MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Przepustka do wolności. 30-letnia Aleksandra ze Szczecinka o walce z anoreksją i alkoholizmem. "Powróciła chęć do życia"

Sylwia Lis
Sylwia Lis
Aleksandra Koch ze Szczecinka stworzyła idealną publikację dla uzależnionych
Aleksandra Koch ze Szczecinka stworzyła idealną publikację dla uzależnionych Sylwia Lis
- Byłam tam! Na dnie! Umierałam w wieku 21 lat - przekonuje Aleksandra Koch. Trudno uwierzyć, że dziś prawie 30-letnia kobieta przez 15 lat walczyła z anoreksją, a potem alkoholizmem.

Jej alkoholizm miał inne oblicze, nie take spod budki z piwem. Osoba uzależniona kojarzy się powszechnie ze zniszczonym menelem, a nie piękną, zadbaną kobietą w marynarce z włosami upiętymi w kok. A jednak. Choroba nie wybiera. Anoreksja, depresja i alkoholizm pod tym względem są bardzo demokratyczne.

Początek bywa niegroźny

- Trudno się zorientować, kiedy zaczyna się choroba, szczególnie gdy jest się dzieckiem - zamyśla się pani Aleksandra.

- Anoreksja dopadła mnie, gdy miałam zaledwie 15 lat. Skąd się wzięła? Przyczyn mogło być wiele. Dziś już to wiem. U mnie były nimi: nieradzenie sobie z emocjami, lęk, niska samoocena. Ktoś by pomyślał - jak to niska samoocena?… bo w większości konkursów plastycznych, fotografii, poetyckich, turniejów tańca, byłam wyróżniona... A jednak - to nie zaspokoiło wewnętrznego „ja”. Wiem też, że nie zaakceptowałam dorastania, a anoreksja jest chorobą, która je zatrzymuje. Organizm w końcu powiedział: „dość”.

Pani Aleksandra mocno schudła. Okres się zatrzymał.

- Dopiero po kilku latach leczona lekami wróciła miesiączka i zaszłam w ciążę, nie jedząc praktycznie nic urodziłam zdrowe dziecko - wzrusza się kobieta.

- To był cud! Po porodzie mój organizm był na tyle wykończony, że byłam bliska śmierci i trafiłam do szpitala. Odratowano mnie. Szukałam potem pomocy u licznych psychologów i w końcu zaczęłam zdrowieć. Ja, moi rodzice i babcia doznaliśmy wiele cierpienia, ale ich walka o mnie dała owoce, za co jestem im wdzięczna.

W wieku 25 lat pani Aleksandra myślała, że pokonała anoreksję i że wszystko co złe ma już za sobą.

- Bardzo się pomyliłam. Myślałam, że wyleczyłam się z anoreksji, bo znalazłam świetny sposób na „nieczucie” - mówi kobieta.

- Był nim wszechobecny alkohol. Zaczęłam popijać w weekendy, kiedy syn był u dziadków – wino, wódkę... Kiedy wypiłam, świat stawał się piękny, nie byłam chora, nie czułam bólu. Iluzja trwała 5 lat. Spadłam na dno własnej egzystencji. 1 stycznia 2022 roku, po sylwestrze, budząc się na kacu spojrzałam na mój telefon, gdzie na tapecie widnieje zdjęcie mojego syna i powiedziałam: dość! Koniec! nie będziesz miał takiej mamy! Powiedziałam o problemie rodzicom i babci. I zaczęliśmy działać. Babcia - dawniej pielęgniarka - wskazała nam kierunek szukania pomocy. I tak poszłam na terapię. Pamiętam, jak inni się dziwili, co ja tu robię, przecież nie wyglądam na chorą, nie straciłam też rodziny, pracy, prawa jazdy, majątku! Odpowiadałam im, straciłam siebie! Terapia trwała sześć tygodni.

Dziś Aleksandra jest trzeźwa od ponad dwóch lat.

- Teraz, gdy myślę o tym, co było, co spotkało mnie i moich najbliższych, to uważam, że to było piekło na ziemi – wspomina nasza rozmówczyni.

- To straszne, czego doświadczyliśmy przez anoreksję i alkoholizm. Nie da się tego opisać, choć próbuję - mówi pani Aleksandra.

- Mnie się udało, ale moje niektóre koleżanki umarły. Nikt nie wie, przez co przeszłam. Wiele osób nie rozumie tej choroby, wówczas próbuję innym to wytłumaczyć. Podstawowymi funkcjami życiowymi są: jedzenie, spanie, wydalanie, oddychanie. Prawda? A czy ty karzesz się i winisz, że oddychasz? I to kilka razy dziennie? A z jedzeniem tak właśnie jest. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, gdy coś zjadłam. Na inne choroby weźmiesz tabletkę i jest w porządku, a tu nie ma leku, nie ma odpoczynku od głodu, od myśli.

To może dotyczyć każdego

Pani Aleksandra przekonuje, że uzależnić może się każdy. Od wszystkiego. Od substancji czy zachowania.

- Ludzie są bardzo podatni na wszelkiego rodzaju uzależnienia. Najczęściej uzależniają się od: hazardu, narkotyków, alkoholu, nikotyny, leków, jedzenia, cukru, pracy, zakupów, masturbacji, seksu, ćwiczeń, zabiegów chirurgii plastycznej, solarium, oglądania seriali, Internetu, smartfonów, gier komputerowych - wylicza.

- Wszystko ma to samo podłoże – jest nim niezdolność do radzenia sobie z emocjami, a co za tym idzie - chęć odczucia ulgi i zapomnienia chociaż na chwilę, potrzeba ucieczki... Na terapii przepracowujesz swoje całe życie, pisząc pracę. Kiedy ja czytałam swoją, bywało, że i terapeutom leciały łzy. Osobiście uważam, że większość ludzi chociaż raz w życiu powinna odbyć taką terapię (nie tylko ci uzależnieni), aby móc przepracować przeszłość - traumy, choroby, lęki i to co boli właśnie teraz, z czym nie dają sobie rady. Spisujesz na przykład swoje sytuacje z alkoholem - czasem mówi się, że trzeba zrobić swój „piciorys”...

I podczas tego „piciorysu” pani Aleksandra wpadła na pomysł wydania specjalnej publikacji dla uzależnionych.

- Bardzo drażniło mnie, kiedy inni pisali plan dnia na kartkach, które z czasem ginęły - były pogniecione czy zalane kawą. Wtedy narodził się pomysł stworzenia publikacji dla uzależnionych w postaci kalendarza terapeutycznego. I udało się – mówi kobieta.

- To jest dla mnie kolejny krok milowy. Pokonałam bariery, które blokowały mnie przez ostatnie piętnaście lat. Ujawniłam się i głośno powiedziałam: Tak! Byłam tam! Zrozumiałam, zaakceptowałam swoje choroby, a każdy trzeźwy dzień jest dla mnie dniem zwycięskim. Nie wstydzę się już swoich chorób, nie ukrywam, nie potępiam się za nie – zaakceptowałam je wszystkie i zadziały się cuda zdrowienia. Napisanie kalendarza było niczym uwolnienie się z wciągającego bagna. Kalendarz wzmacnia mój proces zdrowienia każdego dnia. Zauważyłam, że się da, że można. Poczułam się wolnym człowiekiem, a zachwiane emocje zaczęły odzyskiwać równowagę. Poprzez codzienną pracę nad sobą moje poczucie własnej wartości rośnie. Powróciła chęć do życia, które uważałam za przegrane. Zobaczyłam inny świat, taki bez strachu i paniki, a przepełniony wewnętrznym spokojem.

Z biegiem czasu pani Aleksandra zaczęła zdrowieć. Polepszyło się jej funkcjonowanie, wygląd. Jak mówi, poczuła pozytywną zmianę, zmianę zdrowej siebie.

- Teraz zdrowo jem, nie piję alkoholu i cieszę się życiem – deklaruje nasza rozmówczyni.

- Kalendarz napisałam dla siebie, na własne potrzeby. Z czasem zauważyłam, że działa i pomaga mi do dzisiaj. Rozdałam kopie innym, którym przy pierwszych próbach też pomógł i sprawia, że radzą sobie z chorobą. Chcę nieść pomoc dalej i dlatego wydałam go w większej liczbie. Kalendarz uczy, jak cieszyć się życiem z dala od nałogowego regulowania emocji i uczuć. Dzięki pracy z kalendarzem terapeutycznym można się nauczyć przyjmować emocje w zdrowy i bezpieczny dla siebie sposób. Jest to narzędzie, które wspiera podczas wychodzenia z mroku choroby oraz stawiania pierwszych kroków w odzyskiwaniu życia w wolności. Wskaże właściwy kierunek radzenia sobie z wszelkimi nałogami i mechanizmami. Mimo tylu chorób jestem dowodem na to, że można odzyskać siebie w sobie! Nie można tracić nadziei i zawsze warto o siebie walczyć! Mi się udało, dlaczego nie ma udać się i Tobie!

Co znajduje się w kalendarzu

Kalendarz umożliwia planowanie i rozliczanie dnia, w którym należy uwzględnić: pracę, posiłki, odpoczynek, spotykanie się z ludźmi, hobby, obowiązki domowe.

- Nie wszystko to, co wymieniłam, musi znaleźć się w jednym dniu - mówi pani Aleksandra.

- Ważne, aby harmonogram dnia był spójny, nieprzekoloryzowany. Dopasowany do indywidualnych możliwości, potrzeb. Ma być prosty, jasny i realny. Przy każdym dniu powinno się zaznaczyć uśmiechniętą lub smutną minkę, aby śledzić swój nastrój. Ważne, aby każdego dnia pilnować dyscypliny i wypełniać pola do tego przeznaczone. Ponieważ jest sporo treści, kalendarz został podzielony na cztery części. Każda część to trzy miesiące owocnej pracy nad sobą. Jeden dzień kalendarza składa się z dwóch stron do wypełnienia. Zawiera też ćwiczenia, przykłady, teksty motywacyjne i terapeutyczne. Części kalendarza różnią się od siebie treścią. Udało się wydać niewiele egzemplarzy, na tyle, ile pozwoliły moje fundusze.

Publikacją już zainteresowały się ośrodki uzależnień w województwach pomorskim i zachodniopomorskim. Kilka z nich zamówiło kalendarze dla swoich pacjentów. Zamawiają je także indywidualnie osoby, dając odpowiedz zwrotną: „Jest tu to, co ja czuję, normalne jakbym czytał o sobie. Bardzo mi pomaga, patrzę teraz inaczej na siebie i życie”. Ale dobre opinie wyrażają też sami specjaliści.

- Jestem terapeutą odwykowym, pracującym w stacjonarnym oddziale leczenia uzależnień. Będę polecał pacjentom i podopiecznym „Kalendarz wolności” Aleksandry Koch - mówi Jacek Stok-Stocki, terapeuta.

- Uważam, że jest to dobre narzędzie i przewodnik do samopoznania i monitorowania własnych zachowań, myśli i emocji, co jest niezbędne i pomocne przy wychodzeniu z uzależnienia. Dodatkowo, autorskie przemyślenia i refleksje autorki oparte na własnych doświadczeniach tworzą spójną całość. - „Kalendarz wolności” to narzędzie stworzone przez osobę, która wie, co jest potrzebne do trzeźwienia - uważają terapeuci z ośrodka Terapia Skrzydła.

- A mianowicie: planowanie, samoobserwacja, kontakt z emocjami, systematyczność… Wszystko to można znaleźć w kalendarzu. Wspaniała pomoc, aby wspólnie z terapeutą analizować głód substancji, nawrót. Rekomendujemy „Kalendarz wolności” naszym pacjentom.

- Ale jak każda książka, wydanie wiąże się z dość dużym nakładem finansowym. Dlatego utworzyłam zbiórkę - link: https:// zrzutka.pl/3y856y - mówi pani Aleksandra. - Myślę, że każdy uzależniony powinien mieć przy sobie taki kalendarz.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński