MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Michał Sokołowski po meczu z Bośnią i Hercegowiną: Nadal nic nie osiągnęliśmy

OPRAC.:
Łukasz Konstanty
Łukasz Konstanty
Michał Sokołowski (z prawej) zdaje sobie sprawę, że zwycięstwa z Węgrami i Bośnią i Hercegowiną nic jeszcze naszej reprezentacji nie dały.
Michał Sokołowski (z prawej) zdaje sobie sprawę, że zwycięstwa z Węgrami i Bośnią i Hercegowiną nic jeszcze naszej reprezentacji nie dały. Fot. PAP/Zbigniew Meissner
Reprezentacja Polski koszykarzy w drugim meczu grupy B prekwalifikacji olimpijskich pokonała w Gliwicach Bośnię i Hercegowinę 85:76. - Nadal nic nie osiągnęliśmy – powiedział Michał Sokołowski, który zdobył 22 pkt, miał siedem zbiórek, pięć asyst i przechwyt.

Dobre wrażenie z tego zwycięskiego meczu, który do pewnego momentu wydawał się jednym z najlepszych rozegranych przed kadrę w ostatnich tygodniach, popsuła nieco jego końcowa część, kiedy to rywale, przegrywający w połowie czwartej kwarty już 57:80, zmniejszyli straty do jednocyfrowej różnicy (76:83).

- Końcówkę zagraliśmy fatalnie. Całe szczęście, że mieliśmy tak dużą przewagę, że nie zdążyliśmy jej roztrwonić. Musimy grać mądrzej, bo nie wypada, żeby tak nierozsądnie zachowywać się na boisku w pewnych momentach – przyznał Sokołowski, który tego dnia, wraz z kapitanem zespołu Mateuszem Ponitką, był najlepszym strzelcem Biało-Czerwonych.

Michał Sokołowski: Popełnialiśmy mniej błędów

Te fragmenty nie mogły jednak odmienić korzystnego dla Polaków wyniku. Drużyna trenera Igora Milicicia od początku grała znakomicie, często trafiając z dystansu (do przerwy dziewięć celnych na 18 rzutów za trzy, w całym meczu 14/32) i dobrze zorganizowaną obroną zmuszając rywali do rzutów z mało komfortowych pozycji.

Sokołowski wystąpił w głównej roli, szczególnie do przerwy, kiedy to w pierwszych akcjach zespołu trafił dwie trójki na 6:0, a w końcówce drugiej kwarty, gdy przyszedł chwilowy kryzys w grze, kolejnymi dwoma celnymi rzutami z dystansu oraz zbiórką w ataku i asystą do Mateusza Ponitki na samo zakończenie tej odsłony sprawił, że prowadzenie Biało-Czerwonych przed zejściem do szatni wzrosło z 40:36 do 50:37. W pierwszych 20 minutach wychowanek MKS Pruszków uzyskał 19 punktów, trafiając m.in. pięć z siedmiu trójek.

- Dobrze dzieliliśmy się piłką, wszyscy zostawili serce na parkiecie. W porównaniu do inauguracyjnego spotkania walczyliśmy o każdą zbiórkę pod bronionym koszem. Nie daliśmy im wywalczyć zbyt wiele piłek w tej strefie. Dobrze korzystaliśmy z fauli, przerywając grę rywalom. Przy tym popełnialiśmy mniej błędów niż we wcześniejszych meczach. Na samym końcu spotkania najważniejszy jest wynik. Wygraliśmy i po dwóch dniach mamy bilans 2-0. Dużo było dobrych akcji, dobrych momentów, w których potrafiliśmy się podnieść po mocniejszym nacisku, gonitwie ze strony rywali - ocenił.

Słabszy mecz Aleksandra Balcerowskiego

Środkowy polskiej reprezentacji Aleksander Balcerowski chwalił z kolei grę drużyny w defensywie. - Wygraliśmy mecz, który miał być najcięższym w turnieju. Wykonaliśmy kawał ciężkiej pracy, zwłaszcza w obronie - zauważył.

Przed meczem z Bośnią i Hercegowiną zawodnik euroligowego Panathinaikosu Ateny podkreślał, że każdy powinien zagrać na sto procent możliwości. W poniedziałek tak rzeczywiście było w wykonaniu większości zespołu. Można powiedzieć, że jedynie on sam, bohater inauguracyjnego spotkania z Węgrami (22 pkt), nie pokazał pełni swojego potencjału. Zdobył osiem punktów, trafiając tylko jeden rzut z gry (1/5 za dwa, 0/3 za trzy) i sześć z ośmiu wolnych, miał siedem zbiórek, dwie asysty, dwie straty i trzy faule. Starał się wyciągać graczy przeciwnika spod atakowanej tablicy, koncentrując na sobie ich uwagę.

- Nie mogłem się dziś wstrzelić do kosza. Nie wpadały rzuty – ani trójki, ani spod kosza. Próbowałem się przełamać, ale widziałem, że nie idzie. Czasami są takie mecze, że bez względu na to jak się starasz, nie możesz nic zrobić. Próbowałem więc dać jak najwięcej w obronie, kreować grę dla innych. Najważniejsze, że wielu kolegów pociągnęło wynik, nawet jeżeli ja dzisiaj byłem słabszy. Pokazali się zawodnicy z ławki i to powinien być nasz atut także w kolejnych meczach – skomentował Balcerowski, dla którego było to 64. spotkanie w reprezentacji. Zdobył w nich 603 punkty.

Przed nami mecz Polska - Portugalia

Drużynę Milicicia po dniu przerwy czeka kolejne ważne spotkanie – z Portugalią, która ma bilans 1-1 i wciąż szanse na premiowane awansem do półfinału miejsce w czołowej dwójce grupy B. Polacy (2-0) muszą je wygrać, by na tym etapie turnieju w Gliwicach postawić kropkę nad i.

- My nadal nic nie osiągnęliśmy. Dalej mamy tutaj trzy mecze do wygrania - zwycięstwa nad Węgrami oraz Bośnią i Hercegowiną niczego nam nie gwarantują. Teraz skupiamy się na środowym meczu z Portugalią – zakończył Sokołowski, którego bilans w reprezentacji Polski to 107 spotkań i 828 punktów.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szymon Grabowski: Miejsce Lechii jest w ekstraklasie, Arki również

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Michał Sokołowski po meczu z Bośnią i Hercegowiną: Nadal nic nie osiągnęliśmy - Sportowy24

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński