Podróż życia szczecińskiej pary nauczycieli. Odwiedzili osiem krajów na dwóch kółkach w dwa miesiące

Dariusz Zymon
Ewa i Krzysztof zawodowo nauczyciele, z pasji rowerowi maniacy. Tego lata odwiedzili osiem krajów, m.in. Włochy, Chorwację czy Bośnię i Hercegowinę.
Ewa i Krzysztof zawodowo nauczyciele, z pasji rowerowi maniacy. Tego lata odwiedzili osiem krajów, m.in. Włochy, Chorwację czy Bośnię i Hercegowinę. archiwum Ewy i Krzysztofa
Rower i czterdzieści stopni Celsjusza - mimo, że to nie najlepsze zestawienie to jednak niesamowita przygoda – przekonują Krzysztof i Ewa, para szczecińskich nauczycieli, która wyruszyła w wakacyjną podróż na dwóch kółkach. Ich trasa objęła łącznie osiem krajów, m.in. Włochy, Chorwację czy Bośnię i Hercegowinę. Nam opowiedzieli o tym, jak sobie radzili w czasie podróży i dlaczego nie było to tak „straszne” na jakie może niektórym wyglądać.

Od czego zaczęła się wasza rowerowa pasja ?

E. - Rower to nasze hobby, które złapaliśmy kilka lat temu po udziale w wycieczce organizowanej przez lokalną grupę „nature trip”. Pojechaliśmy bez żadnego przygotowania, chyba na najgorszych rowerach z możliwych (uśmiech). Po dwóch dniach wycieczki, zauważyliśmy, że takie krótkie wypady za miasto możemy organizować sobie sami. Efektem były coraz częstsze wypady na dwóch kółkach. W końcu tak się wkręciliśmy, że zaczęliśmy jeździć, co weekend, wybierając coraz śmielsze trasy (uśmiech).Wcześniej często podróżowaliśmy, odbywaliśmy piesze wędrówki po górach. Odwiedziliśmy również Grecję, którą zwiedzaliśmy autostopem. Zawsze były to aktywne wyjazdy, u nas nie ma miejsca na turystykę w wydaniu leżakowym, chociaż oczywiście w tym nie ma nic złego. Tak to się zaczęło.

Na pierwszy rowerowy cel wybraliście sobie Włochy.

E. - Tak, to była nasza pierwsza duża rowerowa wycieczka poza granicami Polski. Chociaż w zeszłym roku objechaliśmy spory kawałek naszego kraju. Zahaczyliśmy również Słowację, podczas rowerowego wypadu wokół Tatr.

ZOBACZ TEŻ:

Jak wyglądało samo zaplanowanie wycieczki ?

K. - Zaczęło się od planowania kilometrów do przejechania, których nawiasem mówiąc, miało być znacznie mniej. Gdzieś w Internecie natknąłem się na informację, że PKP planuje na wakacje otworzyć połączenie z Polski do Chorwacji. Plan zakładał przejazd z rowerami do właśnie do Chorwacji i tam zwiedzanie tego kraju na dwóch kółkach. Po objeździe mieliśmy spakować rowery i wrócić do Polski w ten sam sposób. Pomysł spalił na panewce wiosną, gdy przewoźnik odwołał trasę. Finalnie wyruszyliśmy z Monachium zwiedzając Austrię, Włochy, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Węgry, Słowację, Czechy. Czasami korzystaliśmy z promów.

Gdzie spaliście, jak wyglądała sprawa organizacji noclegów ?

E. – W dużej mierze chcieliśmy nocować na dziko. Nasze podróże po Polsce zawsze obfitowały w spanie pod chmurką. Ale w czasie wyjazdu zorientowaliśmy się, że za takie rzeczy grożą surowe finansowe kary. Dlatego częściowo musieliśmy z tego zrezygnować. Wynikało to również z tego, że pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie, teren był wymagający. Przejeżdżając przez Alpy pogoda potrafi zaskoczyć. Dni były upalne, noce burzowe i ulewne. W rezultacie spaliśmy trochę u znajomych, kilka dni pod chmurką, a tak to przeważnie na kempingach. Potrzebowaliśmy też miejsca, gdzie będziemy mogli naładować wszystkie elektryczne sprzęty - telefony czy powerbanki. Oczywiście, należy dodać, że możliwość wzięcia prysznica po całym dniu jazdy to też bardzo przyjemna sprawa (śmiech).

Prysznic to jedno, a co np. z praniem?

E. - Na takich wyjazdach pranie trzeba robić na bieżąco, nie można dopuścić do składowania ubrań. Przy takich temperaturach jakie mieliśmy - rzędu 40 stopni pranie schło bardzo szybko. Czasami nawet, zakładaliśmy mokre upranie na siebie (uśmiech).

A co z jedzeniem?

K. - Jeżeli chodzi o jedzenie to staraliśmy się gotować we własnym zakresie - zaopatrzyliśmy się w przenośny palnik. Był bardzo poręczny, wielkości półlitrowej butelki. Z jego pomocą mogliśmy szykować, co chcieliśmy. Trzeba było tylko dostosować się do tego jak działają sklepy. Np. we Włoszech, zwiodła nas sjesta, podczas której wszystkie sklepy i restauracje były zamknięte od 14 do 17. Oczywiście staraliśmy się też próbować lokalnych dań, z których słynie dany region. Oryginalna pizza we Włoszech smakuje zawszę trochę inaczej (uśmiech).

Taka podróż musi obfitować w różne niespodzianki, co was zaskoczyło najbardziej?

K. - Bośnia i Hercegowina. W Polsce mamy narzuconą kliszę na ten kraj. Panuje stereotyp, że to pogrążone w wojnie, biedne i niebezpieczne państwo. Rzeczywistość była zupełnie odmienna. To bardzo sympatyczny kraj z zabudową znacznie bardziej zadbaną, niż na przykład na Węgrzech. Na każdym kroku byliśmy pozdrawiani przez mieszkańców. Często pytali się nas czy nie potrzebujemy pomocy.

E. – Pamiętam też jak we Włoszech siedzieliśmy w kawiarni, podszedł na nas pan, który mówił po Polsku. Okazało się, że jest ze Szczecina - dokładniej z Trzebieży i od 30 lat pracuje we Włoszech. Zaprosił nas do domu, gdzie mieliśmy okazję porozmawiać. Podarował nam też kilka rzeczy na drogę. Myślę, że te największe niespodzianki są związane z ludźmi, serdecznymi i pełnymi ciepła.

A przez, który kraj jechało się wam najlepiej?

K. - Bez wątpienia najprzyjemniej jeździ się po Niemczech, Austrii i Włochach. Te państwa mają świetne warunki dla rowerzystów, niekiedy ścieżki rowerowe są nawet szersze, niż jezdnia dla samochodów. Po takich drogach jeździ się bardzo przyjemnie, rowerzysta może czuć się bardzo bezpiecznie. Natomiast najgorzej było Chorwacji, tam nie istnieje coś takiego jak pas rowerowy, trzeba jeździć po głównych ulicach w asyście aut.

Ludzie, których spotykaliście po drodze nie dziwili się, że zamiast polecieć samolotem czy nawet pojechać samochodem wybraliście rower?

E. - Ludzie, których poznaliśmy na kempingach bardzo się dziwi na naszą próbę podbicia Chorwacji na rowerach. Mówili, że znając infrastrukturę tego państwa nigdy by się na to nie zdecydowali. Najbardziej męczące było jeżdżenie przy autach. Staramy się zawsze unikać takich tras, tutaj jednak nie mieliśmy wyboru. Podobnie było w Bośni i Hercegowinie. Tam ludzie byli zdziwieni widząc cyklistów.

Co byście poradzili osobom, które też chciałby sprostać takiej wycieczce?

K. - Najważniejsze to używać dobrej mapy. My korzystamy ze strony mapy.cz. Jest to świetny serwis, w którym możemy wybrać tryb wycieczki - na przykład rowerowy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie