Hernani, brazylijski piłkarz Pogoni: Nie obejrzę meczu o brąz

Łukasz Kasprzyk
Hernani (z prawej) jest smutny po wysokiej porażce Brazylii.
Hernani (z prawej) jest smutny po wysokiej porażce Brazylii.
Rozmowa z Hernanim, brazylijskim piłkarzem Pogoni Szczecin o występie jego rodaków na mistrzostwach świata.

- Jaka panuje atmosfera wśród twoich znajomych, rodziny po porażce z Niemcami 1:7?

- Moja rodzina jest w żałobie. Ja też. Wszyscy przeżyliśmy to bardzo głęboko w sercu, bo dla nas piłka nożna jest jak religia. Czekaliśmy na dobre wyniki.

- Na tytuł mistrza świata?

- Tak, choć wiedzieliśmy, że nie gramy najlepszej piłki. Mieliśmy dobrych zawodników, niezłe indywidualności, ale zabrakło gry zespołowej. W Brazylii dużo mówi się o tym, że kiedy drużyna traci bramkę, każdy zawodnik chce wziąć ciężar gry na swoje barki, a to czasami przeszkadza. W meczu z Niemcami brakowało też Neymara i środkowego obrońcy Thiago Silvy. Obaj bardzo dobrze grali do tej pory.

- Silva dyrygował formacją obronną. Komunikował się z kolegami, ustawiał.

- Wywoływał zawodników do gry, walki. Tego brakowało. Dla mnie mistrzostwa świata już się skończyły. Nie wiem, komu będę kibicował w finale. Jestem kilka lat w Polsce i wiem, jaki jest stosunek Polaków do Niemców, ale z drugiej strony jest Argentyna, za którą my nie przepadamy. Dla mnie najlepsze rozwiązanie, to gdyby kibice nie pozwolili rozegrać tego pojedynku (śmiech). Na poważnie: reprezentacja Niemiec bardzo dobrze wygląda w grze zespołowej, a po drugiej stronie jest Argentyna, która gra skuteczny futbol defensywny. Może to być dobre zestawienie. Natomiast spotkania o 3. miejsce w ogóle nie będę oglądał, bo dla mnie to za trudne przeżycie.

- Jeżeli wydaje się tyle pieniędzy na organizację imprezy, a reprezentacja przegrywa 1:7 w półfinale...

- Niektórzy kibice wylądowali w szpitalu. I nie ma czemu się dziwić, dla nich to religia. Są rodziny biedne, dla których jedyna radość to piłka nożna. Wszyscy czekali na MŚ i prezent od drużyny narodowej. Rozmawiam z rodziną, ludzie protestują na ulicach. Są zdenerwowani, ale życie toczy się dalej.

- Wiceprezes brazylijskiego związku piłkarskiego powiedział: nigdy więcej Luis Felipe Scolari nie będzie selekcjonerem. Znaleźliście sobie kozła ofiarnego?

- Scolari powiedział zaraz po meczu, że bierze to wszystko na siebie. Brazylia czuje ogromną presję na każdym poziomie futbolu, od reprezentacji po drużyny klubowe. Są kibice, którzy przychodzą na treningi i używają mocnych słów w stosunku do zawodników albo potrafią zadzwonić do domu i grozić: wiemy, gdzie twój syn chodzi do szkoły, a twoja żona do pracy. Teraz to wszystko skupiło się na reprezentacji.

- Zakończmy rozmowę trochę optymistycznie: brazylijska piłka przecież nigdy nie zginie.

- Oczywiście. Dostaliśmy mocną lekcję pokory. Potrafimy uczyć się na błędach, więc wyciągniemy z tego wnioski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie