Magazynier Bonda

    Magazynier Bonda

    Andrzej Kraśnicki jr, 6 czerwca 2003 r.

    Głos Szczeciński

    Głos Szczeciński

    13 tysięcy ton zboża wypełniłoby 225 czteroosiowych wagonów. To pociąg długości prawie 4 km. Ten pociąg zaginął.
    Magazynier Bonda
    "Zboże", "poseł Ryszard Bonda", "elewatory", "Agencja Rynku Rolnego", "13 tysięcy ton" - to sformułowania, które ostatnio bardzo często przewijały się w mediach w całej Polsce.

    Już po kilku dniach, w gąszczu najprzeróżniejszych informacji, liczb, nazwisk i nazw można się było pogubić. Wydaje się, że to, co do tej pory wiemy, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Niewykluczone też, że nieuchwytny poseł i pewien niemniej intrygujący celnik, handlujący po godzinach pracy zbożem, to postaci drugoplanowe.
    Na razie postarajmy się ogarnąć to, co do tej pory w "aferze zbożowej" jest faktem. Zatem:

    - Agencja Rynku Rolnego zleciła Ryszardowi Bondzie, biznesmenowi i posłowi w jednej osobie, magazynowanie państwowego zboża.
    - Kiedy ARR w ramach interwencji na rynku próbowała sprzedać zboże, okazało się, że magazyny Ryszarda Bondy są puste.

    Miliony posła

    Kim jest Ryszard Bonda? Urodził się w Płotach, niewielkim miasteczku w województwie zachodniopomorskim. Ma 43 lata. Jego nazwisko stało się znane po raz pierwszy już w 1978 roku. Jako uczeń Liceum Ogólnokształcącego w Nowogardzie wystartował w mistrzostwach Europy w kolarstwie przełajowym (dziś w jego ślady idą synowie).

    Co robił potem? Jego byli i obecni współpracownicy mówią jedynie, że skończył szkołę policealną na kierunku związanym z rolnictwem. Później wyjechał do Legnicy. Co robił, nie wiadomo. Do Nowogardu wrócił już z pieniędzmi w połowie lat 80. Założył w miasteczku własną firmę transportową. Kiedy zaczęły padać pegeery, Bonda miał już na tyle duży kapitał, że stać go było na wykup poszczególnych gospodarstw. Dziś jego własnością jest prawie 1700 hektarów. Nieoficjalnie mówi się, że to właśnie pieniądze wprowadziły go do polityki.

    "Wprowadzającym" był sam szef Samoobrony Andrzej Lepper. Zrobił to na ostatnią chwilę, tuż przed zamknięciem list kandydatów na posłów. Trzeba było tylko kogoś usunąć, by zrobił miejsce dla Ryszarda Bondy. To miejsce znaleziono na liście Samoobrony w Legnicy. Decyzja Leppera wywołała tam prawdziwą burzę. Bondę nazywano "człowiekiem przywiezionym w teczce". Buntownicy szybko stracili legitymacje członków Samoobrony, a Ryszard Bonda bez kłopotów został posłem.

    W charakterystycznym biało-czerwonym krawacie pojawiał się w Sejmie do połowy 2002 roku. Kilka dni przed ujawnieniem, że wiążą go wspólne interesy ze Stanisławem P. zamieszanym w wielką aferę dotyczącą wyłudzeń podatku VAT, Bonda odszedł z Samoobrony. Teraz działa jako poseł niezależny.

    Trudno powiedzieć o nim, że jest posłem aktywnym. Jak do tej pory, w swojej parlamentarnej karierze złożył jedynie dwa zapytania. Oba dotyczyły rzekomych nieprawidłowości w różnych państwowych firmach. Poseł opierał się tu na informacjach zawartych w książce Andrzeja Leppera pt. "Lista Leppera". Puste są rubryki dotyczące złożonych interpelacji, wypowiedzi z sejmowej trybuny, niczego nie znajdziemy też w rejestrze korzyści. Wielce intrygujące są jedynie oświadczenia majątkowe, które muszą co roku składać wszyscy parlamentarzyści.

    Wynika z nich, że poseł Ryszard Bonda jest jednym z najbogatszych polskich parlamentarzystów. Tylko gospodarstwo, którego obszar przekracza 1,6 tys. hektarów warte jest ponad 8 mln złotych. Imponujący jest dom posła o powierzchni 390 metrów kwadratowych, którego wartość sam Ryszard Bonda oszacował na 700 tysięcy złotych. Własnością firm parlamentarzysty są też magazyny, w których, według jego szacunków, mieści się 45 tysięcy ton zboża. Skąd ten majątek? Tego nigdy poseł nie wyjaśnił.
    Podobnie jak równie imponujących długów, które według jego oświadczenia majątkowego przekraczają 32 mln złotych.

    Małomówność to zresztą jedna z jego cech. Jego telefon komórkowy, który kiedyś podał dziennikarzom, z reguły jest wyłączony. Trudno też posła znaleźć w jego gospodarstwie, jeszcze trudniej w Sejmie.

    To kradzież

    Dlaczego państwowe zboże trafiło do magazynów Ryszarda Bondy? Agencja Rynku Rolnego, która prowadzi co roku skup zbóż ma zbyt mało własnych magazynów. Zmuszona jest do korzystania z usług firm, które są właścicielem elewatorów. Jednym z takich przedsiębiorców jest poseł Ryszard Bonda, właściciel elewatorów w Potulińcu, Nowogardzie i Chojnie. Od każdej tony zboża, którą magazynował dostawał od ARR 8 złotych miesięcznie.

    Afera wybuchła, gdy ARR postanowiła rzucić na rynek część magazynowanego zboża, po to, by powstrzymać jego rosnącą cenę. Wtedy też postanowiono sięgnąć po zboże, które miało znajdować się w elewatorach Ryszarda Bondy. Kiedy je otwarto okazało się, że są puste. Braki oszacowano na prawie 13 tysięcy ton. Dyrektor szczecińskiego oddziału ARR Krzysztof Pankau złożył wówczas w prokuraturze doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

    Dziennikarzom powiedział zaś, że Ryszard Bonda ma kilka dni na wskazanie agencji elewatorów, w których może być składowane zboże ARR. Informacji takiej jednak nie dostał, a sam poseł Bonda znikł. Sprawą zajęła się m.in. sejmowa komisja rolnictwa.

    - Jestem zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu - mówił posłom Ryszard Pazura, prezes ARR. - Właścicielem zboża jest ARR. Jeżeli cywilne warunki umowy i warunki określone w przepisach nie są spełniane, to trzeba nazwać to kradzieżą.

    Na tym samym posiedzeniu komisji głos zabrał też Waldemar Wojnicz, przedstawiciel Najwyższej Izby Kontroli. Przypomniał posłom, że już w 1999 roku NIK przeprowadził w sprawie skupu i magazynowania zbóż kontrolę, w wyniku której przedsiębiorstwo Bondy zostało ocenione negatywnie.

    Odpowiedzi na to, w jaki sposób ARR straciła 13 tysięcy ton zboża zaczęło szukać także Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz sama ARR. Zawieszono m.in. kontrolerów agencji, którzy mieli za zadanie na bieżąco kontrolować ilość państwowego zboża w prywatnych elewatorach. Śledztwo wszczęła też Prokuratura Okręgowa w Szczecinie.

    Jak domek z kart

    Gdyby nie niespodziewana decyzja ARR o sprzedaży państwowych rezerw, prawdopodobnie zniknięcia zboża nikt by nie zauważył. Zboże miało bowiem zniknąć tylko na "chwilę". Według informatorów z branży zbożowej, wielu właścicieli elewatorów w całej Polsce, w których składuje się zboże ARR, spekuluje nim. Sprzedają je bez wiedzy agencji, kiedy ma ono wysoką cenę, a potem dokupują różnicę, gdy ceny spadają. Wszystkie braki uzupełniane są przed kontrolą ARR. Czy podobnie chciał postąpić Ryszard Bonda? Jedyne jego wyjaśnienia, które zostały upublicznione, przekazał za pośrednictwem dyrektora ARR w Szczecinie.

    - Mówił, że wywiózł je, bo miał rozliczenia z jakimiś firmami - mówił kilka dni po wykryciu afery Krzysztof Pankau ze szczecińskiego oddziału ARR. - Ten domek z kart mu się rozsypał i nie ma tego zboża.

    Pod koniec maja zaczęły pojawiać się pogłoski, że poseł Bonda nie działał sam, że w sprawę zamieszani są znani zachodniopomorscy politycy różnych ugrupowań. Ujawniona została też nazwa firmy, która miała pośredniczyć w sprzedaży państwowego zboża składowanego w magazynach Ryszarda Bondy. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zabezpieczyła jej dokumenty. Marian K., szef firmy, który naprędce zorganizował konferencję prasową zaprzeczył, że pośredniczył w transakcji. Nie odpowiedział jednak na pytanie, czy pomiędzy nim a Bondą mógł być jeszcze jakiś inny pośrednik. Nie wyjawił też innej, ciekawej informacji: tego, że jest celnikiem.

    Jak dowiedział się "Głos", Marian K. do kwietnia tego roku pracował na przejściu granicznym w Lubieszynie. Tymczasem przepisy zabraniają celnikowi prowadzenia jakiejkolwiek działalności gospodarczej. Izba Celna dowiedziała się o sprawie prawdopodobnie dzięki anonimowemu donosowi. Rzecznik Izby Celnej w Szczecinie Janusz Wilczyński powiedział jedynie, że Marian K. od 15 kwietnia jest na trzymiesięcznym wypowiedzeniu. Teraz izba sprawdza, czy Marian K. będą prezesem firmy pośredniczącej w obrocie zbożem nie popełnił jako celnik przestępstw.

    Zboże jest?

    Trzy tygodnie po ujawnieniu afery wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, gdzie podziało się 13 tysięcy ton zboża. Tydzień temu, kiedy dziennikarze czekali w prokuraturze okręgowej w Szczecinie dziesięć godzin na koniec przesłuchania Ryszarda Bondy usłyszeli od niego dość zaskakującą odpowiedź:
    - Zboże jest, myślę że sprawa się wyjaśni.

    Nie chciał odpowiadać na kolejne pytania. Przepchał się między dziennikarzami do samochodu i odjechał. Wypowiedź posła Bondy staje się interesująca w świetle tego, co działo się w magazynach innego zachodniopomorskiego potentata zbożowego - Andrzeja Łukowskiego. On także na zlecenie szczecińskiego oddziału ARR magazynował państwowe zboże.

    Z dokumentów agencji wynika, że przeprowadzona 23 maja kontrola elewatora Łukowskiego w Czarnogłowach wykazała brak 270 ton zboża. Właściciel był zaskoczony. Twierdzi, że przeprowadzono drugą kontrolę, która wykazała, że brakuje już tylko 30 ton. Trzecia, przeprowadzona została już w asyście policji. Nie brakowało ani jednej tony.

    Poseł Ryszard Bonda ma jednak dużo większy kłopot. Z jego elewatorów znikło 13 tysięcy ton zboża. Czy jakimś cudem to zboże znów pojawi się w magazynach posła - biznesmena? Jeśli nie, to, jak twierdzą niektórzy, w ślad za zbożem może zniknąć wkrótce sam poseł...

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo