Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

„Shang. Kolce róży”. Marek Rudnicki wraca z nową powieścią

Agata Maksymiuk
Agata Maksymiuk
Marek Rudnicki jest dziennikarzem i redaktorem lokalnych tytułów prasowych. Przez lata związany z „Głosem Szczecińskim”. Wielokrotnie wyróżniany nagrodami dziennikarskimi. W swoim dorobku pisarskim ma takie tytuły, jak: „Szpony diabła”, „Remedium 111” czy „Bękarty bogów” i „Kołowrót dziejów”
Marek Rudnicki jest dziennikarzem i redaktorem lokalnych tytułów prasowych. Przez lata związany z „Głosem Szczecińskim”. Wielokrotnie wyróżniany nagrodami dziennikarskimi. W swoim dorobku pisarskim ma takie tytuły, jak: „Szpony diabła”, „Remedium 111” czy „Bękarty bogów” i „Kołowrót dziejów” Sebastian Wołosz
Rozmowa z Markiem Boszko Rudnickim, szczecińskim pisarzem piszącym książki political fiction, sensacja, kryminał, powieść historyczna.

Podobno najlepsze powieści szpiegowskie czy sensacyjne wychodzą spod pióra byłych agentów wywiadu. W Polsce łatwo wskazać przynajmniej dwóch takich autorów - Tomasz Turowski czy Vincent V. Severski. A skąd u pana wzięło się zamiłowanie do tajnych operacji i światowych intryg?

U nas, o czym się nie pamięta, protoplastą był „Konrad Wallenrod” Adama Mickiewicza. Niestety, zapatrzeni ślepo w kulturę anglosaską, pamiętamy jedynie Jamesa Bonda Iana Lancastera Fleminga. I w tym kontekście nie bez kozery nabiera znaczenia pytanie: Najlepsze powieści czy najbardziej wiarygodne? Marek Stelar w „Pryzmacie Literackim” ZLP zgrabnie to ujął: „Z literaturą (w aspekcie porównywania wartości jej odmian) jest nieco podobnie. Górale określają to prościej, za to dosadniej: Jeden lubi ser, a drugi, jak mu nogi śmierdzą”. Istota polega na tym, czy powieść dobrze się czyta, czy nie, czy język odpowiada czytelnikowi, czy go od książki odrzuca. W narracji sensacyjnej brak wiedzy powoduje, że staje się ona niczym papierowe podeszwy butów wyprodukowanych dla nieboszczyków. Najważniejsza jest więc połączenie wiedzy i wyczucia. A moje „zamiłowanie”, jak to łaskawie pani ujęła? Pomińmy to milczeniem.

Ostatnią serią „Vakho” przeniósł pan swoich czytelników na Kresy. Jednak nową powieścią zapowiada pan powrót do współczesności i świata bliższego światu bohaterów „Krwawego bursztynu”. Czy będzie to okazja do spotkania zupełnie nowych postaci, czy kontynuacja przygód tych już znanych?

Inne czasy, odmienne przeżycia, z mocnym zaznaczeniem tego, co obecnie dzieje się na świecie, ze swoistą raną, której przyczyną jest wojna w Ukrainie oraz napad Hamasu na Izrael. W tle istotny dla tych czasów wątek political fiction i rola polskich służb, które muszą manewrować pod naciskiem dużo większych przyjaciół. Jest też element zawodowo mnie interesujący - artificial intelligence, AI i rola komputerów kwantowych w procesach decyzyjnych sztabów armii. Nowi bohaterowie? Tak.

Pandemia to temat, który wielu twórców szybko wprowadziło do swoich historii po wybuchu prawdziwej pandemii. Jednym z głośniejszych przykładów, który zyskał uznanie, jest powieść Jakuba Żulczyka „Dawno temu w Warszawie”. Ale jest też sporo przykładów, które takiego uznania nie zdobyły i szybko przepadły, jak choćby „Lockdown” Roberta Ziębińskiego. Jak pan postanowił zmierzyć się z tym tematem?

Wbrew wcześniejszym zapewnieniom świata lekarskiego, wirus SARS-CoV-2 nie zniknął bezpowrotnie. Ciągle mutuje, a co do szczepionek pojawia się coraz więcej zastrzeżeń, że nie do końca są skuteczne i przynoszą szereg ubocznych skutków. Podobnie jak z wcześniejszymi pandemiami, groźne choroby zawsze znajdują zainteresowanie kręgów wojskowych. Jeśli z Wuhan zarazki zdołały wypełznąć na zewnątrz, to czy nie mogą tego uczynić z innych tajnych ośrodków badań? Jeszcze do niedawna myślałem, że nie ma takiego wirusa, który, atakując, przeobraża natychmiast ciało. Byłem naiwny, są, a to, co zobaczyłem, wstrząsnęło mną. Powszechna wiedza na ten temat jest więcej niż znikoma, a społeczeństwa uwierzyły, że żyją w drugiej Belle Époque. Postęp, nowe odkrycia, dobrobyt etc, a tuż za rogiem już drepcze z niecierpliwości ujawnienia się fin de siècle.

Nie ma pan obaw, że odbiorcy mogą być już zmęczeni wybuchami epidemii?

Raczej przyzwyczajeni, bo spowszedniały. Dlatego najnowsza moja książka, „Shang. Kolce róży”, nie dotyczy stricte jakiejś pandemii, choć ją syci i jest jej krwiobiegiem. Są w niej ludzie, przyjaźnie, zdrady i zmieniające się okoliczności geopolityczne, co przy obecnych relacjach europejskich, staje się prawdopodobne. A dlaczego? Coraz wyraźniejszy staje się bowiem brak instrumentów niwelowania nierównowag makroekonomicznych... Stop. Zapędzam się w przedmiocie. Zaręczam, w książce takich nudnych wywodów nie ma.

Teorie spiskowe lub teorie zupełnie nietypowe, które funkcjonują w rzeczywistości, są właściwą podstawą dla powieści? Niedawno znów głośno zrobiło się o tzw. płaskoziemcach. Amerykański raper B.o.B. zaczął zbiórkę środków na wysłanie w kosmos satelity, która udowodni jego rację. Historia intryguje, ale czy wykorzystanie jej w książce nie kryłoby pewnych zagrożeń? Tzw. niewłaściwych inspiracji?

Teorie spiskowe pozwalają w sposób łatwy do przyswojenia wyjaśnić to, co ukryte, a w konsekwencji zapewniają odbiorcom poczucie złudnego bezpieczeństwa. Bardzo łatwo je pomylić z wiarygodną konfabulacją, bo ta ma za zadanie ukrycie niewygodnych zdarzeń, pozornie je tylko odsłaniając. Przypomina to politykę. Najlepszym przykładem jest temat Unidentified Flying Object czy Ancient Aliens. Po ujawnieniu tajnych akt CIA, poświęconych zjawiskom i obserwacjom NOL, okazało się, że wiele wyśmiewanych dotychczas faktów, traktowanych jako bajeczki, wydarzyło się. CIA zapewnia, że to komplet tajnych dokumentów, ale specjaliści już dowodzą, że niekoniecznie, że stanowią jedynie kontrolowany przeciek. Taka sytuacja stanowi kanwę wielu powieści. Czy prawdopodobnych? Fizyk, Stephen Hawking, twierdził, że nie powinniśmy dążyć do komunikacji z obcymi, gdyż możemy napotkać cywilizację znacznie bardziej zaawansowaną od ludzkiej, która będzie widziała Ziemian w taki sam sposób, w jaki my widzimy bakterie. Z tego wypływa ukryty wniosek: wszystko jest prawdopodobne.

A skąd pan czerpie pomysły na opisywane intrygi? Czy zdarza się panu śledzić, czy może nawet angażować w różne nieoczywiste teorie?

Gary S. Becker i Richard A. Posner w „Nieoczywistości. Ekonomiczna teoria wszystkiego” wyjaśniają za pomocą teorii ekonomicznych wiele kontrowersyjnych problemów. W tym tak dalece z ekonomią niezwiązanych, jak skutki zalegalizowania poligamii, wizerunkową sztuczkę społecznej odpowiedzialności biznesu bądź faktu, czy wysoki poziom życia rzeczywiście służy demokracji. Takie coś z niczego. A pomysły u mnie? Rodzą się w trakcie pisania i tu też można dorabiać ideologię, skąd się tak naprawdę biorą. Z nieba?, od obcych?, a może jednak z mózgu, który nadal stanowi dla nas wielką niewiadomą? Nie wiem.

Czy jako autor czuje się pan uzależniony od danej tematyki? W mediach społecznościowych sporo rozpisuje się pan o polityce, ale też często udostępnia pan informacje związane z tym, co dzieje się lokalnie w Szczecinie.

To „sporo”, to przesada. Reaguję, gdy ewidentnie naciąga się fakty dla realizacji sobie wiadomych celów i zwyczajnie oszukuje Czytelników. Szczególnie przodują w tym socjal media, jedne z niewiedzy, inne celowo, a jeszcze inne, bo autorom ślina nakapała na klawiaturę. A odpowiadając, nie czuję się uzależniony od jednej tematyki, choć istnieją w literaturze autorzy, którzy cała swoją twórczość opierają na raz wymyślonym elemencie bądź bohaterze. Mam nadzieję, że ja tak nie jestem szufladkowany. Pewnie nigdy nie stworzę powieści w stylu Harlequina, co nie znaczy, że w dotychczasowych brakuje miłości. Jest, ale wyważona, a epatowanie genitaliami pozostawiam innym.

Czy Szczecin jest dobrym miejscem na rozegranie fabuły? W ostatnich latach przybyło tu autorów i przybyło książek, które angażują miasto i okolicę w akcję. Leszek Herman czy Marek Stelar to początek długiej listy. Panu zresztą też zdarzyły się w książkach epizody szczecińskie.

Każde miasto kryje tajemnice, ale nie każdy autor czyni to ze znajomością tematu. Ot, chociażby kryminał Krzysztofa Gawkowskiego, obecnie wicepremiera i ministra cyfryzacji, którego akcja umieszczona została w Szczecinie. Będę nieco złośliwy, ale jeśli z podobnym znawstwem tematu wspólnie z Leszkiem Millerem napisali wstęp do „Niezbędnika historycznego lewicy”... Nieważne, jestem zbyt drobiazgowy. Ujmę to tak - przed napisaniem kryminału o stolicy Pomorza Zachodniego wypadałoby trochę poznać Szczecin. Herman i Stelar robią to doskonale, autorzy spoza Szczecina już niekoniecznie.

A po książki jakich autorów pan najchętniej sięga? Ma pan listę tych, po których sięga się z przyjemnością, i takich, po których nie sięga się wcale?

Zbyt obszerny temat. Wspomnę tylko, nawiązując do początkowych pani pytań, że bardzo lubię styl zaprezentowany w „Operacji Rafael” przez Marcina Falińskiego, byłego oficera Zarządu Wywiadu, i Marka Kozubala, dziennikarza. Tandem sprawdził się, połączenie wiedzy i doświadczeń z dobrym piórem. Lubię twórczość Krzysztofa Bochusa, w której przemyca przedwojenny klimat Gdańska, Gdyni i Sopotu, wykazując się dużą znajomością tematu. Natomiast o dziełach, które odrzucają mnie już po kilku stronach, zmilczę. Powiem delikatnie - pewnym paniom pisarkom pewnie lepiej by wychodziło zajęcie się odmienną fabułą... Starczy.

Na zakończenie proszę zdradzić, kiedy będzie można sięgnąć po pana najnowszą powieść?

Zawsze polecam Internet, wystarczy wbić tylko nazwisko, a kiedy? Prawdopodobnie w połowie 2024 roku. A ze szczecińskich księgarń polecam wspaniałą „Sedinę”, która mieści się na rogu al. Wyzwolenia i ul. Felczaka w dawnym lokalu Związku Polskich Artystów Plastyków. Od lat prowadzi ją Jacek Paszkowski. To jedyne miejsce, w którym jest klimat, jakiego nie znajdzie się w księgarniach sieciowych.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dziwne wpisy Jacka Protasiewicz. Wojewoda traci stanowisko

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński