Zamiast spać nalewają drinki i trenują

Karol Wasilewski, kwasilewski@mediaregionalne.pl
Patryk Dzieszko i Przemek Marczuk na co dzień pracują w pubach...
Patryk Dzieszko i Przemek Marczuk na co dzień pracują w pubach... W. Wojtkielewicz
Udostępnij:
Wieczorami nalewają drinki, a potem - zamiast spać - trenują. To dlatego, że nie wystarczy "tylko" umieć żonglować. Trzeba jeszcze tak celować z latających butelek do fruwających szklanek, by zrobił się pyszny drink.

Gdy zaczynają swój taniec z butelkami, nie wiadomo, czy to zawodowi żonglerzy, czy barmani. Butelka z alkoholem wędruje po wszystkich częściach ich ciał. I nie dość, że jej nie stłuką, to jeszcze robią świetnego drinka.

W Europie norma

Pokazy barmańskie typu flair, bo tak się to fachowo nazywa, są coraz popularniejszą formą rozrywki na zachodzie Europy, a także w miastach zachodniej części Polski.

- W całej Polsce zajmuje się tym kilkaset osób - mówi Patryk Dzieszko. - Nie jest to łatwa rzecz, bo nie wystarczy, że masz niezły refleks i dobrze żonglujesz. Tyle daje ci szansę na pracę w... cyrku, a nie za barem. Tutaj oprócz podrzucania butelek, musisz jeszcze umieć zrobić coś dobrego do picia, profesjonalnie obsłużyć klienta i przy tym świetnie się prezentować. Tego trzeba się uczyć całe życie. To musi być pasja. Tym trzeba żyć i się... jarać.

Zarówno Patryk jak i Przemek "żonglowaniem drinkami" zajmują się od 3 lat Jak zaczęła się ich przygoda z flair?

- Większość ludzi odpowiada w takiej chwili, że oglądali popularny film z Tomem Cruisem "Cocktail" i na tyle ich zafascynowała rola grana przez amerykańską gwiazdę, że postanowili sami się tym bawić - śmieje się Przemysław Marczuk. - Ja zaś ucząc się w technikum gastronomicznym chciałem zająć się czymś niekonwencjonalnym. Przypadkowo trafiłem w internecie na film ze szkolenia barmańskiego z podstaw flair. Tak naprawdę jestem w tej dziedzinie samoukiem, a doświadczenie i motywację zdobywałem na konkursach. Czy pobiłem dużo butelek? Chciałbym mieć tyle złotówek na koncie, co stłuczonych szkieł w swojej karierze! - dodaje ze śmiechem.

Wspomniany film z Tomem Cruisem przyczynił się do popularyzacji sztuki barmańskiej. Chociaż znana była ona już na początku XIX wieku, to swój największy boom osiągnęła właśnie w latach 90. minionego stulecia, po olbrzymim sukcesie wspomnianej amerykańskiej superprodukcji. John Bandy - guru flairu barmańskiego, uczył Toma Cruise`a podstawowych sztuczek barmańskich przez trzy miesiące. Tylko na potrzeby kilku scen filmu "Coctail".

Treningi to drugi etat

- To niezwykle trudna sztuka - przyznają zgodnie obaj barmani. - Na treningi trzeba poświęcić naprawdę bardzo wiele czasu. Cały czas się dokształcać, szkolić... Dlatego wynajęliśmy pomieszczenie i tworzymy pierwszą profesjonalną salę treningową. Po pracy spotykamy się i jedziemy ćwiczyć. Codziennie! W weekendy poświęcamy temu nawet 8 godzin dziennie. Śmiało można powiedzieć, że to nasz drugi etat.

Dziś widać efekty mozolnej pracy

- Byłem na najbardziej prestiżowych imprezach flair - opowiada Przemek. - Ostatnio na Roadhouse World Challange. Przyjeżdżają tam najlepsi barmani z całego świata - z Wielkiej Brytanii, USA, Rosji, Francji, Czech, Włoch, Niemiec, ale także z bardziej egzotycznych krajów jak chociażby z Urugwaju. Zawody trwają zazwyczaj od jednego do dwóch dni.

Każdy musi przygotować swój własny "układ taneczny z butelką", czymś zaskoczyć, a do tego zrobić dobrego drinka. Oceniają nas profesjonalni sędziowie. Zaliczyłem także turnieje flair w Niemczech, Chorwacji i na Ukrainie.

Tam też konkurencja jest gigantyczna, a zawodnicy to klasa światowa. Od kogoś takiego człowiek uczy się niezwykle dużo. Takich umiejętności nie zdobyłbym nigdzie w Polsce. To tak jakby porównać polskiego malucha z mercedesem klasy S. Nie ten silnik, nie te osiągi!

Drogie hobby

Wyjazd na zagraniczny turniej flair to spory wydatek. Zawodnicy muszą odkładać pieniądze przez parę miesięcy.

- Za wszystko bowiem trzeba zapłacić samemu. Za przeloty, hotele, wyżywienie - wylicza Przemek. - To się robi z pasji, a pieniądze można przecież zarobić na weselach, czy jakichś imprezach okolicznościowych. Oczywiście, nagrody za turniej są, ale tylko dla trzech najlepszych na kilkudziesięciu startujących zawodników. I dostają je zazwyczaj ci barmani, którzy trenują już od siedmiu, dziesięciu lat. Mi się jeszcze nie udało, chociaż kilka razy zaszedłem naprawdę wysoko - mówi.

Być jak Tom Cruise

Barmani przyznają, że treningi i udział w zawodach sprawiają im, mimo sporych wydatków, równie ogromną frajdę. - Nie jesteśmy zakonnikami - opowiadają. - To jest branża rozrywkowa, więc i czas na rozrywkę musi być. Po zawodach zaczynają się balety do białego rana. Mimo że barmani zjeżdżają z całego świata, to umiemy się świetnie dogadać. Wśród nas nie ma bariery językowej.

Przemek ma 21 lat, a Patryk 25 lat. Obaj studiują zarządzanie i od kilku już lat pracują jako barmani. Obaj też nieźle zarabiają. Twierdzą, że robią to, co kochają.

- Zawód, który uprawiamy to teatr jednego aktora i arystokracja wśród klasy pracującej - żartują. Z czasem planują założyć profesjonalną szkołę flair, a następnie wyszukiwać, trenować i wspierać młode talenty.

Czytaj e-wydanie »

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie