Z miłości rzuciła rodzinę. Kilka miesięcy później już nie żyła

Tomasz Kubaszewski, redakcja@mediaregionalne.pl
sxc.hu
Córka widziała, że matka wróciła z sanatorium odmieniona. Przyznała się, że jest... zakochana. Rzuciła rodzinę i wyjechała z Pomorza na Suwalszczyznę. Kilka miesięcy później już nie żyła.

"Nie mów nikomu, że tak cierpię" - parę dni przed śmiercią matka napisała do córki w sms-ie. "Przegrałam" - zakończyła.

I ona, i on życie mieli już poukładane. Ona - mieszkanka województwa pomorskiego. On - rolnik z Suwalszczyzny, starszy od niej o cztery lata. Ona - dobrze zarabiający mąż, dwoje dorosłych dzieci. On - prosperujące gospodarstwo, pozytywna opinia we wsi, kochająca żona i czworo dzieci, z których najmłodsze miało 17 lat. W 2010 roku ich drogi się skrzyżowały. Spotkali się w sanatorium.

Miłość nami zawładnęła
46-letnia Krystyna problemy z kręgosłupem miała od wielu lat. Lekarze zalecali leczenie sanatoryjne. Jeździła więc od czasu do czasu na kuracje, ale wracała i życie toczyło się dalej. Znakomite stosunki z córką, troskliwa opieka nad wnukami, decydujące słowo w rodzinnych sporach, 27 lat małżeństwa.

Ale kiedy wróciła z sanatorium w 2010 roku, wszystko się zmieniło. I z córką nie chciała rozmawiać, i wnuki jej specjalnie nie interesowały. Tylko komórka w ręku i ciągłe pisanie sms-ów.
Wiele miesięcy później udało się odtworzyć, co wówczas pisała.

"Jestem daleko od ciebie, ale myślami z tobą. Tak bardzo cię kocham, pragnę i potrzebuję". Albo: "Myślę, że ta wielka miłość mnie zabije".

On odpisywał w podobnym tonie: "Miłość nami zawładnęła". Pewnego dnia Krystyna oznajmiła rodzinie, że znalazła gdzieś w Polsce pracę, że będzie sprzątać w hotelu i wyjeżdża na miesiąc. Mniej więcej w tym samym czasie rolnik z Suwalszczyzny - Zbigniew, wyjawił swojej żonie, że ma inną kobietę. Żona złożyła pozew o rozwód i wyjechała do swoich rodziców.

Faktycznie Krystyna nie podjęła żadnej pracy. Zamieszkała u Zbigniewa. - Jest wspaniale, niczego nie muszę robić na gospodarstwie, tylko piekę mu ciasta - relacjonowała później córce.
Po miesiącu wróciła do domu. Oznajmiła, że kogoś ma i chce sobie życie ułożyć na nowo. Ale zarówno córka, jak i mąż namawiali ją do powrotu. - Chciałem, żeby wróciła - mówił. - Nie była mi przecież obojętna. Może ją trochę zaniedbywałem, bo za dużo pracowałem i nie miałem dla niej czasu. Ona jednak pozostawała nieugięta.

W głowie rósł krwiak
W grudniu 2010 roku do córki Krystyny zadzwonił Zbigniew. - Ona odeszła - powiedział.
Córce wydawało się przez moment, że odeszła od niego, więc nie ma się czym przejmować, ale szybko zrozumiała, że matka nie żyje.

Kiedy policja przyjechała na miejsce, kobieta leżała w łóżku. Miała na sobie nocną koszulę. Wokół panował niemal idealny porządek. Wkrótce jednak okazało się, że na skórze widać jakieś otarcia. Sekcja zwłok nie pozostawiła złudzeń - kobieta zmarła wskutek urazu głowy. Lekarze uznali, że musiała upaść i uderzyć w twardą powierzchnię. Odpowiedź na pytanie, czy upadła sama, czy też np. ktoś ją popchnął, pozostawała bez jednoznacznej odpowiedzi. Prokuratura uznała, że doszło do tego drugiego. Wcześniej, zdaniem śledczych, Zbigniew usiłował swojej kochance wymierzać ciosy. Stąd charakterystyczne dla obrony przed uderzeniami otarcia naskórka.

Przeciwko mężczyźnie miało świadczyć także to, że nie wezwał żadnej pomocy. Zdarzenie rozegrało się najprawdopodobniej dzień wcześniej. Był alkohol, byli sąsiedzi. Nikt jednak żadnej kłótni między kochankami nie zauważył.

- Oni żyli, jak te dwa gołąbki - zapewniali ludzie. Powstały wskutek uderzenia krwiak podtwardówkowy rósł w głowie kobiety przez kilkanaście godzin. Zmarła następnego dnia. Prokurator oskarżył Zbigniewa o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyzna trafił do aresztu tymczasowego. Spędził tam siedem miesięcy. Do winy jednak się nie przyznawał.

- Nigdy nie było takich okoliczności, żebyśmy się pokłócili - zapewniał. - Kochałem ją nad życie, nigdy bym jej nie skrzywdził. Jaką wersję przedstawił? Owszem, pili alkohol. Potem poszedł spać. Kiedy się obudził, kobieta leżała obok niego. Narzekała na ból głowy. Chciał nawet wezwać pogotowie, ale ona się nie zgodziła. Rano zajął się pracą w gospodarstwie. Gdy wrócił do domu, Krystyna już nie żyła.

Do sądu sprawa trafiła po wielomiesięcznym śledztwie. Wyrok zapadł niedawno. Sąd Zbigniewa uniewinnił. Nie było bowiem przekonywających dowodów, że przyczynił się do śmierci swojej ukochanej. Równie dobrze mogła ona upaść sama, np. na schodach prowadzących do piwnicy. Biegli nie wykluczyli, że także wówczas mogły powstać otarcia naskórka.

Córka przypuszcza jednak, że do kłótni doszło. Bo matka tęskniła za rodziną i planowała powrót. "Jeśli odejdę, skrzywdzę jego" - pisała w jednym z sms-ów. - "Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie świata bez was".

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie