MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Miłosz Stępiński: Pogoń Szczecin nie jest przeklęta, ale mamy tu syndrom pustej gabloty

Maurycy Brzykcy
Miłosz Stępiński
Miłosz Stępiński Szymon Starnawski /Polska Press
Rozmowa z Miłoszem Stępińskim, profesorem uczelnianym i senatorem Uniwersytetu Szczecińskiego, trenerem UEFA PRO pochodzącym ze Szczecina, aktualnie prowadzącym reprezentację Polski do lat 20 i współpracującym z kadrą do lat 21.

Czy jest w panu jeszcze coś z kibica, czy na futbol wyłącznie patrzy pan już przez pryzmat trenera i szkoleniowca?
Miłosz Stępiński: Nie, nie, wciąż jest we mnie sporo z kibica, ale oczywiście większość spotkań oglądam już stricte zawodowo, obserwując zawodników, robiąc analizy, po prostu pracując. Ale chyba jednak zawsze oglądał będę Pogoń Szczecin jak fan, stąd też jestem. Podobnie będzie oczywiście zawsze również z meczami reprezentacji Polski, dorosłej kadry, młodzieżowej, kobiecej, futsalu, plażowej czy ampfutbolu.

Pytam, bowiem oglądał pan spotkanie finału Pucharu Polski, pomiędzy Pogonią Szczecin a Wisłą Kraków. Jako szczecinianin co pan po nim czuł?
Oglądałem ten mecz trochę rozdwojony, bowiem jako trener kadry obserwowałem Kacpra Dudę z Wisły i Marcela Wędrychowskiego z Pogoni. Więc można powiedzieć, że byłem w pracy. Z drugiej strony cudownie było zobaczyć tych wszystkich ludzi, jadących w daleki wyjazd ze Szczecina. Spotkałem w stolicy sporo znajomych. Nie ukrywam, że liczyłem, iż Pogoń wróci z Warszawy z trofeum. Zwłaszcza po fantastycznym spotkaniu, jakie rozegrała w Białymstoku. To w ogóle był jeden z lepszych meczów ekstraklasy w tym sezonie, jakie oglądałem. Wydawało się więc, że Portowcy będą mieli przewagę w tym finale. Ale spotkania pucharowe, a finały w szczególności, rządzą się swoimi prawami. Podobnie wyglądało spotkanie kilka lat temu pomiędzy Lechem Poznań, a Arką Gdynia. To jest jeden mecz, a wyniku decyduje sporo czynników. Jedno jest pewne, Pogoń nie zagrała na swoim poziomie, co podkreślali sami zawodnicy i trener. Z kolei Wisła zagrała świetnie, lepiej niż na co dzień w I lidze. Wiem, bo stale ich oglądam. Problemem po stronie Pogoni była chyba stabilizacja formy, nastawienia.

Czy kibice mogą zrzucać winę na sędziego, czy zwyczajnie Portowcy na boisku powinni zdecydowanie potwierdzić swoją dominację? Prowadzenie 1:0 nie jest bezpieczne...
Nie będę oceniać pracy sędziów. Mógł oczywiście arbiter skończyć mecz wcześniej, nie pozwolić na przesunięcie tego rzutu wolnego, choć Portowcy również mogli tu zachować się świadomiej i lepiej – stanąć obok piłki, zwrócić uwagę na jej przesunięcie. Sami zawodnicy Pogoni przyznają jednak, że nie zagrali najlepiej, oni to wiedzą. A Wisła, cóż – jej piłkarze nie mieli nic do stracenia, nie byli faworytem, nie mieli takiej presji. To było po nich widać. Historia futbolu zna takich przypadków mnóstwo. A po golu na 1:1 dla Wisły nastąpił pewnie olbrzymi skok adrenaliny, a później błąd Pogoni tylko napędził zespół z Krakowa. Trudno, Portowcy chcieli mocno, ale się nie udało. Liczyłem jednak, że wrócą do Szczecina z Pucharem. Wiem też, że piłkarze ze Szczecina będą to dłużej i mocniej przeżywać, bo są stąd i ten temat będzie wracać częściej w ich życiu.

Pan też uważa, że Pogoń gra jedną z ładniejszych piłek w ekstraklasie? Bo dla kibiców to marne pocieszenie.
Nie chcę bezpośrednio oceniać pracy trenera Jensa Gustafssona, bo nigdy tego nie robię. Ale mogę powiedzieć, że podoba mi się to, że Portowcy mają swój styl. Można to o nich spokojnie powiedzieć. Jest sporo zespołów, że gdy poddasz je analizie, to trudno do końca określić, co one tak naprawdę grają, jak strzelają bramki. Pogoń ma już swoje DNA, ale nie potrafi ustabilizować tego. Z tym problem ma jednak więcej zespołów w naszej ekstraklasie, co widać chyba już od 6 czy 7 kolejek. Myślę, że jest to trochę ogólnopolski trend.

Nie będę pytał, czy trener Gustafsson powinien pozostać na stanowisku, bo to niezbyt eleganckie, ale znając naszą ekstraklasę, "cierpliwość" do trenerów, szykuje się zmiana?
Trudno to oceniać jednoznacznie, bowiem składa się na to wiele czynników. Najważniejsza jest chyba aktualna kondycja finansowa klubu, od niej zależy najwięcej. Nie wiem, jaka jest w Pogoni, ale najbliższe tygodnie będą z pewnością ważne. Od finansów zależy, jakie będzie okienko transferowe, na co klub może sobie pozwolić. A przecież w PKO Ekstraklasie jedno miejsce niżej w tabeli oznacza czasami stratę naprawdę poważnych środków.

Brak mistrzostwa, brak Pucharu Polski.... Czy Pogoń to naprawdę przeklęty klub? Trudno się kibicuje Portowcom bez sukcesów.
Nigdy bym tak nie powiedział, że to przeklęty klub. Ale patrząc ze strony kibiców, to trochę ich rozumiem. Mamy syndrom „pustej gabloty” w Szczecinie. Piłkarze próbują walczą, ale nie potrafią tego zmienić. Szkoda, że nie udało się wygrać meczu z Wisłą, który przez część osób określany był mianem najważniejszego w całej historii klubu.

Który z młodych zawodników Pogoni, ma szansę zostać stałym reprezentantem Polski, Wędrychowski, Przyborek?
Dużo więcej mogę powiedzieć o Marcelu, który jest w mojej kadrze. Ma swoje lepsze i gorsze momenty. Początek rundy miał słabszy, ale w ostatnich meczach widzę u niego już sporą poprawę i chyba wraca do swojej dyspozycji. Znowu widać, że podejmuje próby dryblingu, myśli ofensywnie i chce grać do przodu. Dobrze, że młodzi chłopcy w Pogoni mają w drużynie Kamila Grosickiego. To dla nich wielki przykład i świetny wzór do naśladowania na boisku. Widać, że oni to próbują robić, a to pozytyw, bo Kamil zawsze ma coś do zaoferowania w ataku. Wracając do Marcela, to bardzo fajny chłopak, czasami się frustruje, gdy mu nie idzie, ale to częsta przypadłość u naszej młodzieży.

Kamil Grosicki - to postać, która robi różnicę w naszej lidze, co widać po cyfrach, ale czy jest w stanie zrobić także różnicę jeszcze w kadrze? Zbliżają się mistrzostwa Europy....
Kamila znam jeszcze z 2003 roku, gdy przychodził do pierwszego zespołu z juniorów starszych. Można powiedzieć, że widziałem go od początku. To nietuzinkowy zawodnik. Potrafi zrobić różnicę na boisku, gra kombinacyjnie, umie użyć prawej i lewej nogi, zaskoczyć podaniem, czy strzałem. Czasami jednak tacy zawodnicy, którzy dominują, spychają w cień innych. Podobna sytuacja jest z Josue w Legii Warszawa. To urodzeni kapitanowie i liderzy na boisku, decydują o stylu zespołu. Kadra to jednak inna optyka. Mecze z Puszczą czy Stalą, to zupełnie co innego niż z Francją czy Holandią. Widzę to po moich zawodnikach w kadrach młodzieżowych. Natomiast Kamil wciąż jest zawodnikiem, który potrafi zrobić różnicę na poziomie międzynarodowym. Myślę, że może znaleźć się w kadrze na Euro, ale czy w wyjściowym składzie czy z ławki to już kwestia selekcjonera. Uważam, że takich zawodników nam potrzeba. On potrafi w ofensywie zrobić bardzo wiele, a gdy wchodzi z ławki to nie chowa się za kolegów. Potrafi ożywić grę i dać dużo dobrego zespołowi. Jest jednym z najniebezpieczniejszych zawodników w naszej lidze, obok Josue czy Exposito.

Pana żona w mediach społecznościowych zasugerowała, że powinien pan pracować w Pogoni. Grzecznie pan stwierdził, że to nie jest najlepszy pomysł.
Taka jest prawda. Najtrudniej jest pracować we własnym domu, na własnym podwórku. Tu się ma zawsze rodzinę, znajomych. A w piłce porażki są przecież na porządku dziennym. Na razie współpracuję z Pogonią, jako przedstawiciel Uniwersytetu Szczecińskiego, dobrze nam się to układa i na tym razie poprzestaniemy.

Rozmawiał: Maurycy Brzykcy

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Pierwszy trening polskich piłkarzy pod okiem 2500 kibiców

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński