Totalna katastrofa. Legia sezonu już nie uratuje, ale ogrywając Spartak mogła zminimalizować dziury w... przyszłorocznym budżecie [ANALIZA]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Mocno - to Legia zjechała w krajowym rankingu w ostatnich miesiącach. Do tego stopnia, że dziś jest ligowym przeciętniakiem, a może nawet słabeuszem... A pucharowy pocałunek śmierci sprawił, że mimo wpływu z UEFA w wysokości nawet kilkudziesięciu milionów złotych, w przyszłym sezonie nie można wykluczyć także finansowych turbulencji.
Mocno - to Legia zjechała w krajowym rankingu w ostatnich miesiącach. Do tego stopnia, że dziś jest ligowym przeciętniakiem, a może nawet słabeuszem... A pucharowy pocałunek śmierci sprawił, że mimo wpływu z UEFA w wysokości nawet kilkudziesięciu milionów złotych, w przyszłym sezonie nie można wykluczyć także finansowych turbulencji. fot. polska/ press
Udostępnij:
Legia Warszawa spełniła, niestety, przepowiednię Michała Probierza o pucharowym pocałunku śmierci. Mistrzowie Polski w dobrym stylu przebrnęli kwalifikacje Ligi Europy, by potem runąć w przepaść. Pod względem sportowym już zaliczyli katastrofę. A i finansowo nie będzie tak różowo, jak wydawało się tuż po awansie do grupy LE.

Co prawda, niezależnie od wyniku meczu ze Spartakiem, przychód Legii z UEFA za występy w Lidze Europy (wraz z pieniędzmi z Market Pool) może nawet przekroczyć 50 milionów złotych, ale w rywalizacji ze Spartakiem na murawie leżoło dodatkowe niemal 1,7 mln euro (0,63 za wygraną, 0,55 za drugie miejsce w grupie, 0,5 za awans do 1/16 finału). W puli było zatem ponad 7,5 mln złotych, co jest o tyle istotnym wyliczeniem, że za ubiegły sezon z kasy Ekstraklasy SA - za wynik sportowy - Legia pobrała niemal 18 milionów PLN. Obecnie zaś o tych pieniądzach mistrzowie Polski z roku 2021 mogą zapomnieć, tytułu już przecież nie obronią...

Nie stanie się tak, nawet jeśli wygraliby dwa zaległe ligowe spotkania; choć po prawdzie nie wiadomo czemu mieliby nagle zacząć zwyciężać w krajowej lidze, skoro w 15 rozegranych meczach ponieśli aż 11 porażek? Mrzonką wydaje się w tym momencie, z uwagi oczywiście na mizerną grę, także sięgnięcie po Puchar Polski. A przecież ta ścieżka powszechnie jest wskazywane jako ostatni już sposób na uratowanie - dzięki awansowi do pucharowych kwalifikacji, które mogą zapewnić dobranie się do finansowego tortu UEFA - następnego sezonu.

Bramka co 99 minut

Po prawdzie, gra Legii wygląda w ostatnich miesiącach koszmarnie. A statystyki jeszcze gorzej. W sumie - w ekstraklasie, fazie grupowej Ligi Europy i Pucharze Polski - zespół z Łazienkowskiej rozegrał 23 mecze. Wygrał zaledwie 8, w tym dwa w krajowym pucharze z rywalami z niższych klas (a i to nie bez problemów). Resztę oddał przeciwnikom, bo „napoczęty” - nie umiał już nawiązać walki.

Liczby nie kłamią, a we wspomnianych 23 występach legioniści strzelili zaledwie 21 goli. Czyli średnio do siatki rywali trafiali co 99 minut. I to jest największy problem zespołu Marka Gołębiewskiego odziedziczony po Czesławie Michniewiczu. Stołeczna drużyna ma problem z kreowaniem bramkowych sytuacji, w wyniku czego gole strzela tak rzadko.

- Dostrzegam także ogromny problem mentalny, z którym trenerowi Legii - niezależnie od tego, kto będzie ją prowadził - trudno będzie uporać się nie tylko przed spotkaniem z Napoli, ale w ogóle w tym roku kalendarzowym - mówił nam Aleksandar Vuković już 21 października, przed występem Legii w Neapolu. Diagnoza postawiona przez Serba legitymującego się polskim paszportem okazała się, niestety dla Legii, trafna…

28 celnych strzałów. Tylko 28...

Ostatnio legioniści oddali 28 celnych strzałów. Ostatnio, czyli we wszystkich 5 ligowych starciach rozegranych pod kierunkiem Gołębiewskiego. A że tylko co siódme z tych uderzeń w światło bramki zapewniało gola, trudno o inny wniosek niż taki, że piłkarze ze stolicy - nawet jeśli celnie - uderzają z nieprzygotowanych pozycji. A to z kolei dowód, że w kadrze brakuje piłkarzy, którzy potrafią dograć kluczowe podanie. Josue pcha co prawda Legię do przodu, ale kreatywność Portugalczyka z reguły kończy się przed szesnastką rywala.

Zresztą, przy analizie katastrofy sportowej Legii trudno nie wrzucić kamyczka do ogródka dyrektora sportowego klubu, Radosława Kucharskiego. W oczy aż nadto rzuca się przecież - zwłaszcza po kontuzji Bartka Kapustki - brak lidera drugiej linii z prawdziwego zdarzenia.

Co w Legii robi Martins? Już Vuko chciał go wyrzucić...

Trudno za takiego uznać przecież zasiedziałego w Legii Andre Martinsa. A jeszcze trudniej zrozumieć przywiązanie mistrzów Polski do tego piłkarza, od zawsze mającego ograniczenia w grze do przodu. Tym bardziej, że już wspomniany Vuković zauważył, że ten aktor charakterystyczny niespecjalnie zainteresowany jest budowaniem team spirit. I tuż przed swoją dymisją wezwał Andre na rozmowę prosząc, aby menedżer zaczął mu szukać nowego pracodawcy. Zwolniony został jednak Aco, a Portugalczyk - jak należy zakładać - nie angażuje się w tworzenie atmosfery do dziś…

Mimo przytłaczającej momentami przewagi w posiadaniu (podczas kadencji Gołębiewskiego w PKO Ekstraklasie jest to od 66 do minimalnie 57 procent) legioniści nie bardzo wiedzą, co zrobić z piłką, kiedy zmienić tempo, w jaki sposób zaskoczyć rywala. Słowem, obrońcy tytułu nie mają pomysłu na grę … W Lidze Europy, paradoksalnie, było to prostsze do ukrycia - inicjatywę przejmowali bowiem rywale. A Legia mogła nastawić się na głęboką defensywę oraz kontrataki. Choćby przy wykorzystaniu najszybszego piłkarza w Europie - jak uparł się ostatnio prezes Dariusz Mioduski komplementując w ten sposób Lirima Kastratiego... Tyle że ten parametr, jeśli nawet ocena polega na prawdzie, rzadko przekłada się na istotne statystyki meczowe...

Michniewicz rozsądnie w rosyjskich mediach, ale...

- Dużym problemem była kontuzja Artura Boruca, którego miejsce zajął młody bramkarz. To dobry zawodnik, ale nie ma takiego doświadczenia, by móc pomóc drużynie w kluczowych momentach - mówił przed rewanżem ze Spartakiem Michniewicz w wywiadzie dla rosyjskiego portalu „MatchTV”. I ma absolutną rację. Choć przed sezonem i walką w pucharach chciał drugiego doświadczonego golkipera, to takiego transferu nie dostał.

Inna sprawa, że Michniewicz powinien i do siebie, wraz ze specjalistami od przygotowania motorycznego, mieć sporo pretensji. W ostatnich pięciu spotkaniach ligowych, czyli tych rozegranych już pod wodzą Gołębiewskiego mistrzowie Polski przebiegali w trakcie 90 minut rywalizacji mniej od każdego z rywali. Kolejno o 6,3 kilometra (Pogoń), 1,3 (Stal), 2,06 (Zabrze), 1,16 (Jagiellonia), 1,5 (Cracovia). Regularnie zatem wykonują mniejszą pracą od wszystkich przeciwników. I nie górują nad konkurentami także biorąc pod uwagę dystans przebiegnięty sprintem.

- Byłem zaskoczony, że zmiana szkoleniowca nie dała żadnego pozytywnego impulsu legionistom. Oznacza to bowiem, że nadal stosowano niewłaściwe bodźce treningowe - powiedział „Polska Times” wybitny polski fizjolog, Jan Chmura już przed rewanżem z Leicester. - Fundamentem jest zawsze poziom wytrzymałości tlenowej, który wpływa na szybkość regeneracji. Co widoczne jest zwłaszcza przy zwiększonej dawce gier, przy której piłkarze trenują rzadziej. I powinni też trenować zupełnie inaczej: zajęcia powinny mieć mniejszą objętość, za to podwyższoną intensywność. A że tak nie działo się w Legii - jej piłkarze w trakcie ostatnich miesięcy runęli z wysokiego piętra do piwnicy pod względem zdolności wysiłkowych…

Po(d)rzucony temat Dziekana?

Z Łazienkowskiej, gdzie głównym pomysłem na zażegnanie kryzysu - również wizerunkowego - jest ostatnio zatrudnienie trenera Rakowa Marka Papszuna (choć nie wszyscy przy Ł3 mają podzielać entuzjazm prezesa Mioduskiego w tej materii; ba, podobno w klubie pojawiła się nawet otwarta opozycja!) w pewnym momencie radzono nad doraźnym wzmocnieniem sztabu dowodzonego przez Gołębiewskiego. Konkretnie - wedle naszych źródeł - przez... Dariusza Dziekanowskiego (temat miał być sondowany/zaproponowany). Czyli w przeszłości jedną z najbardziej charyzmatycznych „dziesiątek” stołecznego klubu, późniejszego asystenta Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski, a obecnie komentatora Polsatu. Temat jednak nie wyciekł do medialnej obróbki i utknął (przepadł?) gdzieś w legijnych gabinetach…

Pytanie, czy nie powróci, skoro szanse na pozyskanie Papszuna już zimą są niewielkie? A do rewanżu ze Spartakiem - i generalnie mizerii w LE pod kierunkiem tego szkoleniowca - wychodzi na to, że sięgnięcie, zapewne także z przyczyn ekonomicznych, po niedoświadczonego Gołębiewskiego z rezerw było jednym z największych błędów Legii tego - niezwykle obfitującego przecież w pomyłki - sezonu...

Błąd systemowy, którego nie eliminuje zwolnienie trenera

Liczba błędów popełnionych w stołecznym klubie dziwi tym bardziej, że kłopoty pojawiające się przy łączeniu pucharów europejskich/eliminacji z rywalizacją na krajowym podwórku to w Legii Mioduskiego dosłownie codzienność.

Jacek Magiera zastąpił przecież Besnika Hasiego we wrześniu 2016 roku, już w trakcie rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów. „Magic” sam stracił robotę niespełna rok później, tuż po przegraniu kwalifikacji. Dean Klafurić nie dokończył eliminacji w roku 2018, zaś Aleksandar Vuković - w roku 2020. Michniewicz także - podobnie jak pięć lat wcześniej Hasi awansując do grupy (choć innego pucharu) - przyczynił się do własnej zguby.

Zważywszy na regularność tych kłopotów, może wreszcie ktoś w Legii pójdzie po rozum do głowy i zauważy, że powtarzające się problemy przerastają nie tylko szkoleniowców zatrudnianych przy Łazienkowskiej? A zwalnianie kolejnych trenerów wcale nie eliminuje systemowego błędu, który w tym roku wrócił ze zdwojoną siłą…

Zadałem to pytanie - publicznie - w Legia Training Center w dniu zatrudniania Gołębiewskiego. Doradcom prezesa Mioduskiego i dyrektorowi sportowemu. Na odpowiedź - czekam do dziś…

Adam Godlewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

k
kibice
"Ulubienicy Komuny" zyczymy spadku z extraklasy i finansowej plajty,a jej kibolom bandziorom wędrówki po wioskach do 4 ligowych rywali!
Z
Zbigniew Rusek
Zwolnienie Czesława Michniewicza bło nieporozumieniem. "Zamienił stryjek siekierkę na kijek".
Przejdź na stronę główną Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie