MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Lalki malowane światłem. Szczecinianka trzecią osobą na świecie tworzącą takie lalki

Małgorzata Klimczak
Małgorzata Klimczak
Jest trzecią osobą na świecie, która zajęła się tworzeniem przegubowych porcelanowych lalek. Dodajmy - lalek cieszących się olbrzymią popularnością i uznaniem. Iwona Mingajło-Wright po 20 latach wróciła do Szczecina, żeby tutaj tworzyć i rozwijać swój warsztat. Jako Lightpainted Doll zaprasza nas do świata marzeń i fantazji.

Skąd w pani życiu wzięły się lalki?

- Lalki pojawiły się w moim życiu w Londynie, gdzie studiowałam sztuki artystyczne. Zajmowałam się fotografią i czasami w nocy miałam ochotę popracować, szukałam modeli, ale akurat nie miałam nikogo pod rękę. Szukałam modelek czy modeli, których łatwo ustawić i w ogóle nie będą marudzić. Tak trafiłam na lalki z ruchomymi przegubami, które można ustawić tak, jak się chce. Ponadto wyglądają bardzo realistycznie. Na początku je zaczęłam kolekcjonować, a potem zaczęłam kupować nagie, bez ubrań, w kawałkach. Sama je składałam, malowałam, robiłam odzież. Nauczyłam się robić peruki, szklane oczy. Podobało mi się, że z takiego pustego manekina można stworzyć swoje marzenia czy fantazje. Ale ja zawsze lubię nowe wyzwania, więc nie osiadłam na laurach, tylko szukałam dalej. Tak trafiłam na lalki tego typu, ale wytwarzane z porcelany. Wówczas robiły je tylko dwie Rosjanki – jedna w Kanadzie, a druga w Petersburgu.

Lalki malowane światłem. Szczecinianka trzecią osobą na świecie tworzącą takie lalki
Andrzej Szkocki

Rosja zawsze słynęła z pięknych lalek.

- Tak, stamtąd pochodzi niesamowita sztuka lalkarska. Tak jak wspomniałam, najpierw znalazłam w internecie Rosjankę, która mieszkała w Kanadzie, i jej lalki naprawdę mnie urzekły. To były prawdziwe dzieła sztuki z porcelany. Porcelana to materiał szlachetny, czasami jest trochę przezroczysta, więc lalki wyglądają, jak żywe. Gustuję w lalkach realistycznych, więc stwierdziłam, że muszę mieć taką lalkę. Zapłaciłam za nią 500 funtów, wtedy to było około 3 tysięcy złotych. Nie chciałam jednak mieć tylko czyichś lalek, ale robić własne. Niestety, nigdy wcześniej nie rzeźbiłam, więc kiedy zaczęłam rzeźbić, na początku wychodziły mi straszne rzeczy, ale to dosyć szybko się zmieniło. Poznałam osobiście tę dziewczynę z Kanady, była u mnie w Londynie, ja jeździłam do niej na wystawy. Chciałam, żeby mnie nauczyła robić takie lalki, ale ona nie chciała uczyć. Potem się okazało, że jest jeszcze jedna osoba, która robi takie lalki. Też Rosjanka, ale z Petersburga. Napisałam do niej, że chcę się uczyć, chociaż nie znałam rosyjskiego. Zawzięłam się, nauczyłam się języka i pojechałam do Petersburga, by dowiedzieć się, jak robić takie lalki. Rozmawiałyśmy trochę po rosyjsku, trochę po angielsku. Byłam tam przez półtora miesiąca, pracowałam po 16 godzin dziennie, ale udało się. Mieszkałam z całą jej rodziną, no i zrobiłam pierwszą porcelanową lalkę. Do tego zakochałam się w Petersburgu, uważam, że to cudowne miasto, pełne sztuki.

Jaka była ta pierwsza lalka?

- Niezbyt piękna, ale później się podszkoliłam, poszłam na kurs rzeźby, ośmieliłam się i z czasem zaczęło mi wychodzić coraz lepiej. Moja nauczycielka poprowadziła mnie przez cały proces rzeźbienia kobiety, bo zdecydowanie wolę rzeźbić kobiety, do pocięcia jej, bo taką rzeźbę lalki trzeba pociąć, żeby potem połączyć jej poszczególne części i zainstalować przeguby. Ja jestem mało techniczna, mój mózg się przy takiej pracy wyłącza, ale nauczyłam się niezbędnych rzeczy. Konstruowanie przegubów to w zasadzie fizyka. Wiadomo, że w ciągu półtora miesiąca nie nauczę się za dużo, ale cały czas się doszkalałam. Po powrocie z Petersburga zaczęłam w końcu sama robić te lalki. Byłam trzecią osobą na świecie, która robi takie lalki.

Ile w tych lalkach jest pani?

- Każdy artysta w swojej twórczości przemyca sporo siebie. Moje lalki na pewno mają pewne cechy charakterystyczne, na przykład buzie. Te porcelanowe lalki przegubowe stały się z czasem bardzo popularne. Jak wrzuciłam do internetu zdjęcia moich lalek, to mnóstwo osób chciało je mieć. Niektórzy chcieli mieć tę samą lalkę, ale jakbym się nie starała, to nigdy nie uda mi się zrobić dwóch identycznych lalek. Robiłam lalki z dużym powodzeniem, ale jak muszę robić sztukę dla pieniędzy, to mnie to zniechęca, więc cały czas myślałam, jak to wszystko poukładać. Z czasem wpadłam na to, żeby te lalki inkrustować srebrem, co zaczęłam robić jako pierwsza na świecie.

Lalki malowane światłem. Szczecinianka trzecią osobą na świecie tworzącą takie lalki
Andrzej Szkocki

I co się tymi lalkami dzieje teraz?

- W tej chwili zbieram lalki i rzeźby, żeby można było zrobić wystawę. Znam w Londynie dziewczynę, która ma nietypową galerię. Przyznam, że do tej pory nie miałam odwagi wystawiać swojej sztuki, za mało wierzyłam w siebie, ale w tym roku zawzięłam się i postanowiłam wyjść z moją sztuką do ludzi. Wzięłam udział w Otwartych Pracowniach w Szczecinie i każdy mnie pytał, kiedy zrobię wystawę. Mieszkałam przez 20 lat w Londynie i jak tam pojechałam, to odwiedziłam galerię, którą zawsze bardzo lubiłam. Wszyscy mi zawsze mówili, żebym nigdy nie chodziła do galerii ze swoimi pracami i nie pytała, czy właściciel jest zainteresowany, bo oni tego nie lubią. A ja poszłam pooglądać wystawy i całkiem przypadkiem była tam właścicielka galerii. Zaczęłam z nią rozmawiać, bardzo jej się spodobało wszystko, co jej pokazałam, ale problemem było to, że nie mam odpowiedniej liczby swoich prac, bo dotąd większość sprzedawałam. Nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem klienta, ale miałam problem z promowaniem siebie, bo ja promuję świetnie, ale innych. Na szczęście z wiekiem to się u mnie zmienia i bardzo walczę o to, żeby pokazywać to, co robię. Oczywiście właścicielka galerii chciała, żeby te lalki na wystawie były w określonym stylu, z czym z kolei ja nie bardzo mogę się pogodzić, ale dowiedziałam się, że w zasadzie wszyscy artyści na początku idą na kompromis. Zrobię tak raz, a potem zdobędę renomę i będę mogła robić kolejne rzeczy już po swojemu.

Lalki sprzedaje pani przez Instagram?

- Tak. W tej chwili przestałam je wystawiać, bo muszę je uzbierać na wystawę, a co potem zobaczymy. Na pewno chciałabym bardziej zaistnieć w Szczecinie. Pierwszym krokiem był udział w Otwartych Pracowniach. Przyszło do mnie bardzo dużo ludzi. Myślałam, że zamknę pracownię o 16, a ludzie przychodzili prawie do 21. Naprawdę byłam w szoku. Było przesympatycznie, poznałam wiele świetnych osób i mam nadzieję, że dużo razem zrobimy. Chciałabym organizować różne spotkania, podczas których spotykaliby się różni ciekawi ludzie. Chciałabym też bardziej zająć się rzeźbą. A jeśli chodzi o lalki, to przesunąć je bardziej w sferę zarobkową. Mam pomysł, żeby je zrobić i zlecać wykonanie w 3D. Na szczęście nie mam takiego parcia, żeby coś robić typowo zarobkowo. Znalazłam sobie inny sposób na zarabianie - projektuję wnętrza, maluję, ilustruję. Cieszę się, że wróciłam do Szczecina, mąż - Anglik - jest zachwycony, a ja mam w końcu czas, żeby siedzieć i spokojnie pracować. Tylko, że ja spokojnie nie umiem.

Ilona Mingajło-Wright pseudonim Lightpainted Doll

Ma ogromne doświadczenie jako fotograf lalek. Ogromna dbałość o szczegóły i nadwrażliwość na piękną ludzką i bajkową formę zaowocowały tym, że stworzyła porcelanowe lalki z przegubami kulowymi, jak żadne inne. Niewielkie, subtelne i delikatne doskonale prezentują się w zestawieniu z filigranową biżuterią i miniaturami domków dla lalek. Prowadzi pracownię w Szczecinie.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dlaczego pszczoły są ważne?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński