MKTG SR - pasek na kartach artykułów

King Szczecin awansował do finału Orlen Basket Ligi. W stargardzkim kotle też był lepszy

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Kibice Kinga Szczecin w Stargardzie.
Kibice Kinga Szczecin w Stargardzie. Jakub Lisowski
King Szczecin w trzech meczach zakończył półfinałową serię w ekstraklasie koszykarzy. W czwartkowy wieczór pokonał w Stargardzie PGE Spójnię 88:75 będąc zespołem od początku do końca lepszym. W końcówce gospodarze zostali dobici rzutami z dystansu.

Spójnia bezwzględnie musiała rzucić w trzecim meczu serii wszystko, co potrafi na parkiet. Była pod ścianą po dwóch porażkach w Szczecinie. King w teorii miał więcej atutów, szerszą ławkę rezerwowych i bardziej ogranych zawodników. Spójnia to debiutant na tym poziomie. Wilki mając zaliczkę po domowych spotkaniach mógł sobie pozwolić na odrobinę luzu, ale zespół w ten sposób nie chciał podchodzić do meczu. Stargardzianie byli pod ogromną presją, ale mocno motywowali siebie do walki.

- King to nie są kosmici – pod takim hasłem Spójnia wypuściła przedmeczowy filmik, który miał głównie podbudować wiarę publiczności.

Ale chyba nie trzeba było grać w te tony, bo pół godziny przed meczem jedna z trybun była już wypełniona do ostatniego krzesełka. Na swoim sektorze pojawiła się też ok. 200-osobowa grupa sympatyków Kinga. 10 minut przed meczem przyjezdni rozpoczęli doping, a fani Spójni pogwizdali i poczekali ze swoim startem do prezentacji. Był kocioł, którego wszyscy oczekiwali.

W wyjściowych składach bez zmian po obu stronach. Mecz rozpoczął się idealnie dla Kinga, bo w pierwszych akcjach wsad zanotował Kacper Borowski, a za trzy trafił Avery Woodson. Pierwszy zazwyczaj potrzebuje pierwszego celnego rzutu, by grać na wysokim procencie, a Amerykanin w dwóch pierwszych meczach grał średnio. Spójnia też szybko zdobyła pierwsze punkty (Stephen Brown) i już w 3. minucie Karol Gruszecki rzucił na 6:5. Szczecinianie jednak szybko wrócili na prowadzenie, bo nie zawodziła skuteczność dystansowa (cztery trójki w odsłonie), a i było więcej cierpliwości w ataku. Najlepsza akcja kwarty – ta tuż przed końcem. King atakował, zbierał w ofensywie, piłka w pewnym momencie spadła na parkiet, a za nią sześciu zawodników obu drużyn, w końcu przejęli ją gości i trójką zakończył Andrzej Mazurczak. Poderwała się cała ławka zespołu.

Na początku drugiej kwarty King odskoczył (34:20), ale Spójnia cały czas chciała się szarpać i walczyć. Szukała jednak skuteczności, bo King do 15. minuty trafił 5 trójek, a gospodarze dwie, a oddali podobną liczbę rzutów. W 18. minucie trener Sebastian Machowski musiał jednak poprosić o czas. Jego podopieczni nie byli w stanie wykorzystać zadyszki gości, a gdy trafił Zac Cuthbertson to trzeba było porozmawiać z zawodnikami. Wynikowo nic to jednak nie dało, a gdyby Woodson rzucił z czystej pozycji – było było plus 18 dla Kinga. Za dużo złapał oddechu.

Do przerwy 43:28 to była duża różnica. King nie miał słabych punktów, tę samą energię prezentował w obronie i ataku, a gdy trzeba było – dodawał nutkę cwaniactwa. Spójnia przegrywała zbiórkę (12:26), popełniła więcej strat (8:5), ale przede wszystkim skuteczność z gry wynosiła ledwie 34 procent (przy 50 proc. Kinga).

Spójnia potrzebowała kwarty idealnej we wszystkich elementach, by wrócić do meczu. I choć rozpoczęła od czterech punktów, to reakcja Wilków zaboleć. W ponad minutę osiem punktów i prowadzenie 51:32. Gospodarze nie mieli już nic do stracenia i tak zaczęli grać. Jeszcze mocniej uszczelnili obronę i szukali szans w ataku. W 26. minucie Devon Daniels trafił za trzy (43:52) i trener Kinga Arkadiusz Miłoszewski zaprosił drużynę na naradę. To był jasny sygnał, że goście chcą kontrolować mecz. I to robił do końca odsłony, ale tę zakończyła trójka Danielsa dająca nadzieję w szeregi zespołu i na trybunach.

Nie można odmówić gospodarzom zaangażowania, próbowali się zbliżać, ale jednak było widać, że mają za mało atutów. King do bólu wykorzystywał swoje atuty, małe boiskowe przewagi. Na cztery minuty przed końcem Tony Meier trafił za trzy i King prowadził 78:62. Czas dla Spójni to był ten ostatni sygnał.

Trener Machowski na parkiet rzucił najszybszych graczy, ale i to nie pomogło. Zabrakło jakości, skuteczności, a King był tego dnia za mocny dla Spójni.

3. półfinał Orlen Basket Ligi

PGE Spójnia Stargard – King Szczecin 75:88
Kwarty: 18:23, 10:20, 23:17, 24:28.
Spójnia: Daniels 20 (3), Langović 7, Brown 10 (1), Gordon 6, Gruszecki 2 – Simons 3 (1), Kowalczyk 0, Łapeta 2, Stein 17 (1), Grudziński 8.
King: Woodson 13 (3), Mazurczak 11 (1), Borowski 5 (1), Ude ze 2, Cuthbertson 13 (1) – Mobley 7 (2), Kyser 8, Meier 12 (2), Nowakowski 4, Żołnierewicz 13 (2).

Stan rywalizacji: 0:3. King Szczecin awansował do finału i czeka na konkurenta. W drugiej parze Trefl Sopot prowadzi 2:0 ze Śląskiem Wrocław. Spójnia będzie grać o brąz (mecz i rewanż) z przegranym tej pary.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grosicki kończy karierę, Polacy przed Francją czyli STUDIO EURO odc.5

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński