Krystyna Łyczywek - niezwykła kobieta zwykłego dnia

    Krystyna Łyczywek - niezwykła kobieta zwykłego dnia

    Krystyna Pohl

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    - Codzienność może być fascynująca - przekonuje Krystyna Łyczywek, szczecińska fotografka, autorka wystawy "Dziennik prywatny, rok 2004".
    - Zasada robienia dobrych zdjęć jest prosta. Patrz i myśl. Nawet najlepszy aparat cyfrowy nie zwalnia od myślenia - radzi młodym fotografikom Krystyna

    - Zasada robienia dobrych zdjęć jest prosta. Patrz i myśl. Nawet najlepszy aparat cyfrowy nie zwalnia od myślenia - radzi młodym fotografikom Krystyna Łyczywek. ©Andrzej Szkocki

    W sylwestra 2003 postanowiła, że w każdym dniu następnego roku zrobi chociaż jedno zdjęcie. W sumie powstało ich prawie półtora tysiąca. Z tego 225 znalazło się na wystawie w Książnicy Pomorskiej. Podpisy pod zdjęciami są fragmentami dziennika.

    - Lata szybko mijają, pamięć ludzka jest zawodna, dlatego warto prowadzić dziennik - uważa.

    Pani zrobi lepiej

    Od 60 lat nie rozstaje się z aparatem fotograficznym. A początki były prozaiczne. Z malutkim synem Włodkiem chodziła do fotografa i ciągle była niezadowolona. Któregoś dnia zdenerwowany poradził, aby dała mu spokój i sama robiła zdjęcia. Posłuchała. Kupiła aparat i zaczęła fotografować.
    Kliszę zaniosła do wywołania do tego samego fotografa. Ten z uznaniem spojrzał na zdjęcia i kilka z nich wysłał na ogólnopolską wystawę fotografii w Szczecinie. Zdjęcia, nazwane "Studium Dziecka", bardzo się spodobały. Autorkę nagrodzono. Wtedy postanowiła poważnie zająć się fotografią.

    Przywiązana do aparatu

    Znana i uznana


    Krystyna Łyczywek ma na koncie ponad 150 indywidualnych wystaw fotograficznych w różnych miastach świata i ogromną liczbę nagród. Wygłosiła setki prelekcji, jest autorką kilku książek o fotografii i albumów, przeprowadziła dziesiątki wywiadów z największymi fotografikami świata. Od ponad 30 lat reprezentuje Polskę na kongresach Międzynarodowej Federacji Sztuki Fotograficznej. Poruszanie się po świecie ułatwia jej biegła znajomość trzech języków. Jest bohaterką dwóch prac magisterskich.



    Zdjęcia z lat 40. i 50. to fotografie trójki własnych dzieci, ludzi spotykanych na ulicach i podwórkach, to wojenne zniszczenia, ruiny, zabytki i początki nowego życia nie tylko w Szczecinie, ale i w podszczecińskich wioskach i miasteczkach.

    - Czesław Piskorski, etnograf, autor licznych książek i folderów turystycznych, zachęcał mnie do fotografowania Szczecina i Pomorza Zachodniego - opowiada Krystyna Łyczywek. - Powtarzał: "rób zdjęcia, bo niedługo tych ruin i zniszczeń nie będzie i po latach nikt nie będzie pamiętał, jak wyglądały". W 1953 roku założyłam Towarzystwo Fotograficzne, należeli do niego zawodowi fotografowie i amatorzy. Fotografia na dobre zagościła w moim życiu. Nie wyobrażałam sobie, abym mogła wyjść bez aparatu z domu.

    Świadkowie historii

    Krystyna i Roman Łyczywkowie zamieszkali w Szczecinie w 1945 roku. Ona romanistka, on prawnik, był pierwszym polskim adwokatem w mieście.
    Poznali się w Poznaniu, tuż przed wojną. Wojna ich rozdzieliła. Odnaleźli się w Warszawie. Byli w konspiracji, należeli do Szarych Szeregów. Krystyna, pseudonim Iga, była łączniczką w AK. W czasie powstania, w szpitaliku przy Chmielnej, wzięli ślub. Dostali metrykę wypisaną na kartce wyrwanej z notesu. Parę miesięcy później Roman, pseudonim Gród, aresztowany przez Niemców połknął kartkę. Były na niej przecież nazwiska nowożeńców i świadków. Z tamtego ślubu przetrwał tylko zasuszony goździk.

    Małżeństwem byli pół wieku. W 1994 roku, miesiąc po 50. rocznicy powstańczego ślubu, pan Roman zmarł. Żegnała go cała szczecińska palestra. Zawód prawnika kontynuują syn Włodek i dwoje wnuków. Fotografią amatorsko zajmuje się syn Leszek, a zawodowo córka Ewa.

    Francuska przygoda

    Po raz pierwszy pani Krystyna wyjechała do Francji w 1961 roku. Była w Bretanii, Prowansji, a przede wszystkim w Paryżu, w którym zakochała się bez reszty. Wracała do niego kilkanaście razy, obfotografowała na wszystkie możliwe sposoby. Poświęciła mu wiele wystaw, album "Polski Paryż" i książkę wspomnieniową "Jestem w Paryżu".

    W czasie pierwszej podróży poznała środowisko tamtejszych fotografików. Od francuskiego rządu dostała stypendium. Niestety, polskie władze przez prawie 10 lat nie wydawały jej paszportu. Ponownie wyjechała tam dopiero w 1970 roku. Już za pierwszym razem przywiozła z Paryża tomiki nowel Guy de Maupasssanta. Jemu poświęciła pracę magisterską na romanistyce, a potem konsekwentnie tłumaczyła na polski jego nowele. Niebawem ukaże się piąty tomik.

    Plany na 20 lat

    W Szczecinie od prawie pół wieku mieszka przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie. W 70. rocznicę śmierci patronki zorganizowała spotkanie, by przypomnieć jej barwny życiorys.

    - Przyszło bardzo dużo osób - wspomina. - Ktoś zauważył, że piękna ulica ma szczęście nie tylko do patronki, ale i do ciekawych mieszkańców. Posypały się wspomnienia, anegdoty, opowieści. I tak narodziła się idea corocznych obchodów imienin ulicy. Cały czas myślimy o tym, by wydać książkę jej poświęconą.

    Planów ma dziesiątki. Przede wszystkim chce uporządkować archiwum fotograficzne, bo coraz częściej do niego sięga. Na świecie czarno-biała fotografia przeżywa renesans. Niedawno z Nowego Jorku i Tokio otrzymała prośby o udostępnienie zdjęć z lat 40. i 50. W czerwcu wybiera się do Nowego Jorku na uroczystości 10-lecia Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotograficznego. W Gdyni otworzy wystawę "Polski Paryż", w Lublinie będzie na Dniach Kultury Francuskiej, w Warszawie jej zdjęcia będzie można oglądać w Zachęcie na wystawie "Polska fotografia - dokumentaliści XX wieku", w Szczecinie przygotowuje wystawę "Album Rodzinny".

    Przyjdź, zobacz

    A co możemy obejrzeć na wystawie w Książnicy Pomorskiej?

    Na 225 zdjęciach Krystyna Łyczywek uwieczniła ludzi, wydarzenia, urodę szczecińskich domów, ulic, ogrodów, parków, ale i szpetotę podwórek. Są fotografie z podróży i ważnych spotkań. Wystawę wieńczy fotografia z 31 grudnia. Przedstawia kilka pań w mieszkaniu autorki. - Od paru lat sylwestry spędzam w grupie wdów - mówi. - Cóż, my kobiety żyjemy dłużej.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.gs24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo