MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pomorze Zachodnie choruje na otyłość. Zamiast diagnozy pacjenci słyszą, że mają mniej jeść

Katarzyna Świerczyńska
Katarzyna Świerczyńska
Pomorze choruje na otyłość. Zamiast diagnozy Pacjenci słyszą, że mają mniej jeść
Pomorze choruje na otyłość. Zamiast diagnozy Pacjenci słyszą, że mają mniej jeść archiwum
392 tysiące - tyle osób w regionie choruje na otyłość. Prawdopodobnie jednak większość z nich nigdy nie usłyszała takiej diagnozy.

Monika od ginekologa usłyszała, że się spasła. Andrzej nie mógł zrobić badania Holtera, bo w przychodni nie było odpowiednio dużego rękawa do pomiaru ciśnienia. Agnieszce lekarka rodzinna kazała mniej żreć i więcej się ruszać. Specjaliści zajmujący się leczeniem otyłości mówią wprost: ci pacjenci zamiast przykrych słów powinni usłyszeć zdanie: „Choruje pan/pani na otyłość”.

Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli na temat profilaktyki i leczenia otyłości nie zostawia na polskim systemie ochrony zdrowia suchej nitki. Liczby tylko częściowo uzmysławiają skalę problemu. NIK szacuje, że w Polsce na otyłość choruje około 9 mln dorosłych osób. Leczonych z tego powodu było niespełna 10 procent. Pacjenci są najczęściej kierowani jedynie do specjalistów zajmujących się powikłaniami otyłości, a nie istotą choroby. Biegają między gabinetami kardiologa, diabetologa czy ortopedy, zamiast trafić do poradni leczenia otyłości. Tylko na Pomorzu Zachodnim problem otyłości dotyczy 392 tys. osób. Aby uzmysłowić, jak bardzo są lekceważeni, wystarczy dodać, że w całym województwie jest tylko jedna karetka bariatryczna służąca do przewozu osób otyłych.

Według definicji Światowej Organizacji Zdrowia otyłość to choroba przewlekła, która nie ustępuje samoistnie i ma tendencję do nawrotów. Mało kto jednak tak ją postrzega.

- Aż 80 procent społeczeństwa uważa, że otyłość nie jest chorobą, a jedynie defektem kosmetycznym - tłumaczy prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości. - Nawet wielu lekarzy i dziennikarzy nie wierzy, że otyłość to choroba. Owszem, nazywa ją chorobą, bo tak każe poprawność, ale myśli swoje.

Jak złe jest mówienie osobom z otyłością, aby „coś ze sobą zrobiły”, pokazuje na przykładzie. - Nikt choremu na niewydolność tarczycy, której towarzyszy wytrzeszcz oczu, nie mówi: „Ogarnij się, nie gap się tak” - wyjaśnia.

Zdaniem prof. Wyleżoła musi nastąpić przewartościowanie odbioru choroby także na poziomie języka. Dlatego należy mówić: osoba chora na otyłość, osoba z chorobą otyłościową, osoba z nadmiernym BMI, pacjent.

Chorobę otyłościową można leczyć, ale wszyscy muszą współpracować

Chorobę otyłościową można skutecznie leczyć. Katarzyna Kupczyk z Gądna w powiecie gryfińskim trzy lata temu przeszła operację bariatryczną w szpitalu przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie. Jak mówi, wcześniej była w złym stanie zdrowia, miała też problemy z poruszaniem się. Jednak o tym, że otyłość można leczyć, dowiedziała się nie od lekarza, a od koleżanki, która wcześniej również przeszła zabieg bariatryczny.

- Operacja zmieniła bardzo dużo w moim życiu. Musiałam wymienić całą szafę, ale nie to jest najważniejsze. Obniżył mi się cukier, spadło ciśnienie i zaczęłam żyć bardziej aktywnie - wylicza i podkreśla, że sama trafiła na bardzo dobrych specjalistów, przyjaźnie nastawionych do pacjenta, przeszłam wszystkie badania, na każdym etapie o wszystkim byłam informowana. Ale na oddziale spotkałam też pacjentów, którzy mieli bardzo złe doświadczenia. Potrafili od swoich lekarzy usłyszeć naprawdę przykre słowa. Na przykład, że mają mniej żreć - opowiada Katarzyna Kupczyk.

Jak dodaje, to powoduje, że pacjenci boją się i wstydzą zgłosić z problemem otyłości do lekarza. - Nie ma otwarcia na pacjenta otyłego, wciąż postawa lekarzy zniechęca do tego, żeby naprawdę zacząć się leczyć - uważa. Chce, aby jej historia była inspiracją dla innych, że mimo wszystko warto o siebie zawalczyć i zgłosić się do specjalistów, którzy chorobą otyłościową się zajmują.
Dr Beata Modlińska, prezeska Zachodniopomorskiego Oddziału Wojewódzkiego Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce zwraca uwagę, na ograniczenia, z jakimi borykają się lekarze.

- Główny powód, dla którego nie wystarczająco monitoruje się stan zdrowia chorego z otyłością, to brak czasu jakim dysponuje lekarz rodzinny. Placówki POZ codziennie oblężone są pacjentami - mówi.

Jak podkreśla, lekarze POZ są szkoleni jak postępować z chorymi na otyłość, tylko że sami pacjenci rzadko rejestrują się z powodu chęci leczenia otyłości. - Jest to temat, który ja inicjuję. Mierzę, ważę, obliczam BMI, zalecam dzienniczek żywieniowy, omawiam aktywność ruchową. W większości przypadków pacjenci nie podejmują współpracy. I to chyba jest najważniejszy powód braku efektów leczenia otyłości - mówi dr Modlińska.

W Szczecinie pacjenci z otyłością mogą być kierowani m.in. do Poradni Chirurgicznej Leczenia Otyłości przy Poradni Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej USK nr 2 PUM w Szczecinie. Tu ratunek w postaci zabiegów bariatrycznych mogą znaleźć osoby, którym zmiana nawyków żywieniowych, odpowiednia dieta i więcej ruchu nie wystarczają. Tylko w ubiegłym roku wykonano tu 40 operacji.

- Takim zabiegom mogą się poddać jednak tylko określone grupy pacjentów, m.in. z bardzo zaawansowaną otyłością, u których choroba jest procesem długotrwałym, czyli nie krótszym niż 5 lat, a inne sposoby walki z nadprogramowymi kilogramami nie przyniosły oczekiwanych rezultatów - mówi dr n. med. Krzysztof Kaseja, który przeprowadza zabiegi z zakresu chirurgii bariatrycznej w szpitalu na Pomorzanach.

Jak wygląda kwalifikacja do takiego zabiegu?

- Pacjent zgłasza się do nas ze skierowaniem od lekarza rodzinnego i jest zapraszany na rozmowę, która pozwoli ustalić strategię leczenia. Następnie pacjent przystępuje do przygotowania się do zabiegu, co wiąże się z wykonaniem niezbędnych badań, konsultacji. Ważnym elementem jest także przygotowanie dietetyczne. Wszystko trwa do pół roku - mówi lek. med. Artur Wiski, koordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej z Pododdziałem Chirurgii Onkologicznej, gdzie zabiegi u pacjentów z otyłością są wykonywane.

Specjalista mówi o wysokiej skuteczności tej metody.

- Wśród osób, które podejmują aktywność fizyczną i stosują dietę, to na stałe chudnie około pięć procent, natomiast metoda chirurgiczna daje od 60 do 65 procent - wylicza Artur Wiski.

Raport NIK na temat leczenia otyłości wskazuje też na zbyt mały nacisk na samą profilaktykę. Polskie dzieci i nastolatki tyją najszybciej w Europie i jak mówią eksperci, widać to gołym okiem.

- Kiedy ja byłem w wieku szkolnym w klasie trzydziestoosobowej było jedno, góra dwoje dzieci z nadwagą. Dziś 30-40 procent ma z tym problem - mówi Kamil Biegański, trener pływania i nauczyciel wychowania fizycznego ze Szczecinka. - I to zaczyna się już w wieku przedszkolnym i pogłębia w szkole. Są przypadki, że dzieci w tym wieku mają problemy z układem krążenia. Kiedyś rzecz praktycznie niespotykana, poza chorobami wrodzonymi. To naturalnie skutek małej aktywności dzieci, jedzenia fast-foodów i spędzania godzin przed komputerem i komórką - uważa.

Koszty ponoszą wszyscy. Według raportu NIK koszty bezpośrednie związane z otyłością mogły w 2022 roku stanowić ponad 9 mld zł, a pośrednie prawie 27 mld zł, gdzie całkowite wydatki NFZ na ochronę zdrowia w 2022 r. wyniosły 133,6 mld zł.

Współpraca: Jolanta Gromadzka, Joanna Boroń, Rajmund Wełnic

od 16 lat
Wideo

Ceny warzyw i owoców w maju

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński