Ruszyła wystawa fotografii Tomka Wieczorka w Szczecinie. Wernisaż przyciągnął tłum zainteresowanych

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
fot. Andrzej Szkocki
To uzależnienie od pierwszej działki, tak fotograf Tomek Wieczorek podsumował swoją wyprawę do Nowego Jorku. Wszystkie wrażenie i emocje towarzyszące mu podczas spacerów ulicami miasta, które nigdy nie śpi zatrzymał w bogatej serii zdjęć. Zdjęć, które można oglądać na wystawie w OFF Marinie w każdą niedzielę aż do końca grudnia – a może i ciut dłużej. Dla nas podjął się streszczenia swoich 3 tygodni za oceanem odpowiadając na kilka pytań.

Można powiedzieć, że Nowy Jork to nie tylko miasto, ale też pełnoprawny aktor filmowy, tło hollywoodzkich produkcji i inspiracja sama w sobie. Rozumiem, że twój, a w zasadzie wasz wyjazd tam, bo przecież byłeś z żoną, nie był rutyną, a sięganiem po marzenia. Czy te marzenia udało się spełnić? Nowy Jork nie zawiódł?

- Każdy róg ulicy, wagon metra, czy budynek sprawiają wrażenie znajomego. Faktycznie, całe miasto wygląda jak gigantyczny plan filmowy i daje się w sobie zanurzyć. Marzyliśmy o tym wyjeździe od zawsze, i nie tylko spełnił on nasze marzenia, ale nawet je przebił.

Oprócz najróżniejszych emocji przywiozłeś najróżniejsze zdjęcia. Robiłeś je po prostu „jak leciało” czy obrałeś sobie system i polowałeś na konkretne kadry?

- Starałem się poruszać tempem nowojorskiej ulicy, liczyło się szybkie oko i reagowanie na zastane sytuacje. Było tego tak dużo, że przychodziły momenty, w których nie chciało mi się już brać aparatu do ręki, po czym mijaliśmy człowieka jedzącego ogórka i nie mogłem nie zrobić mu zdjęcia (uśmiech). Całe miasto ma niesamowite, ciepłe kolory, niepowtarzalne nigdzie indziej światło i tysiące ludzi na każdym kroku. Jest to wymarzony plan zdjęciowy dla każdego pasjonata fotografii ulicznej.

Czy zdarzały się sytuacje jak z Humans of New York, robisz zdjęcie, a ktoś opowiada ci o swoim życiu? Może w ogóle prowokowałeś - dążyłeś do takich sytuacji?

- Akurat ja, przy swoich zdjęciach ulicznych, staram się nie angażować „modeli”, wole pokazywać ich naturalnie, bez wyrywania ze swoich codziennych sytuacji.

Opowiedz też o miejscach, które odwiedziliście? Co zrobiło na tobie największe wrażenie, a co było rozczarowaniem? Zdaje się, że nie do końca dogadałeś się ze Statuą Wolności…

- Nie jesteśmy turystami, którzy planują i odhaczają kolejne punkty na liście do zobaczenia.
Przeszliśmy ponad 200 kilometrów po mieście, a Empire State, Statua czy MoMA były raczej przerywnikami, niż głównymi punktami programu. Chyba największe wrażenie zrobiło na mnie to, że każdego dnia, masz tam dostęp do wszystkiego. Chcesz zobaczyć spektakl z aktorami z Hollywood? Jest. Koncert gwiazdy? Jest. Tybetańskie jedzenie? Jest.

Na miejscu korzystaliście ze wsparcia przewodnika? Czy zdecydowaliście się na wycieczkę zupełnie na własną rękę?

- Całkowicie na własną rękę. Trudno powiedzieć, ile czasu zajęły przygotowania, bo Nowy Jork był mi bliski od kiedy pamiętam. Dziesiątki książek, filmów, utworów muzycznych, studiowanie mapy od lat, to wszystko sprawiło, że od pierwszego wyjścia z pociągu na Penn Station, znaliśmy układ miasta i mogliśmy czuć się w nim jak u siebie. Jedyną rzeczą, którą mieliśmy zaplanowaną kilka miesięcy wcześniej, był finał kobiet na US Open. Jak się później okazało dosyć szczęśliwy (uśmiech).

Byliście tam trzy tygodnie, czy zdążyliście przywiązać się do miasta? Czy w ogóle zdążyliście zobaczyć i dotrzeć do wszystkich miejsc, na których wam zależało?

- Tak, wystarczyły 3 tygodnie, żeby poczuć, że Nowy Jork zostanie już z nami na zawsze. Duże miasto to nasze naturalne środowisko i w nim czujemy się najlepiej. Ilość pozytywnych bodźców które otrzymaliśmy, spokojnie można byłoby rozdzielić na kilka lat. Nie mieliśmy listy, raczej rzuciliśmy się w wir i w nim zostaliśmy do samego wyjazdu.

Pokłosiem wycieczki jest wystawa fotograficzna w Off Marinie. Można ją już oglądać, ale podsumuj proszę, co czeka tam na oglądających?

- Na pewno nie ma zdjęcia Statuy (uśmiech). Tytuł wystawy dosyć przewrotny, bo nie chciałem pokazać rzeczy, które wszyscy dobrze znają. To tak jakby z wyjazdy do Paryża przywieźć tylko zdjęcia wieży. Zależało mi na uwiecznieniu sytuacji, które działy się tu i teraz. Na tym, żeby były niepowtarzalne. Na wystawie zobaczycie Nowy Jork bez pozowania i pocztówkowych widoczków.

No i na koniec powiedz, kiedy następny taki wypad?

- To uzależnienie od pierwszej działki, szkoda, że nie darmowej. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie wracali tam przynajmniej raz w roku a i może na przestrzeni lat, przenieśli się na trochę dłużej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Życie Chrześcijan w Królestwie Jordanii

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie