Rozmowa z Marią Kaczyńską na temat raka

Karolina Palczewska, MM Moje Miasto Warszawa
Wywiad został przeprowadzony w Belwederze podczas konferencji otwierającej Ogólnopolską Kampanię Profilaktyki Onkologicznej "Co wiem o sobie? Co wiem o tobie? Chcemy wygrać z rakiem", której patronuje Pani Prezydentowa Maria Kaczyńska.

- Czy w Polsce w 2009 roku rak to wciąż wyrok?
- Nie, na pewno nie. Medycyna ciągle idzie naprzód i przypadki, które kiedyś były wyrokiem, nie muszą już nim być. W dużej mierze wiele zależy od samego pacjenta. Teraz zaczynamy kampanię, która powinna uświadomić większości społeczeństwa, że badania profilaktyczne są potrzebne, nawet jak nic nie boli. Myślę tu także o sobie. Człowiek dziś nie ma czasu, mówi się "jutro". Czasami "jutro" jest za późno. Nikt nie ma czasu, wszyscy pędzimy - ja to rozumiem. Jednak chwilę trzeba znaleźć. Nie marnujmy swojej szansy.

- W ramach Narodowego Programu Walki z Rakiem wysyłane są do kobiet imienne zaproszenia na badania. Statystyki pokazują, że niespełna 10 proc. pań odpowiada na te zawiadomienia. Większość zaproszeń ląduje w śmietniku.
Hamulcem jest czasami odległość do gabinetu, do lekarza. Ale przecież mamy mammobusy, które są świetnie wyposażone i docierają nawet do mniejszych miejscowości. One czekają na kobiety, czekają na pacjentki, które zrobią sobie badania. Widziałam te "mobilne gabinety", można w nich zrobić mammografię i cytologię - badania niezwykle ważne dla zachowania zdrowia. Apeluję więc, by badać się, kontrolować, kiedy jest ku temu okazja. Drogie Panie, korzystajmy z tych możliwości. Mammobusy jeżdżą i będą jeździć, są też przychodnie specjalnie wyposażone. Po prostu trzeba się badać - nikt niczego mądrzejszego nie wymyślił.

- Sporo osób ma przeświadczenie, że rak to takie coś, czego lepiej nie ruszać, bo zrobi jeszcze większą krzywdę. Dlaczego ludzie boją się zgłaszać, dlaczego unikają badań, dlaczego bagatelizują swoje zdrowie?
- Nawet jak coś ich boli, rozwiązują problem tabletką. Nie robią badań, bo się boją wyników. Panie, ale też panowie, takich badań nie lubią - to zrozumiałe. Jednak należy robić badania, by nie skazywać siebie na gorsze cierpienia, nie skazywać także swoich najbliższych. Kiedy matka czy ojciec są chorzy, odczuwa to cała rodzina. Podobnie jest, gdy zachoruje dziecko. Cierpią wszyscy. Niekiedy ludzie doprowadzają się do naprawdę fatalnego stanu. Psychoonkolog Mariola Kosowicz mówiła o kobiecie, która zgłosiła się dopiero, gdy wręcz pękała jej pierś - to aż zahacza o ciemnotę. Ludzie często myślą, że skoro nic nie boli to jestem zdrowy, a nawet jak boli to liczą na to, że poboli i przestanie. Powstrzymuje ich swego rodzaju opór, strach, bagatelizowanie, mówienie "nie mam czasu". Wystarczy poświęcić dosłownie chwilę dla siebie i jest się pewnym, że nic mi nie jest. A jak okaże się, że coś jednak jest, to im wcześniej o tym wiemy, tym lepiej.

- Przed spotkaniem z panią, spytałam moje znajome, kiedy ostatnio się badały. Okazało się, że zaledwie jedna osoba pochyliła się nad swoim zdrowiem i udała na kontrolę. Co zrobić, by Polki poważniej traktowały swoje życie?
- Nie mogę w to uwierzyć! Jesteśmy przecież społeczeństwem uświadomionym. Może to lęk? Może skrępowanie? Badania są dość intymne. Może obawiają się bólu? Ale, np. badanie piersi trwa tylko chwilkę. Apeluję, byśmy koniecznie robiły badania. Wiele też zależy od mediów, które o profilaktyce onkologicznej powinny pisać jak najwięcej. Nawet, gdy pozornie nic się nie dzieje, nie jesteśmy sami w stanie stwierdzić, czy w środku też jest ok. Odkładamy wszystko na "jutro", "jutro" nigdy nie nadchodzi, albo jest już za późno.

- Najgroźniejsza jest choroba zbyt późno zdiagnozowana...
- Tak, gdy nowotwór nie jest w porę wykryty, gdy są już przerzuty, sytuacja staje się znacznie trudniejsza, a czasami wręcz krytyczna. Nawet najnowsza medycyna w niczym nie pomoże. Jeśli jednak w odpowiednim czasie się przebadamy - istnieje szansa na wyleczenie i żyje się wtedy dalej, normalnie aktywnie uczestnicząc w życiu.

- Pani bardzo angażuje się w tematy związane z onkologią, patronuje przedsięwzięciom profilaktycznym.
- Jestem zaangażowana w sprawy, które dotykają ludzi, są przyczyną ich nieszczęść, chorób, problemów. Dlatego też udzielam się w tej akcji i wspieram rozmaite ważne społecznie inicjatywy w Polsce.

- Gdy odwiedza Pani szpitale, kliniki na świecie, gdzie przebywają ludzie z nowotworami, czy widzi Pani różnicę między Polską a innymi krajami? Poziom jest wyrównany czy istnieje przepaść?
- Mamy na pewno mniej pieniędzy. Nie odstajemy jednak, jeśli chodzi o nowoczesny sprzęt, metody, leczenia, lekarzy. Kiedy moja przyjaciółka zachorowała na nowotwór, usiłowałam jej pomóc, szukając odpowiedniej placówki. Myślałam o ośrodkach w Londynie czy Szwecji. Okazało się, że polscy onkolodzy są na równym poziome, czasami nawet lepsi, stosują te same metody, te same leki. Poradzono mi wtedy Gdańsk. Nasi lekarze są dobrze wykształceni. Dam Pani przykład. Dwa lata temu byłam w Los Angeles w szpitalu dla dzieci chorych na nowotwory, który specjalnie nie różnił się od naszych szpitali.
.
- Co może Pani powiedzieć dzieciom, kobietom, Polakom, którzy otrzymali wyrok, wiedzą, że są ciężko chorzy, brakuje im nadziei.
- Jeśli mamy diagnozę, musimy się leczyć. Trzeba walczyć i wierzyć, że się uda. Niezwykle cenne są również filmy, takie jak "Szpital odzyskanej nadziei", pokazujące doświadczenia pacjentów, którzy zwyciężyli z nowotworem. To też udowadnia, że walka o zdrowie, o życie, ma sens.

- Jak na naszą mentalność, podejście do raka, ale też poziom onkologii w Polsce mogą wpływać decydenci, osoby publiczne?
- My możemy przekonywać i uświadamiać, że profilaktyka jest kluczem do zdrowia społeczeństwa, jak ostatnio przy okazji konferencji "Co wiem o sobie? Co wiem o tobie? Chcemy wygrać z rakiem" zorganizowanej w Belwederze przez Kancelarię Prezydenta RP. Jednak to rząd decyduje o finansach. Mamy teraz kryzys i obawiam się, by przy okazji nie przyszło komuś do głowy, by obciąć fundusze na badania profilaktyczne.

- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.
W 2008 r. Polsce na nowotwory zapadło 140 tysięcy osób, liczba ta w 2010 r. wzrośnie do 160 tys. Stanie się tak m.in. dlatego, że rośnie udział 65-latków i starszych osób w strukturze zachorowalności, poza tym nowotwór jest chorobą cywilizacyjną, która na całym świecie zatacza coraz szerszy krąg. Mimo świetnych specjalistów w kraju, w minionym roku zmarło 90 tys. Polaków, w 2010 r. umrze 100 tys. Głównym powodem jest zbyt późne zdiagnozowanie zmian nowotworowych. Podczas gdy w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych wczesne leczenie podejmuje się w 80 proc. przypadków, w Polsce wskaźnik ten wynosi zaledwie 20 proc. W skali Unii Europejskiej jesteśmy na samym końcu pod względem średniej przeżywalności chorych z rakiem, jak i wydatków na leki onkologiczne. Rocznie Czechy na jednego mieszkańca poświęcają 12 euro, Francja 22 euro, a Polska zaledwie 8 euro. Mężczyźni najczęściej chorują na nowotwory złośliwe płuc, jelita grubego, prostaty, pęcherza moczowego i żołądka. Rejestr Centrum Onkologii w Warszawie wskazuje, że wśród kobiet największa zachorowalność dotyczy raka piersi, jelita grubego, płuc, trzonu macicy, jajników i szyjki macicy.

W celu uniknięcia choroby oraz w walce z nią, nieocenione jest stosowanie profilaktyki onkologicznej na co dzień. Wystarczy uprawiać sport (przynajmniej półgodzinny spacer dziennie), unikać stresu, tytoniu i przypadkowych kontaktów seksualnych, ograniczyć picie alkoholu, opalać się z umiarem, nie lekceważyć chorób i stanów zapalnych, a także badać się, jeżeli w naszej rodzinie występował nowotwór.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie