Mateusz Gamrot: Będę zadowolony z każdego rywala, który jest wyżej ode mnie w rankingu UFC [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Udostępnij:
UFC to najlepsza organizacja na świecie, a waga lekka jest w niej najmocniej obsadzona. 12 miejsce w takim towarzystwie brzmi już naprawdę fajnie - mówi nam Mateusz Gamrot (20-1), który po sobotnim zwycięstwie z Diego Ferreirą (17-5) wszedł do czołowej 15 rankingu UFC. Sprawdź obszerną rozmowę z jednym z najlepszych polskich zawodników MMA!

Zwycięstwo z Diego Ferreirą zgodnie z przewidywaniami dało panu miejsce w czołówce UFC wagi lekkiej. Jak czuje się 12. zawodnik rankingu?
Całkiem dobrze. Trochę bolą mnie jeszcze stopy i piszczele. Ale generalnie jest całkiem sympatycznie. Informacja o tym, że wskoczyłem na 12 miejsce w rankingu, bardzo mnie ucieszyła. UFC to najlepsza organizacja na świecie, a waga lekka jest w niej najmocniej obsadzona. 12 miejsce w takim towarzystwie brzmi już naprawdę fajnie.

Jak ocenia pan swój występ?
W skali szkolnej na 4 z plusem. Jestem zadowolony z tej walki. Może tylko zakończenie pozostawiło pewien niedosyt. Byłem gotowy go poddać albo ubić w parterze przez ground and pound. Ewentualnie wysoko wygrać na punkty, gdyby nie dał się skończyć. Ale udało się wygrać przed czasem. Akcja kończąca nie była przypadkowa. Szlifujemy ją na treningach w Czerwonym Smoku. [poznański klub, w którym trenuje Gamrot - red.] Te kolana wchodzą, są bardzo skuteczne. W okresie przygotowawczym niefortunnie uszkodziłem sparingpartnera takim samym kopnięciem.

W trakcie walki popełnił pan jakieś błędy?
Tak, zawsze widzę sporo elementów do poprawy. To było zabawne - kiedy tylko wyszedłem z Oktagonu, Borys Mańkowski i Łukasz Rajewski od razu zaczęli mi wytykać, co mogłem zrobić lepiej. (śmiech) Analiza była więc od razu, na gorąco. Mam nad czym pracować. Jestem zawodnikiem, który z każdej walki stara się wyciągnąć wnioski. Naprawić błędy, żeby do kolejnego pojedynku wyjść jeszcze mocniejszy i z lepszym arsenałem.

Spodziewał się pan, że Brazylijczyk postawi się trochę bardziej?
Oczekiwałem po nim raczej innej strategii. Po obejrzeniu i analizie jego wcześniejszych walk byłem przekonany, że będzie chciał za wszelką cenę iść do parteru. Byłem więc przygotowany na to, że trzeba będzie się z nim "kulać" na macie. Tymczasem w sobotę było zupełnie na odwrót, parter go w ogóle nie interesował, cały czas wracał do stójki. Tym faktycznie mnie zaskoczył. Ale spodziewałem się, że będę go łatwo sprowadzał. Zejścia były idealne zwłaszcza wtedy, gdy mocno pchał się do przodu. Właśnie dlatego przed walką mówiłem, że z technicznego punktu widzenia może być dla mnie łatwa.

Ferreira po walce twierdził, że wszedł do Oktagonu z kontuzją żeber. Pana zdaniem to typowa wymówka po porażce, czy coś mogło być na rzeczy?
Nie wiem, trudno mi ocenić. Każdy zawodnik jest inny. Powiem tyle, każdy zawodnik sportów walki wychodzi do pojedynku z mniej lub bardziej poważną kontuzją, mikrourazem czy bólem. Może Diego faktycznie coś miał, może nie. Ale wydaje mi się, że nie mogła to być poważna kontuzja, znacznie zmniejszająca szansę na zwycięstwo. Inaczej nie wyszedłby do tak ważnej dla niego walki. W końcu przegrał trzeci raz z rzędu. Dlatego do takich rewelacji podchodziłbym raczej z rezerwą.

To, że tłumaczy się urazem żeber, a już po pierwszym ciosie kolanem w to miejsce się poddał, do pana nie przemawia?
Na tę chwilę prawdy nie znamy. Ja też mógłbym się tłumaczyć tym, że na ostatnim etapie przygotowań przez 10 dni brałem antybiotyki, bo miałem zapalenie ucha. To mogło mnie osłabić, zwłaszcza pod kątem kondycji. Po walkach ludzie często znajdują różne wymówki. Nikt nie zabronił Ferreirze walczyć dalej. Ja chciałem, żeby ta walka jeszcze trochę potrwała. Mam niedosyt, ale taki, który przełoży się na jeszcze większy apetyt i motywację do kolejnej walki.

Po walce rzucił pan wyzwanie w stronę Michaela Chandlera, byłego mistrza Bellatora, który w maju był pretendentem do pasa UFC. To była spontaniczna akcja, czy miał to wcześniej przygotowane?
To była spontaniczna decyzja. Moim zdaniem taka walka jest dość realna. Nie chciałem wyzywać zawodnika, z którym UFC na pewno by mnie nie zestawiło. Chandler jest świeżo po walce, nie ma w planach kolejnej. To numer 5 rankingu, ale ma w UFC rekord 1-2. Specjalizuje się w zapasach, w UFC jeszcze nie walczyłem z innym zapaśnikiem. Wszystko się zgadza, do tego możemy skonfrontować starą szkołę MMA z nową. Fajnie by było, gdyby doszło do tego pojedynku. Jeśli się nie uda, narzekał nie będę. Jestem numerem 12 na świecie. W rankingu każde nazwisko w okolicach mojego jest już bardzo znane i mocne. Kto by to nie był, kolejna walka zapowiada się niezwykle ciekawie.

Jeśli UFC będzie miało dla Chandlera inne plany, które z innych nazwisk wydaje się panu najbardziej realne?
Bez podpisanych kontraktów na kolejną walkę są Tony Ferguson, Rafael dos Anjos, Gregor Gillespie... Dan Hooker wraca chyba do wagi piórkowej. W rankingu jest bardzo ciasno, będę zadowolony z pojedynku z każdym rywalem, który zajmuje wyższe miejsce ode mnie. Nigdy nie odmawiałem walk i nie będę tego robił.

Michael Chiesa napisał na Twitterze, że chętnie zobaczyłby pana w konfrontacji z Gillespie. 10 w rankingu, 7 z 8 wygranych walk w UFC, tylko jedna zawodowa porażka... Amerykanin też wydaje się ciekawym i realnym przeciwnikiem. Choć on chce się bić z Tonym Fergusonem.
Gdyby pojawiła się oferta walki z Gregorem, jak najbardziej byłbym na nią chętny. Argumenty są praktycznie takie same jak dla walki z Chandlerem: to też utytułowany zapaśnik starszej daty i jest ode mnie wyżej w rankingu. Amerykańskie zapasy kontra polskie? Myślę, że to by się mogło fajnie sprzedać w Stanach.

Co z planami na najbliższy czas - odpoczynek w rodzinnym gronie?
Zgadza się, święta i Nowy Rok spędzę na spokojnie, z rodziną. Przez ostatnie dwa miesiące do walki przygotowywałem się w American Top Team na Florydzie. Chcę nadrobić zaległości z najbliższymi.

15 stycznia będzie pan w narożniku m.in. Borysa Mańkowskiego, który na KSW 66 w Szczecinie zawalczy o pas mistrza wagi lekkiej. Co później, kiedy powrót do mocniejszych treningów?
Zgadza się, na KSW 66 wystąpi kilku chłopaków z Czerwonego Smoka. Na salę treningową wrócę już w przyszłym tygodniu, żeby pomóc im w przygotowaniach. Plan jest taki, że jedziemy do Szczecina, zabieramy co nasze i wracamy. (śmiech) Jeśli chodzi o mnie, co cały czas będę w treningu. Zamierzam to jednak robić mądrze. Naprawię braki, które zauważyłem w ostatniej walce. Będę pracował i czekał na propozycje od UFC. Jeśli w lutym czy marcu trafi się jakaś gruba walka na dobrych warunkach, to nie zawaham się z niej skorzystać. Jeżeli nie, mogę poczekać do maja, czerwca czy lipca. Czasem warto być cierpliwym. Nie mam wielkiej presji, żeby szybko stoczyć kolejny pojedynek.

ZOBACZ TEŻ:

Czyli w 2022 r. nastawia się pan bardziej na dwie niż trzy walki?
Raczej tak. W tym roku zrobiłem trzy i było bardzo intensywnie. Przy dwóch pojedynkach w przyszłym mógłbym złapać trochę więcej oddechu, co mogłoby mi wyjść na korzyść. Dwie walki w roku będą optymalne, trzy to maksimum.

Znów będzie pan chciał spędzić dłuższy czas w ATT na Florydzie, czy większą część przygotowań zaplanuje w Polsce, bliżej rodziny?
Na razie trudno powiedzieć. W Czerwonym Smoku przygotowania do walki robimy mocno pod siebie. Dostosowujemy wszystko pod to, co jest potrzebne na danego przeciwnika. W ATT jest raczej obóz sparingowy, mniej pracuje się tam nad techniką. Choć to też zależy, od okresu w roku. Zobaczymy, jak zrobię. Duży wpływ na decyzję będzie miało nazwisko rywala i sprawy logistyczne związane z walką. Znając je, łatwiej mi będzie postanowić, na jak długo chcę wyjechać. Treningi w Czerwonym Smoku i ATT na pewno będę chciał dalej łączyć. Jak widać, doskonale się to sprawdza. Trzy walki w tym roku, trzy wygrane przed czasem.

Niedługo przed pana walką z Ferreirą w Gliwicach Roberto Soldić ciężko znokautował Mameda Chalidowa. Była okazja, żeby nadrobić ten pojedynek?
Niestety nie. Nie znam nawet przebiegu tej walki. Na skrótach widziałem tylko końcówkę, szaloną wymianę w stójce. Mocno mnie zastanawia, skąd taka taktyka u Mameda. On nigdy nie walczył w ten sposób. Zawsze był przebiegły, wyrachowany i wyczekiwał rywali, aż popełnią błąd. Tak czy inaczej kiedy już doszło do intensywnej wymiany ciosów, to jeden z rywali musiał trafić. Tym razem był to Roberto. Gratulacje dla niego. Byłem przekonany, że wygra Mamed, ale mierzył się z naprawdę znakomitym przeciwnikiem.

Soldić został drugim w historii - po panu - mistrzem KSW panującym jednocześnie w dwóch kategoriach wagowych. Chorwat byłby w stanie namieszać w rankingach UFC?
Myślę, że tak. Musiałby tylko wybrać wagę, w której chce startować i podporządkować się jednej kategorii. W KSW udowadnia, że jest znakomitym zawodnikiem. W UFC też na pewno by się sprawdził. Jak widać po przykładach Janka Błachowicza czy moim, mistrzowie KSW doskonale radzą sobie też w UFC.
Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Czy Mateusz Gamrot zostanie mistrzem UFC?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Mateusz Gamrot: Będę zadowolony z każdego rywala, który jest wyżej ode mnie w rankingu UFC [WYWIAD] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie