Ks. Tadeusz Balicki: Naszym sukcesem jest każdy chłopak, który u nas był i mówi o Salosie bardzo pozytywnie [ZDJĘCIA]

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Oskar Kalenik w poniedziałek podpisał kontrakt z Pogonią Szczecin i kto wie, czy jeszcze w tym sezonie nie zapracuje na debiut w elicie. Gdyby tak się stało – będzie kolejnym wychowankiem Salosu Szczecin w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.

- Kolejnych dwóch byłych piłkarzy Salosu Szczecin - Krzysztofek i Kalenik może zagrać w Ekstraklasie. To niesamowite, ile tak mały klub wypuścił zawodników, którzy zagrali na najwyższym poziomie. Rudol, Matynia, Kowalczyk, Lipski, Murawski, Starzyński, Pawłowski, Lisowski, Flis – napisał twitterowy użytkownik Adam.

Salos to bez wątpienia czołowa akademia piłkarska w Szczecinie, choć o innym profilu od innych. Ale z sukcesami. Najbardziej znani wychowankowie to Filip Starzyński (obecnie Zagłębie Lubin), Patryk Lipski (Lechia Gdańsk) czy Sebastian Kowalczyk (Pogoń). W kolejce czekają następni.

Redaktor Wojciech Parada naliczył się 16 wychowanków Salosu, którzy grali lub grają w ekstraklasie, I bądź II lidze. Najwięcej z nich trafiło z Salosu do Pogoni (właśnie Kowalczyk czy Kalenik) i tu poprzez występy w ekipach juniorskich, rezerwach trafiali do pierwszej drużyny lub szukali szczęścia poza Szczecinem.

To jeszcze dodajmy, że Salos – jako stowarzyszenie – funkcjonuje w Szczecinie od 27 lat, ale początki ruchu salezjańskiego w mieście były w latach 80. XX wieku.

Trener Adam Gołubowski na Twitterze wątek wychowanków Salosu w ligach centralnych skomentował słowami „Najważniejszy jest szef... dobry szef, czyli ks. Tadeusz Balicki. Gdyby nie odszedł na kilka lat ze Szczecina Salos dawałby zawodników do Bundesligi, a nie Ekstraklasy...”.
Ks. Tadeusz Balicki, prezes SL Salos Szczecin: Co mogę powiedzieć? Jeżeli mówi to osoba, która nie tylko się zetknęła z Salosem, ale też kształtowała wizerunek Salosu w mieście, to po prostu jest to bardzo miłe. Uważam, że nawet biorąc pod uwagę perspektywę czasu – to przedstawił prawdziwy obraz. Dziś – ogólnie – bardzo trudno o prawdę, więc tym bardziej doceniam. Muszę powiedzieć, że takie dowody czy opinie radują, podnoszą na duchu. To jest też najlepsze potwierdzenie, że Stowarzyszenie Lokalne Salos wychowuje, ale też pięknie szkoli, a przecież to jest w założeniach naszego stowarzyszenia. Najważniejsze w Salosie jest wychowanie poprzez sport, dlatego tak bardzo cieszą nas nasi wychowankowie w ekstraklasie czy innych ligach, bo wiemy, jak trudno do tych klubów się przebić. Powiem też jako kapłan – jeśli ktoś dodatkowo dotknie kwestii wiary i swoją postawą daje wzorowe świadectwo, to jest to mój największy sukces. A koncentrując się tylko na sporcie - sukcesem reklamowym dla nas jest każdy chłopak, który u nas był, który nie kryje tego i mówi o Salosie bardzo pozytywnie. I dodam, że nie tylko o piłkarzy chodzi, bo mógłbym wymieć też wielu trenerów, którzy w Salosie zaczynali pracę, a teraz są np. związani z Pogonią.

Czy ksiądz ma rejestr piłkarzy, którzy przewinęli się przez Salos i debiutują w najwyższych ligach w Polsce. Są obserwowani?
Tak, oczywiście. Mógłbym wymienić wszystkich naszych trenerów czy wychowanków, którzy pracowali z nami od początku naszej działalności w Szczecinie, ale możliwe, że zabrakłoby w „Głosie” miejsca (uśmiech). Cały czas prowadzimy ewidencję zawodników, obserwujemy ich rozwój, postępy, gdzie trafiają. Myślę, że i Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej prowadzi takie statystyki i takie dane posiada. Wszystko jest pod kontrolą.

Salos nie ma obecnie żadnej drużyny w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów.
Bez wątpienia straciliśmy na reorganizacji rozgrywek w najstarszej grupie wiekowej, którą przeprowadził dwa lata temu PZPN. Do czasu reformy mieliśmy swój zespół juniorów starszych w CLJ. Gdyby dalej funkcjonowały dwie grupy, to myślę, że mając naszą wiedzę, potencjał i bazę sportową, mając pewne organizacyjne możliwości, a także dzięki wsparciu miasta – dalej byśmy w tej lidze grali. Nie bylibyśmy tam tylko po to, by być, ale realizowalibyśmy sens istnienia Salosu – wychowanie poprzez szkolenie. Owocem szkolenia jest naturalna rywalizacja i pokazywanie się w rozgrywkach ogólnopolskich. Sportowo nie poradziliśmy sobie w tamtym sezonie, ale przypomnę, że z każdej grupy spadało 10 zespołów, co już na starcie stawiało nas w bardzo trudnej sytuacji. Rywalizowaliśmy z akademiami klubów znacznie bogatszych czy bardziej doświadczonych. Teraz moim marzeniem, jako prezesa zarządu stowarzyszenia, ale i też wszystkich trenerów czy zawodników oraz rodziców jest dostać się do Ligi Makroregionalnej, która jest przedsionkiem CLJ. Nasze szkolenie właśnie idzie w tym kierunku.

Czy przy tak zmieniającym się społeczeństwie Salos wciąż jest atrakcyjny dla młodych ludzi, rodziców?
Domyślam się, że chodzi panu też o aspekt wartości religijnych, który jest przecież mocno związany z naszym stowarzyszeniem. To ja powiem tak: wychowywanie to jest zawsze towarzyszenie. Właśnie w Salosie istotą jest towarzyszenie na drodze rozwoju, wskazywanie właściwych kierunków. Ale kwestia wiary nie jest jakimś przymusem. Powiem z pewną satysfakcją – jeśli nasza obecność, także księży, praca, a więc to, co nam wskazał nasz patron św. Jan Bosko - wychowanie do wiary przez sport – zostaje pozytywnie odbierane przez sportowców czy rodziców, to jest to dobry owoc.

Który z piłkarzy Salosu jest dla księdza wzorem do naśladowania?
Trudne to zagadnienie, bo kwestia bycia człowiekiem jest bardzo obszerna. Ale jak prosi mnie pan o wyróżnienie kogoś, to z pełną satysfakcją chcę wskazać Patryka Lipskiego, który obecnie reprezentuje Lechię Gdańsk czy też obecnych piłkarzy Pogoni - kapitana Pogoni Sebastiana Kowalczyka oraz Huberta Matynię. Raduje się moje serce widząc, że to, co ci zawodnicy zyskali w Salosie – procentuje w ich życiu i karierze.

Czy okres pandemii koronawirusa, a więc i zawieszenia działalności sportowej uwidocznił problemy z którymi Salos będzie musiał się zmierzyć?
Jak każdy dobrze zorganizowany klub, stowarzyszenie czy organizacja sportowa musieliśmy odpowiedzieć na wyzwania, które wcześniej nie były przewidziane. Myślę, że daliśmy radę. I u nas mieliśmy wirtualny kontakt z zawodnikami, rodzicami, a gdy już przyszedł moment odmrożenia, to od pierwszego dnia ruszyliśmy z normalnym funkcjonowaniem i widzieliśmy wspaniały odbiór i duże oczekiwania dzieci, młodzieży i rodziców na tę sytuację. To było dla nas piękne doświadczenie, choć trudne, ale tak jak powiedział św. Jan Paweł II „To życie jest piękne, dlatego, że jest trudne”.

Rozmawiał Jakub Lisowski

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie