Rzecznik Praw Obywatelskich zajmie się sprawą aresztowania 17-latka w Szczecinie

Mariusz Parkitny
Fot. Archiwum
Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski sprawdzi, czy prokuratura nie naruszyła prawa w sprawie aresztowania 17-latka. To efekt naszej publikacji.

Historia, którą opisaliśmy dwa tygodnie temu, zainteresowała rzecznika praw obywatelskich. Dostaliśmy list z jego biura. Janusz Kochanowski chce wyjaśnień od prokuratury.

"Po zapoznaniu się z artykułem w Głosie Szczecińskim, Rzecznik Praw Obywatelskich zamierza wystąpić w tej sprawie do Prokuratury Okręgowej w Szczecinie z prośbą o przedłożenie informacji o stanie sprawy i przedstawienie uzasadnienia dalszego stosowania tymczasowego aresztowania" - czytamy w piśmie od rzecznika.

Chodzi o Mateusza B., ucznia technikum w Szczecinie. W Boże Narodzenie trafił do aresztu. Jest podejrzany o rozbój. Policjanci pojechali po niego na południe Polski, gdzie spędzał święta z ojcem. Wcześniej prawie dwa miesiące czekał w Szczecinie na zatrzymanie. Rodzina i adwokat informowali prokuratora, gdzie aktualnie chłopak przebywa. Był już spakowany, chodził do szkoły. Zgodnie z prawem, aresztowanie powinno się odbyć niezwłocznie po decyzji sądu.

Zbulwersowany potraktowaniem swojego klienta jest też mec. Waldemar Juszczak. Jego zdaniem, podejrzany już dawno powinien być zwolniony z aresztu.

- Sąd zdecydował się na areszt, bo prokurator twierdził, że Mateusz może mataczyć. Skoro tak, to trzeba było go od razu zatrzymać. A nie zrobiono tego. W ciągu dwóch miesięcy gdyby chciał, chłopak mógł mataczyć. Nie zrobił tego. Zatrzymanie go po takim czasie jest próbą ukrycia nieudolności przy wykonaniu tej decyzji - mówi.

Prokuratura twierdzi, że wszystkie procedury zostały zachowane.

- Policjanci byli po niego wcześniej, ale go nie zastali. Jeśli ustaną przyczyny aresztowania, prokurator może zdecydować o zmianie środka zapobiegawczego - tłumaczy prok. Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

To pierwszy konflikt z prawem 17-latka. Przyznał się do winy. Opowiedział szczegółowo, jak dał się namówić kolegom na kradzież telefonu komórkowego. Wstawiała się za nim wychowawczyni.

- On to bardzo przeżył. Wie, że źle zrobił. Spakował się i czekał prawie dwa miesiące, aż ktoś przyjdzie go zamknąć. Wolałby to, niż długie oczekiwanie. Plecak z jego rzeczami jeszcze stoi w domu - opowiada kuzynka Mateusza B.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tego nie znoszę. Z bandziorów robi się ofiary. Ktoś mu kazał kraść?

j
jacekplacek

To po cholere kradł???!!!

E
EWKA

POLICJANT TEZ CZŁOWIEK A TAKA PODRÓŻ...TO JEST COŚ,JAKAŚ AGENCJA TV.. PO DRODZE ITP

c
cu ba

Wyjątkowo odrażające postepowanie wymiaru "sprawiedliwości". Jeżeli był już aresztowany, przyznał się to powinien otrzymać wyrok a nie być nękany. Wymiar Sprawiedliwości to nie wymiar zemsty i następnych krzywd.

s
sped

Normalna sprawa że szczecińska policja nic sama nie potrafi zrobić , musieli dostać cynk aby go odnalezć bo sami przez dwa miesiące nie potrafili.

Dodaj ogłoszenie