Od cudu do dramatu

    Od cudu do dramatu

    LEOKADIA LUBINIECKA

    Głos Szczeciński

    Aktualizacja:

    Głos Szczeciński

    Płk Emil Drogosław Czapliński, dowódca drugiego Pułku Piechoty i Korpusu Ochrony Pogranicza, komendant Garnizonu Lublin, uczestnik trzech wojen, jeniec

    Płk Emil Drogosław Czapliński, dowódca drugiego Pułku Piechoty i Korpusu Ochrony Pogranicza, komendant Garnizonu Lublin, uczestnik trzech wojen, jeniec oflagu, kawaler Krzyża Virtuti Militari V klasy i Orderu Odrodzenia Polski, Krzyża Niepodległości i trzykrotnie Krzyża Walecznych. Syn pułkownika Janusz i uratowany od linczu niemiecki pilot. Zdjęcie wykonane 31 lat temu. ©Archiwum rodzinne

    Była środa, 13 września 1939 roku. Centrum Lublina dymiło. Niemieckie bomby spadły na dworzec kolejowy, ulice Narutowicza, Okopową, Kruczą, Orlą.
    Płk Emil Drogosław Czapliński, dowódca drugiego Pułku Piechoty i Korpusu Ochrony Pogranicza, komendant Garnizonu Lublin, uczestnik trzech wojen, jeniec

    Płk Emil Drogosław Czapliński, dowódca drugiego Pułku Piechoty i Korpusu Ochrony Pogranicza, komendant Garnizonu Lublin, uczestnik trzech wojen, jeniec oflagu, kawaler Krzyża Virtuti Militari V klasy i Orderu Odrodzenia Polski, Krzyża Niepodległości i trzykrotnie Krzyża Walecznych. Syn pułkownika Janusz i uratowany od linczu niemiecki pilot. Zdjęcie wykonane 31 lat temu. ©Archiwum rodzinne

    Prezydent miasta wraz z urzędnikami ewakuowali się na wschód. Nie funkcjonowała straż pożarna ani policja. Przestały ukazywać się gazety. W mieście zapanował chaos.

    Władzę sprawował jeszcze płk Emil Czapliński, komendant Garnizonu Lublin. Tego dnia w okolicach Kraśnika, 50 kilometrów od Lublina, polski myśliwiec zestrzelił niemiecki bombowiec Do-17 z dywizji specjalnej I Floty Powietrznej Luftwaffe. Z czteroosobowej załogi uratowało się dwóch pilotów, którzy wyskoczyli na spadochronach.

    Jeszcze tego samego dnia zostali ujęci i stanęli przed pułkownikiem Czaplińskim. Dowódca garnizonu dobrze znał niemiecki i osobiście przesłuchiwał jeńców. W swoim prywatnym notesie zapisał nazwisko i adres niemieckiego pilota - leutenanta Eduarda Reitera. Zamierzał poinformować jego rodzinę, że żyje, jest cały i zdrowy.

    Uratowani od linczu

    Po przesłuchaniu pułkownik powiadomił o jeńcach generała Mieczysława Smorawińskiego, dowódcę Okręgu II Korpusu, który stacjonował w Lublinie niedaleko Komendy Garnizonu.

    Generał rozkazał przyprowadzić jeńców. Ponieważ odległość była niewielka, pułkownik kazał iść pieszo. Ale wiadomość o zestrzelonych niemieckich pilotach rozeszła się w mieście lotem błyskawicy. Przed komendą zebrał się tłum rozwścieczonych ludzi. Grozili jeńcom samosądem. Eskorta nie mogła sobie poradzić. Wtedy wyszedł pułkownik.

    - My, Polacy, walczymy szlachetnie. Na jeńcach się nie mścimy i postępujemy zgodnie z międzynarodowym prawem - oznajmił kategorycznie.

    Jeńcom wyjaśnił, że niemieckie samoloty zrzucają bomby na bezbronną ludność cywilną i tłum ma prawo do takich reakcji. Wystąpienie pułkownika uspokoiło ludzi. Jeńców doprowadzono do generała. Po przesłuchaniu obaj piloci napisali krótkie listy do swoich rodzin, a pułkownik obiecał, że je wyśle. Jeszcze tego samego dnia jeńców przewieziono do Przemyśla, ale już 21 września przejęła ich Armia Czerwona. Kpt. Reither złożył bardzo szczegółowy raport z wydarzeń. Wynikało z niego, ze po siedmiu dniach niewoli radzieckiej zostali przekazani Niemcom.

    I zdarzył się cud!

    Zaczęła się okupacja. Płk Czapliński, zgodnie z zarządzeniem władz okupacyjnych, zarejestrował się w lubelskiej Komendzie Garnizonu Wehrmachtu. Musiał się tam stale meldować.

    W jego domu został zakwaterowany pochodzący z Wrocławia kpt. Willy Riffler, oficer Wehrmachtu, dowódca dywizjonu artylerii. Pułkownik przeżył szok, gdy lokator oznajmił wprost, że na tej wojnie znalazł się z przymusu i że Niemcy będą jeszcze gorzko tej wojny żałować. Nie tknął niczego, nawet polskiego godła.

    2 lutego 1940 roku pułkownik trafił do oflagu. Jego żona Karolina zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Wstąpiła do organizacji Kadra Obrońców Polski. 10 stycznia 1941 r. została aresztowana, osadzona w więzieniu lubelskiego zamku i skazana na śmierć.

    I wtedy zdarzył się cud. Oficer gestapo powiedział jej: - Nas, Niemców, stać na wspaniałomyślność. Wiemy, że pani mąż ocalił życie niemieckim lotnikom. Jest pani wolna.

    Dramat pułkownika

    Opowiedz historię


    Zachęcamy naszych Czytelników do opowiedzenia nam historii osób z rodzinnych fotografii - tych sprzed drugiej wojny, ale także takich zrobionych w latach 40., 50. czy 60. XX wieku.

    Kontakt: e-mail: mara@gp24.pl; listownie pod adresami: "Głos Koszaliński", ul. Mickiewicza 24, 75-004 Koszalin; "Głos Pomorza", ul. Henryka Pobożnego 19, 76-200 Słupsk; "Głos Szczeciński", ul. Nowy Rynek 3, 71-875 Szczecin, z dopiskiem "Czar fotografii".
    Można też kontaktować się z dziennikarzami dyżurnymi: "Głos Koszaliński", tel. 094 347 35 99, "Głos Pomorza", tel. 059 848 81 24, "Głos Szczeciński", tel. 091 481 33 49.



    5 lutego 1945 r. płk Czapliński został wyzwolony z obozu Grossborn-Rederitz na Pomorzu. Od razu dołączył do polskiej armii. Po wojnie wrócił do swojego garnizonu.

    Wtedy zdarzyła się tragedia. W 1947 r. został zwolniony z wojska po 34 latach nienagannej służby, bez prawa do emerytury i noszenia munduru! Powodów nie usłyszał. Domyślił się ich jednak szybko.

    W Wielką Sobotę 1947 r. w przemówieniu do żołnierzy porównał odrodzenie Polski do zmartwychwstania Chrystusa. Nazajutrz wraz całym pułkiem uczestniczył w mszy rezurekcyjnej. Dwa dni później zakończył służbę w Ludowym Wojsku Polskim.

    Został bez środków do życia

    24 lata później napisał list do kpt. Reithera. Wkrótce przyszła odpowiedź. Niemiecki pilot przeżył wojnę, ale został inwalidą. Jego kolega zginął. Pułkownik nie spotkał się z kapitanem. Zmarł w zapomnieniu w 1976 roku. Miał 84 lata. Ale kontakt z uratowanym pilotem podtrzymał syn pułkownika - Janusz.

    O wojennych przeżyciach pułkownika Czaplińskiego opowiedział nam jego bratanek, emerytowany żołnierz Marynarki Wojennej, Janusz Czapliński z Ustki. On, jako najstarszy w kolejnym pokoleniu, przechowuje rodzinne pamiątki i dokumenty. Ma dwóch synów: Emila i Romana oraz córkę Karolinę. Wszyscy mają imiona po swoich przodkach. Taka jest rodzinna tradycja. Teraz pamiątki i dokumenty Czaplińskich przejmie jego nastarszy syn, mieszkający w Szkocji Emil.

    Do drugiej wojny rodzina Czaplińskich mieszkała na terenach obecnego województwa małopolskiego, lubelskiego i podkarpackiego. Po wojnie los rozrzucił ich po kraju. Kazimierz, brat pułkownika, w ramach powojennej akcji osiedleńczej trafił z rodziną najpierw w okolice Kościerzyny, a potem do Ostródy.

    Ps. Dzieje dowodzonego przez płka E. Czaplińskiego pułku zostały opisane w książce Henryka Żelewskiego: "Dzieje bojowe 8 Pułku Piechoty Legionów w walkach obronnych 1939 r.". Wydawnictwo KUL, Lublin, 1984.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo