zwłaszcza poufnych spotkań w ośrodku MSW w Magdalence, był kontrakt czy też pakt polityczny. W intencji rządzących opozycja solidarnościowa, godząc się na częściowo wolne wybory do Sejmu (jedynie 35 proc. mandatów zagwarantowano kandydatom bezpartyjnym), wpisywała się niejako w zreformowany system polityczny PRL, akceptowała kierowniczą rolę PZPR. Gwarantem bezpieczeństwa dla obozu komunistycznego miał być też urząd prezydenta, wybierany na sześcioletnią kadencję przez Zgromadzenie Narodowe (Sejm i Senat). Naturalnym kandydatem władzy był oczywiście gen. Jaruzelski. Jednocześnie przedstawiciele elity władzy komunistycznej dążyli do utrzymania w swoich rękach zasobów ekonomicznych, temu służyły tzw. spółki nomenklaturowe, beneficjentami późniejszej prywatyzacji stawali się często działacze PZPR. W optyce umiarkowanej opozycji te rozmowy z władzą otwierały jakąś drogę ku wolności. W wyniku Okrągłego Stołu „Solidarność” została ponownie zalegalizowana, po wyborach zyskała swoją reprezentację parlamentarną (161 na 460 mandatów w Sejmie i 99 na 100 w Senacie). Klęskę poniosła tzw. krajowa lista wyborcza, wypełniona ludźmi kolacji rządzącej (na 35 kandydatów tylko dwóch uzyskało wymaganą ponad połowę ważnych głosów). Z punktu widzenia radykalnej opozycji Okrągły Stół był jedynie „kosmetyką” PRL. Rządowi Tadeusza Mazowieckiego środowiska te zarzucały polityką „grubej kreski”, tj. brak radykalnego zerwania z PRL (w tym lustracji i dekomunizacji). Dlatego ocena Okrągłego Stołu i wydarzeń w okresie 1989-1990 nie jest jednoznaczna. Nie bez powodu sam Okrągły Stół jest określany w politologii jako reforma negocjowana, a będące jego konsekwencją wybory czerwcowe otwierały w sumie powolny proces demokratyzacji systemu politycznego, tranzycji ku demokracji.

Czy ówczesna kampania wyborcza była prowadzona w nowoczesnym stylu? Kandydaci rywalizowali o głosy w mediach, działacze "Solidarności" postawili na plakaty, na których kandydaci widnieli w towarzystwie Lecha Wałęsy...

Kandydaci kolacji rządzącej mieli niemal nieograniczony dostęp do mediów, prowadzili intensywną kampanię w urzędach, przedsiębiorstwach. Natomiast nie byli postrzegani jako spójny zespół, prowadzili kampanię w starym stylu (czytając często przemówienia z kartki). Ciężyło na nich odium ekonomicznej zapaści PRL. Kandydaci „Solidarności” występowali na plakatach jako jedna drużyna Wałęsy w ramach Obywatelskiego Komitetu Porozumiewawczego (OKP). Festyny wyborcze były organizowanie nowocześnie często z udziałem piosenkarzy, aktorów. Poparcia kandydatom „Solidarności" udzielili np. Jane Fonda, Yves Montand, Steve Wonder. Realnego poparcia pretendentom tego obozu udzielił Kościół katolicki. Wyborcy otrzymali „ściągę”, na kogo mają precyzyjnie głosować. Poza tym chociażby z protokołów OKP Regionu Pomorza Zachodniego wynika, że w sztabach „Solidarności” panował wielki zapał, wola zmian, co też udzielało się wyborcom. W pracę struktur wyborczych OKP angażowali się ludzi z autorytetem zawodowym, charyzmą, piękną kartą opozycyjną. Wspomnę, chociażby w Szczecinie kardiochirurga prof. Seweryna Wiechowskiego czy żołnierza AK Mieczysława Lisowskiego.

Wybory były gorzką lekcją dla obozu władzy. Czy było ryzyko użycia siły i obalenia wyników 4 czerwca?

Wynik wyborów był plebiscytem przeciw władzy. Komuniści do końca nie wierzyli w sukces „Solidarności”. Po przegranych wyborach w Biurze Politycznym KC PZPR nie brano pod uwagę możliwości użycia siły. Nie dopuszczano jednak możliwości całkowitego oddania władzy. Dynamika zmian spowodowała, że wprawdzie prezydentem został wybrany 19 lipca 1989 r. Jaruzelski, ale dzięki nieformalnemu sojuszowi „Solidarności” z dotychczasowymi partiami transmisyjnymi wobec PZPR – ZSL i SD premierem został 24 sierpnia Mazowiecki. Oczywiście w tym rządzie PZPR zachowała wpływ w szczególności na sprawy wewnętrzne i obronę narodową.

Czy "Solidarność" po zwycięstwie była zdolna do samodzielnego sprawowania władzy?

Oczywiście, że nie. Wynikało to po pierwsze z arytmetyki sejmowej, po drugie z faktu, że to ludzie PZPR dysponowali nadal aparatem siłowym, po trzecie w elicie solidarnościowej zastanawiano się, czy brać w tym momencie całkowitą odpowiedzialność za katastrofalną sytuację ekonomiczną.

Jak na tle kraju wypadł Szczecin? Czy tu zdecydowanie wygrali kandydaci "Solidarności"?

Mandaty poselskie w okręgu szczecińskim uzyskali wszyscy kandydaci „Solidarności” do Sejmu: Jerzy Zimowski (blisko 130 tysięcy, czyli 66 proc. głosów) i Józef Kowalczyk (58,2 prc.). Podobnie było w okręgu świnoujskim, tu mandat przypadł Bogdanowi Kopczyńskiemu (56,02 proc.) i stargardzkim – dla Artura Balazsa (64,9 proc.). W województwie szczecińskim mandaty senatorskie przypadły kandydatom Wałęsy: Edmund Bilickiemu (60,99 proc.) i dr Mieczysławowi Ustasiakowi (60,5 proc.). Był to niewątpliwy sukces „Solidarności”. Spośród 35 kandydatów krajowej listy wyborczej mieszkańcy województwa odrzucili siedmiu najbardziej „znienawidzonych” przez nich działaczy PZPR: Kazimierza Barcikowskiego, Stanisława Cioska, Józefa Czyrka, Stanisława Kanię, gen. Czesława Kiszczaka, Alfreda Miodowicza, gen. Floriana Siwickiego. W województwie próg wyborczy na liście krajowej przekroczyli jedynie (podobnie jak w skali kraju): Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński (a w okręgu szczecińskim tylko pierwszy z nich). W drugiej turze głosowania 18 czerwca 1989 r. obsadzane były wyłącznie mandaty należące do koalicji. Posłami w okręgu szczecińskim zostali: Jacek Piechota i prof. Waldemar Grzywacz z PZPR i Jan Kościelniak z SD. W okręgu świnoujskim mandat otrzymał Wincenty Leszczyński, a w stargardzkim – Jerzy Rosiak, obaj z ZSL.

Dziękuję za rozmowę.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński