MKTG SR - pasek na kartach artykułów

12 lat więzienia za poderżnięcie gardła w Szczypkowicach. Znieważany oskarżony zabił ze złości

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Proces 60-letniego Zygmunta P., oskarżonego o zabójstwo 72-letniego Stanisława Ś. w Szczypkowicach w gminie Główczyce. Biegli składają opinię, mowy końcowe i wyrok
Proces 60-letniego Zygmunta P., oskarżonego o zabójstwo 72-letniego Stanisława Ś. w Szczypkowicach w gminie Główczyce. Biegli składają opinię, mowy końcowe i wyrok Bogumiła Rzeczkowska
W środę Sąd Okręgowy w Słupsku skazał na 12 lat więzienia Zygmunta P., oskarżonego o zabójstwo Stanisława Ś. w Szczypkowicach. Mimo że morderstwo było okrutne, bo głowa ofiary została prawie odcięta, sąd wziął pod uwagę fakt, że pokrzywdzony wcześniej znieważał i uderzył oskarżonego.

To nieprawomocny finał zbrodni, która miała miejsce w Szczypkowicach w gminie Główczyce 21 stycznia 2023 roku. Prokuratura Okręgowa w Słupsku oskarżyła 60-letniego obecnie Zygmunta P. o to, że zadał 72-letniemu Stanisławowi Ś. pięć ciosów nożem. Pociął mu twarz i szyję, a jedna z ran szyi okazała śmiertelna. Pokrzywdzony miał przecięte tętnice i żyły szyjne, górne drogi oddechowe i niemal całkowicie przeciętą ścianę przełyku. To spowodowało masywny krwotok i gwałtowną śmierć Stanisława Ś.

Według opinii sądowo-medycznej śmiertelna rana musiała być zadana, gdy sprawca stał za ofiarą, odchylił jej głowę do tyłu i przeciągnął nożem po szyi. Oskarżony przyznał się do zabójstwa, ale jego wersja jest nieco inna.

Pomagał, lecz słyszał same pretensje

Tamtego dnia Stanisław Ś. razem z kolegą 42-letnim Andrzejem G. pracował dorywczo przy rąbaniu drewna. Mężczyźni ci często wspólnie spożywali alkohol. Razem z nimi pił także Zygmunt P., który pomagał Stanisławowi Ś. - palił w piecu, sprzątał w jego mieszkaniu, przygotowywał mu posiłki. Wtedy Stanisław Ś. po pracy razem z Andrzejem G. także zaczęli pić. Najpierw w mieszkaniu tego drugiego, a po dokupieniu kolejnych piw oraz wódki przenieśli się do mieszkania Stanisława Ś. Tam od jakiegoś czasu krzątał się Zygmunt P.

Jednak gospodarz uznał, że Zygmunt P. nie spisuje się dobrze jako, rzec można, darmowa pomoc domowa. Stanisław Ś. dogryzał mu z tego powodu. Po wypiciu alkoholu Andrzej G. wysłał Zygmunta P. do sklepu po kolejne piwa oraz wino. Na zakupy dał mu 20 złotych. Gdy Zygmunt P. był w sklepie, Andrzej G. i Stanisław Ś. rozmawiali o tym, że Zygmunt P. nie dołożył się do kupna wódki, którą wypił wspólnie z Stanisławem Ś., co go bardzo zdenerwowało. Po powrocie Zygmunta P. ze sklepu dodatkowo Stanisława Ś. zdenerwowało to, że ten pierwszy nie rozliczył się z reszty za alkohol.

Około godziny 20 Andrzej G. wyszedł z mieszkania. W tym czasie wciąż trwała kłótnia. Stanisław Ś. odgrażał się nawet, że zabije Zygmunta P. Uderzył go także w twarz. Wtedy właśnie Zygmunt P. chwycił za nóż i zadał najpierw cztery ciosy Stanisławowi Ś. w twarz i szyję, a następnie stanął za Stanisławem Ś., odciągnął mu głowę do tyłu i poderżnął mu gardło. Stanisław Ś. upadł na podłogę i się wykrwawił.

Po zabójstwie Zygmunt P. zmył z siebie ślady krwi, umył nóż, wyprał w pralce swoje ubranie, wysuszył na piecu, a później wyrzucił.
Przykryte ubraniami zwłoki Stanisława Ś. 25 stycznia znalazł sołtys Szczypkowic.

W złości chwycił nóż

Jednak wersja Zygmunta P. jest inna od ustaleń prokuratury. Oskarżony twierdził, że nie przykrył zwłok, nie umył noża, nie prał swoich rzeczy, a ubranie Stanisława Ś. nałożył już przed sprzątaniem, a nie z powodu śladów krwi. Zadał mu dwa, a nie pięć ciosów nożem.

- Znałem Stanisława Ś. od kilkunastu lat. Miał być moim szwagrem - wyjaśniał w śledztwie oskarżony, bo przed sądem już milczał.
Pomagał też Jerzemu Ś., bratu Stanisława i jego konkubinie Elżbiecie K., którzy mieszkali w tym samym domu. Oboje zmarli w czasie śledztwa, ale z ich zeznań wynikało, że nawet nie zorientowali się, że co stało się w mieszkaniu Stanisława Ś. Jerzy Ś. był inwalidą na wózku, a Elżbieta K. – niewidoma. Tamtego dnia Zygmunt P. także pomógł niepełnosprawnej parze, a później poszedł do pokoju Stanisława Ś. Ale gospodarz miał pretensje, że nie napalił w drugim pokoju, że nie przygotował posiłku, że nie umył talerzy.

- Złapał mnie za ubranie na wysokości klatki piersiowej i uderzył w twarz. Zaczął się drzeć. Nie raz dostałem od niego wpier… Zauważyłem nóż. I dwa razy nim pociągnąłem od lewej do prawej. Poczułem, że przebiłem mu szyję, podciąłem gardło. Nie wiem, po co zadałem drugi cios. Jakiś diabeł we mnie wstąpił. Zabiłem go odruchowo, w szoku – wyjaśniał Zygmunt P. na przesłuchaniach. - Zrobiłem to w złości, bo uderzył mnie w twarz. Ja mu pomagałem, a on tak mnie traktował. I posądził o kradzież, gdy zrobiłem mu zakupy. A ja za resztę kupiłem sobie cygaretki.

Zygmunt P. był już karany za jazdę po pijanemu i znęcanie się nad psem. W 2013 roku miał wypadek samochodowy. Wtedy stracił prawe oko. W opinii świadków zeznających w procesie to pokrzywdzony był bardziej agresywnym człowiekiem niż oskarżony.

Kara

W środę po przesłuchaniu biegłych psychiatrów i psychologa zakończył się proces. W mowach końcowych prokurator Robert Firlej domagał się kary 15 lat więzienia, podtrzymując argumenty z aktu oskarżenia. Jednak sam zaznaczył, że kary nadzwyczajne - dożywocie lub 25 lat więzienia – byłyby zbyt ostre. Prokurator twierdził, że po ciosach zadanych z przodu, oskarżony obszedł pokrzywdzonego, odciągnął mu głowę do tyłu i poderżnął gardło.

- Od pewnego momentu trudno mówić o impulsie. Powstał zamiar zabójstwa – argumentował prokurator. - Oskarżony jest osobą, która wzbudza współczucie, ale jest skłonny do agresji.

Robert Firlej domagał się też 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia za krzywdy na rzecz siostry pokrzywdzonego.

- Zygmunt P. nie planował zabójstwa – rozpoczął mowę obrońca oskarżonego adwokat Paweł Skowroński, przytaczając opinię biegłych, że Zygmunt P. nie jest człowiekiem agresywnym, ale też dobre opinie świadków o oskarżonym i złe o pokrzywdzonym. - Mieszkanie Stanisława Ś. to była klasyczna melina, a on sam był dokuczliwy i zaczepny. Skakał z rękami, wyzywał, potrafił dobijać się z siekierą.

Obrońca podważał też ustalone w śledztwie okoliczności zabójstwa, mając na uwadze siłę i charakter ofiary.
- Stanisław Ś. nie był całkowicie bezbronny, o czym świadczy przebieg zdarzenia. Prokurator mówi w myśl opinii biegłej, że Zygmunt P. zadał cztery powierzchowne ciosy, a piąty - gdy obszedł pokrzywdzonego i odciągnął mu szyję. Tylko że do tego potrzebne jest założenie, że Stanisław Ś. stoi i nic nie robi, Zygmunt P. ciacha go nożem, a później czekającemu jak baran na rzeź podrzyna gardło. Pan Zygmunt P. na Herkulesa nie wygląda. Wątpię, że Stanisław Ś. był bierny.

Obrońca podkreślił też, że pokrzywdzony miał ciągle pretensje do oskarżonego, a brat zmarłego zeznał w śledztwie, że słyszał dochodzące z mieszkania Stanisława Ś. okrzyki.
- Pozwolę sobie zacytować. W sądzie można. „Wypier…, spier…! Wezmę noża i pozabijam was” – obrońca przytaczał słowa nieżyjącego już świadka. - Zygmunt P. przychodził, pomagał za alkohol. Nie reagował na zaczepki, ale w końcu nie wytrzymał.

Obrońca wniósł o karę w dolnych granicach zagrożenia.

- O łagodny wymiar kary. To wszystko - tylko tyle powiedział oskarżony.

Sąd uznał, że Zygmunt P. jest winny zabójstwa Stanisława Ś. i wymierzył mu karę 12 lat więzienia. Jednak zadośćuczynienia nie zasądził, bo wniosek był za późno złożony, a poza tym pokrzywdzony też miał swój udział w zdarzeniu, przyczyniając się do powstania konfliktu.
- Zygmunt P. przyznał się do winy. Sąd miał na względzie tło zabójstwa. Do użycia noża doszło w czasie sprzeczki, gdy oskarżony był znieważony i uderzony w twarz - uzasadniała sędzia Aleksandra Szumińska. - Motywem działania była złość, bo Zygmunt P. pomagał pokrzywdzonemu, a zarzucono mu kradzież.

To, jak pokrzywdzony traktował oskarżonego, który nie miał środków do życia, sąd uznał za okoliczności łagodzące. Jednak sędzia podkreśliła też, że naganne zachowanie ofiary nie uprawniało do podjęcia takich kroków w celu rozwiązania konfliktu, a pozbawienie życia nastąpiło przez poderżnięcie gardła.

Wyrok nie jest prawomocny. Zygmunt P. pozostanie nadal w areszcie.

Sprawę Andrzeja G., początkowo podejrzanego o nieudzielenie pomocy pokrzywdzonemu i aresztowanego w styczniu 2023 roku na miesiąc, prokuratura umorzyła z powodu niepopełnienia przez niego przestępstwa.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: 12 lat więzienia za poderżnięcie gardła w Szczypkowicach. Znieważany oskarżony zabił ze złości - Głos Pomorza

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński