Kto dostanie wrak?

Michał Fura, 16 listopada 2004 r.
Sławek Ryfczyński
Rozpoczęła się walka o wrak niemieckiego, unikatowego transportera z czasów II wojny światowej. Każdy z trzech chętnych ma na niego ogromną chrapkę, bo zdaje sobie sprawę jak atrakcyjne turystycznie są od jakiegoś czasu militaria z czasów wojny.

Chętnych na wrak jest trzech. Świnoujskie Towarzystwo Naukowe im Karola Estreichera, Muzeum Narodowe w Szczecinie oraz gmina Dziwnów.

Kto przygarnie wrak, a tym samym zyska bardzo ciekawy zabytek historyczny - tego dowiemy się najwcześniej za miesiąc. Na razie ma go Wojewódzki Konserwator Zabytków w Szczecinie.

Gra warta świeczki

Wydobycie wraku od początku budziło ogromne emocje wśród miłośników historii i militariów. Okazało się (co niektórzy znawcy przypuszczali od początku), że to model SdKfz 7/2, czyli unikat. Niemcy wyprodukowali takich modeli w czasie wojny zaledwie 123. Zaledwie, jeśli weźmie się pod uwagę siłę i uzbrojenie niemieckiej armii.

Do tego dochodzi jeszcze jeden historyczny "smaczek" - razem z tym wydobytym w Dziwnówku na świecie są w sumie cztery takie modele. Jeden stoi w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Wydobyto go dwa lata temu z rzeki Pilicy. Dwa następne są już natomiast poza granicami Polski - jeden w muzeum w Brukseli, drugi gdzieś na terenie Stanów Zjednoczonych.

O tym, że wrak ma wyjątkową wartość świadczy choćby zainteresowanie nim ze strony osoby z niemieckiego miasta Mainz. Był obecny podczas wydobycia. Gdy tylko zobaczył jak wygląda wyciągnięte podwozie od razu chciał dać za niego 20 tys. euro. Najprawdopodobniej był tam w charakterze pośrednika, którego wynajął któryś z zagranicznych kolekcjonerów.

Były w Afryce i Normandii

Modele SdKfz 7/2 brały udział w walkach niemal na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Półgąsienicowy pojazd świetnie sprawował się na przykład w Afryce, w niemieckiej Afrika Korps. Ale nie tylko. Transportowiec był też w składzie 2. Pancernej Dywizji SS "Das Reich" podczas lądowania aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku. Ze względu na małą liczbę egzemplarzy w ogóle, w Normandii było ich też niewiele - zaledwie 9.

Trzech chętnych

To Wojewódzki Konserwator Zabytków zdecyduje komu z trzech oferentów oddać wrak. Wszyscy złożyli już na piśmie swoje pomysły na to, w jaki sposób zamierzają wykorzystać wrak, jeśli trafi właśnie do nich.

- Pod uwagę brane będzie to, co dany oferent zamierza zrobić z wrakiem, w jaki sposób go wykorzystać i bardzo ważna rzecz - czy ma pieniądze na jego odrestaurowanie - mówi Paulina Kubacka - Szymczak z biura Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Ruina czy odnowa?

Są dwie możliwości: wrak można ustawić na betonowym postumencie, jako pozostałość po minionej wojnie. Tyle, że taka ekspozycja nie będzie zbyt atrakcyjna. Nawet jeśli podwozie zostanie oczyszczone, to i tak będzie to tylko podwozie, które nie robi specjalnego wrażenia.

Najlepszym rozwiązaniem jest renowacja transportera. Ale to kosztuje. I to bardzo dużo.

Wstępne szacunki poczyniło już świnoujskie Towarzystwo Naukowe im. Karola Estreichera. Według jego prezesa Piotra Piwowarczyka, odbudowa samej kabiny kierowcy kosztować może wstępnie około 20 tys. euro.

- Mam kontakt z osobą, która zajmuje się takimi sprawami. I takie są niestety koszty - mówi Piotr Piwowarczyk.

Odnowienie całego pojazdu do takiego stanu, w jakim był w czasie wojny (razem z silnikiem, żeby mógł jeździć) może kosztować nawet pół miliona złotych. Zaś same prace potrwać mogą nawet kilka lat.

- Nie chodzi tylko o to, że w tym czasie szukalibyśmy sponsorów. Same prace wymagają czasu i zaangażowania specjalistów - mówi Piotr Piwowarczyk. - Nasze towarzystwo ma spore kontakty z osobami, które się tym zajmują. Już rozmawiamy wstępnie z ewentualnymi sponsorami. Na przykład z Maybachem, czyli firmą, która w czasie wojny produkowała silniki do takich pojazdów.
Według Piwowarczyka to najlepszy, choć długotrwały, sposób na zagospodarowanie wraku.

- Muzeum nie znajdzie pieniędzy na jego rekonstrukcje, tak jak nie znalazło na odnowienie takiego samego wraku znalezionego w Pilicy. Szkoda zabytku - mówi Piotr Piwowarczyk. - A prace renowacyjne to przy okazji znakomita lekcja historii. Mogą z niej skorzystać wszyscy zainteresowani pasjonaci.

Gdyby wrak trafił do Świnoujścia, stanąłby gdzieś w pobliżu Fortu Gerharda. Byłby częścią większej kolekcji, w której już są armata morska 100 mm, a także haubica 120 mm oraz kilka mniejszych elementów uzbrojenia niemieckiego z czasów II wojny światowej.
Dziwnów, który też chciałby otrzymać wrak, nie ma aż takich planów i takiego rozeznania. Przynajmniej na razie.

- Wysłaliśmy wniosek. Nie podjęliśmy natomiast jeszcze decyzji, czy chcielibyśmy go zrekonstruować. Zdajemy sobie sprawę z ogromnym kosztów - mówi Grzegorz Jóźwiak, zastępca burmistrza gminy Dziwnów. - Natomiast mamy wielu ludzi, byłych i obecnych wojskowych, którzy pasjonują się militariami i znają się na nich. Myślę, że dzięki nim, sama rekonstrukcja byłaby o wiele tańsza, niż gdyby zajmowała się tym jakaś firma.

Gmina chciałaby, żeby wrak stanął na terenie ośrodka sportów wodnych, gdzie obecnie znajdują się niewielka ekspozycja przedmiotów związanych z militariami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie