MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ćwierć wieku więzienia za zabójstwo w Pobłociu i ukrycie ciała w szambie

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Oskarżony Artur M. przed Sądem Okręgowym w Słupsku z obrońcą Bartłomiejem Tutakiem. W sprawie oskarża prokurator Marcin Natkaniec z Prokuratury Rejonowej w Słupsku. Oskarżycielkami posiłkowymi są żona i córka zabitego Mariana M. Ostatnia rozprawa, wideokonferencja z biegłymi i ogłoszenie wyroku
Oskarżony Artur M. przed Sądem Okręgowym w Słupsku z obrońcą Bartłomiejem Tutakiem. W sprawie oskarża prokurator Marcin Natkaniec z Prokuratury Rejonowej w Słupsku. Oskarżycielkami posiłkowymi są żona i córka zabitego Mariana M. Ostatnia rozprawa, wideokonferencja z biegłymi i ogłoszenie wyroku Bogumiła Rzeczkowska
W piątek Sąd Okręgowy w Słupsku skazał na 25 lat pozbawienia wolności 34-letniego Artura M. z Pobłocia w gminie Główczyce. Oskarżony recydywista odpowiadał za zabójstwo Mariana M., ukrycie jego ciała w zbiorniku z nieczystościami i grożenie swojej partnerce, która była naocznym świadkiem zbrodni.

Prokurator żądał dożywocia, obrońca uznania przestępstwa za pobicie ze skutkiem śmiertelnym w obronie kobiety. Sąd jednak uznał, że 34-letni Artur M. popełnił zbrodnię zabójstwa. Chciał pozbawić życia sąsiada i to zrobił. Jednak oskarżony ma jeszcze szanse, by powrócić do społeczeństwa, a kara 25 lat więzienia odbyta w systemie terapeutycznym może mu w tym pomóc.

Ślady zbrodni

Marian M., 52-letni mieszkaniec Pobłocia w gminie Główczyce, zaginął 14 sierpnia 2021 roku. Dopiero 5 listopada 2021 roku policja znalazła jego ciało w przydomowym szambie 34-letniego Artura M. Sekcja zwłok wykazała, że mężczyzna miał zmasakrowane kości czaszki, a na szyi trzykrotnie zapętlony bandaż. Kości krtani i gnyki były uszkodzone.

Tymczasem podejrzewany o popełnienie zbrodni Artur M. wyjechał do Szwecji, gdzie wcześniej załatwił sobie pracę. Był poszukiwany listem gończym. Cały czas kontaktował się z Julią Ś., byłą już partnerką, naocznym świadkiem śmierci Mariana M.
Dzięki młodej kobiecie w grudniu 2021 roku policja zatrzymała Artura M., który wrócił do Polski. To u niego w domu doszło do zbrodni.
- Przyszedł pan Marian. Pili razem wódkę. Później Artur przysnął. Pan Marian zaczął się do mnie dobierać. Artur się przebudził i to widział. Zaczął się z nim szarpać. A później nie pamiętam, bo to wszystko działo się tak szybko. Na koniec Artur powiedział, że mam posprzątać krew – zeznała przed sądem Julia Ś.

Podobne były wyjaśnienia oskarżonego, który przed sądem przyznał się tylko częściowo:
- Gdy się ocknąłem, Marian stał nad Julią i ściągał z niej legginsy. Była bez koszulki. On sam też był rozebrany. Nie miał na sobie koszulki i spodni. Uderzyłem go. Kazałem przeprosić Julię i wypier… z domu. Zaczął szarpać Julię. Pan Marian był coraz bardziej agresywny i napalony. Nigdy go takiego nie widziałem. Odebrałem to jednoznacznie. Chciał mi kobietę zgwałcić! Ruszył w moją stronę. I poszło!

Oskarżony twierdził, że w chwili ukrycia ciała Marian M. już nie żył, bo nie oddychał, a puls nie był wyczuwalny. Utrzymuje też, że nie udusił ofiary bandażem. Użył go tylko do przetransportowania ciała.
- Włożyłem go w poszwę od kołdry, nogami do środka, a bandaż założyłem mu na szyję, żeby przetransportować zwłoki. Najpierw chciałem zadzwonić na policję, na pogotowie, ale byłem karany. Nie wiem, co mnie tknęło, żeby ukryć ciało. Jakiś odruch. I zawlokłem ciało na ogród, jakieś 20-30 metrów. Wrzuciłem do zbiornika. Zbiornik był zakryty włazem. Zamknąłem go z powrotem i przykryłem kamieniem. Poprosiłem Julię, żeby umyła podłogę. Powiedziałem jej, żeby zachowała to w tajemnicy, bo może mnie stracić na całe życie. Była przerażona. Nikt na co dzień nie widzi, jak człowiek zabija drugiego człowieka. Jego odzież spaliłem.

Artur M. utrzymywał też, że bił Mariana M. tylko pięściami, zaciśniętą ręką, a drugą dusił jego krtań. Nie użył żadnego narzędzia. Jednak Prokuratura Rejonowa w Słupsku oskarżyła go o to, że 15 sierpnia 2021 roku w Pobłociu, w warunkach recydywy, chcąc pozbawić życia Mariana M., wielokrotnie go uderzał nieustalonym twardym narzędziem tępokrawędzistym lub obłym oraz bił pięściami i kopał po głowie. Wywierał także nacisk na szyję pętlą utworzoną z bandaża. Następnie wrzucił Mariana M. do zbiornika z płynnymi nieczystościami, powodując jego śmierć w następstwie gwałtownego uduszenia. To wynika z opinii biegłej z zakresu medycyny sądowej - do spowodowania tak ciężkich obrażeń w obrębie czaszki i tkanki mózgowej musiało być użyte narzędzie, bo rany mają charakter miażdżenia.

Narzędziem tym mogła być ciężka popielniczka albo młotek brukarski. Nie wiadomo co, bo do czasu oględzin mieszkanie było już wielokrotnie wysprzątane.

Życie w gniewie

W mowie końcowej prokurator Marcin Natkaniec zażądał dożywocia. Najistotniejsze dowody to zeznania Julii Ś., wyjaśnienia oskarżonego, oględziny miejsca zbrodni i zwłok oraz wyniki sekcji. Prokurator zwrócił uwagę na opinię biegłych psychiatrów i psychologa, którzy wykluczyli, że Artur M. w chwili zbrodni był niepoczytalny.
- Powinniśmy oceniać czyn, a nie osobę oskarżonego. Jednak zgodnie z opinią biegłego psychologa Artur M. już wcześniej dopuszczał się zachowań z użyciem przemocy. Jest osobą dojrzałą, ma przeciętną inteligencję, rozumiał, co robi. Przez całe swoje życie żył w permanentnym gniewie w zasadzie do całego świata – mówił prokurator, zaznaczając, że oskarżony nadużywał alkoholu, zażywał środki psychoaktywne, po których reagował znaczną agresją. - Bardzo dobrze wiedział, co się stanie i bardzo chciał to zrobić. Działał w zamiarze bezpośrednim uderzając, dusząc i ukrywając ciało.

Prokurator zadał też pytanie, czy Artur M. rzeczywiście bronił Julię Ś., nakazując Marianowi M., by ten przeprosił Julię Ś.?
- Tak naprawdę nie chodziło o to, żeby bronić jej honoru, bo pokrzywdzony naruszył „własność” oskarżonego. Jak śmiał pokrzywdzony tak się zachować? Oskarżony całe życie kierował się tylko i wyłącznie swoim interesem. Wobec wszystkich przejawiał agresję. Zalegał w nim gniew. Gdy naruszone zostało jego poczucie wartości, postępował agresywnie. Żył w świadomości, że wszystko mu wolno – nakreślał prokurator sylwetkę oskarżonego. - Czy szanował swoją partnerkę? Czy zainteresował się na drugi dzień, co ona może przeżywać w związku ze zdarzeniem? Poszedł na mecz, pił z kolegami, a później wyjechał. Zostawił ją samą w domu, w miejscu, w którym zginął człowiek. On koncentrował się tylko na swoich odczuciach. Społeczna szkodliwość jego zachowania jest wysoka.

Natomiast adwokat Bartłomiej Tutak twierdził, że opis czynu powinien ulec zmianie, bo Marian M. w chwili umieszczenia w szambie już nie żył. Brak tez dowodów na uduszenie bandażem i bicie tępym narzędziem. To było pobicie w obronie koniecznej Julii Ś.
- Na oskarżonego trzeba spojrzeć w szerszej perspektywie. Mimo wszystko starał się wrócić do normalności, ułożyć sobie życie. Nie tkwił w nieustającym gniewie i negatywnym nastawieniu do świata. Chciał budować relacje rodzinne – mówił obrońca. -Współpracował z organami ścigania i sądem. Nie planował zabójstwa. Nie miał takiego zamiaru. Gdyby pan Marian M. opuścił dom, nadal by żył. Eskalacja konfliktu po obu stronach, alkohol doprowadziły do tej sytuacji i oskarżony za to bierze odpowiedzialność, ale tylko w zakresie, w jakim się dopuścił. Doszło do pobicia. Wymknęło mu się to spod kontroli. Wpadł w szał, w furię. Bronił Julię Ś. przed pokrzywdzonym. Zostałaby zgwałcona, gdyby nie reakcja pokrzywdzonego.

Obrońca wniosł o wymierzenie stosownej kary za pobice w obronie koniecznej Julii Ś. a za groźby – łagodnej kary. O to samo wniósł oskarżony,
- Jest mi naprawdę przykro, że do tego doszło – powiedział w ostatnim słowie Artur M.. - Chciałbym przeprosić rodzinę pokrzywdzonego – panią Bożenę, panią Martynę. Wiem, że słowo „przepraszam” nie zwróci życia panu Marianowi, ale jest mi z tym ciężko. Dostrzegam, gdzie popełniłem błędy, przyznałem się. Jestem osoba uzależnioną, nie działałem racjonalnie, lecz pod wpływem impulsu, stanąłem w obronie kobiety, która kochałem. Próbowałem funkcjonować na wolności, podejmowałem pracę. Jakoś mi nie poszło.

Kara

Artur M. został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo, a za wielokrotne groźby pozbawienia życia Julii Ś. - na rok. Kara łączna to 25 lat więzienia w systemie terapeutycznym. Na rzecz żony i córki Mariana M. sąd zasądził po 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Oskarżony ma zapłacić koszty sądowe w wysokości ponad 9,8 tysiąca złotych.

Sąd stwierdził, że Artur M. przyznał się, złożył wyjaśnienia, ale tylko do pewnego momentu był wiarygodny, przedstawiając swoją wersję.
- Nie zaprzeczał całkowicie, ale łagodził wydźwięk swojego zachowania – uzasadniał sędzia Jarosław Turczyn. - Jego zachowanie było o wiele bardziej impulsywne i drastyczne. Uszkodzenie kości i tkanki mózgowej w opinii biegłej musiało być spowodowane jakimś narzędziem. Oskarżony miał zamiar pozbawienia życia i go zrealizował w sposób szczególnie okrutny, choć nie w znaczeniu prawnym, ale w zachowaniu oskarżonego sąd dostrzega okrucieństwo.

Sąd wziął pod uwagę przyznanie się oskarżonego, wyrażenie żalu i skruchy, a także to, że istnieje szansa na poprawę i powrót oskarżonego do społeczeństwa.
- Nie jest to sytuacja, by orzec karę bezwzględnie eliminacyjną – mówił sędzia.

Wyrok Artura M. jest nieprawomocny. Julia Ś. natomiast w innym procesie została skazana za zacieranie śladów i niepowiadomienie o zbrodni na karę ograniczenia wolności.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grosicki kończy karierę, Polacy przed Francją czyli STUDIO EURO odc.5

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Ćwierć wieku więzienia za zabójstwo w Pobłociu i ukrycie ciała w szambie - Głos Pomorza

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński