Gwiazda głośnej produkcji "Lekcja Miłości". Poznajcie Jolantę Janus, niezwykłą szczeciniankę

Małgorzata Klimczak

Wideo

Zobacz galerię (16 zdjęć)
Jolanta Janus nigdy nie myślała, że zostanie gwiazdą. Wychowywała dzieci, zajmowała się domem, a w wolnej chwili pisała wiersze i śpiewała piosenki. Dzisiaj ma za sobą rolę w filmie i występy na scenie. Zawsze elegancka, zadbana i zakochana.

Jaka jest Pani prywatna „Lekcja miłości”?

Zauważyłam, że dziewczyny za szybko mówią słowo „tak”, a trzeba się dobrze zastanowić. Ja powiedziałam to słowo za szybko i poniosłam konsekwencje. Trzeba się przyjrzeć, skąd partner pochodzi, jaką ma rodzinę, czy u niego w rodzinie była przemoc domowa. Jeżeli tatuś lał mamusię, to bardzo możliwe, że syn będzie robił to samo, bo oglądał to jako dziecko. Walczę o to, żeby dzieci nie wychowywały się przy takich rodzicach, bo to jest tragedia dla dziecka. Ja to wszystko przerobiłam we własnym życiu. Gdyby chodziło tylko o alkohol, to może udałoby się jakoś z tym sobie poradzić, ale z alkoholem wiąże się więcej problemów. Mój mąż zawsze mnie przepraszał i prosił o wybaczenie, a ja mu wszystko wybaczałam przez 40 lat i w ten sposób minęły moje najlepsze lata. Kiedyś byłam w nim zakochana, ale on mi wybił tę miłość przemocą i alkoholem. Miałam sześcioro dzieci, ale potem doszłam do wniosku, że mam siedmioro dzieci, ponieważ musiałam jeszcze dokładać finansowo do męża i w zasadzie go utrzymywać. Nie musiałam chodzić do cyrku i do teatru, bo miałam cyrk i teatr w domu. Moja koleżanka Lodzia, która występuje w filmie, wycierpiała mniej ode mnie, ponieważ ona wyrzuciła męża po pierwszym uderzeniu. Ja za każdym razem wybaczałam, bo Bóg kazał wybaczać, wszyscy wokół kazali wybaczać, a i mój charakter też kazał wybaczać.

I nagle pojawił się w Pani życiu Wojtek.

Minęło już trochę lat od poznania, ale pamiętam, że jak zaczęłam chodzić do kawiarni Cafe Uśmiech, spoglądałam trochę na Wojtka. Po pierwsze, mało było tancerzy, po drugie, tancerze byli bardzo wstydliwi, więc musiałam nieraz zamówić białe tango, żeby dziewczyny się wzięły za mężczyzn, a po trzecie, zauważyłam, że dziewczyny też siedzą. Któregoś dnia wzięłam do tańca jednego pana, który miał bardzo chore nogi. Zaproponowałam, że on będzie stał w miejscu, a ja będę koło niego tańczyć. Było bardzo fajnie, a jak wróciłam do stolika, dziewczyny zażartowały: aleś się natańczyła. Ale ja się cieszyłam, że mogłam uszczęśliwić człowieka. Starałam się jakoś łączyć w pary dziewczyny z panami, bo wszyscy byli trochę nieśmiali, zawsze tak robiłam. W młodości na prywatkach też. Dopóki nie poznałam swojego męża Bogusia. A w Cafe Uśmiech zauważyłam Wojtka i on też mi się przyglądał, ale sama do niego nie podchodziłam, a jak grali białe tango, to go nie było. Na początku trochę żartowaliśmy, ja mówiłam do niego po włosku, on do mnie po szwedzku, potem powoli zaczęliśmy się spotykać. Polubiłam Wojtka, bo był spokojny, kulturalny. Wielu mężczyzn chciało, żebym do nich zadzwoniła, ale ja wyrzucałam te numery telefonów, bo nie myślałam o tym, żeby zdradzać męża. Wtedy cały czas miałam w głowie, że małżeństwo jest na dobre i na złe. Któregoś dnia zadzwonił do mnie Wojtek. Zdziwiłam się, bo nie dawałam mu mojego numeru. Moja koleżanka musiała to zrobić. Wojtek wtedy zapytał, czy nie mogę mu pomóc, bo ma rękę na temblaku. Nie chciałam iść sama do obcego mężczyzny, więc wzięłam siostrę. Faktycznie miał rękę w gipsie, a ja, córka pielęgniarki, nie mogłam mu odmówić pomocy. I tak zbliżyliśmy się do siebie.

ZOBACZ TEŻ:

A mąż we Włoszech.

Tak, ale ja mu kiedyś powiedziałam, że jak będzie mnie tak źle traktował, to kiedyś go zdradzę. On się śmiał i mówił do mnie: „kto cię weźmie?”. No i znalazł się taki, co mnie wziął. Jestem z nim szczęśliwa. Kochamy się. On jest bardzo wrażliwy i czuły. Zastąpił mi ojca i matkę, którzy ciężko pracowali i mało bywali w domu. W dzieciństwie nie miał mnie kto przytulić, a ja zawsze marzyłam, jako mała dziewczynka, żeby mnie ktoś przytulił. Babcia też nie miała czasu nas przytulać, bo było nas pięcioro w domu. Mimo to cudownie wspominam młode lata. Pamiętam, że w dzieciństwie zawsze marzyłam o złotej lalce i pisałam o niej wiersze i piosenki.

Kiedy podjęła Pani decyzję, że zostawia męża i zostaje z Wojtkiem?

Pojechałam do domu we Włoszech, jeszcze miałam nadzieję, że będzie dobrze. Moja córka mnie ściągnęła, bo powiedziała, że ojciec przestał pić. Miałam nadzieję, że tak się stało, ale niestety. Już samo przywitanie było nieprzyjemne, co widać na filmie. I tak było codziennie. Zrozumiałam, że czekam 40 lat na coś, co się nigdy nie stanie. Przez te lata nie zaznałam żadnego ciepła ani miłości. Było coraz gorzej. Obiady i meble fruwały po całym mieszkaniu, dzieci musiałam chować, żeby nic im się nie stało. Wypoczywałam tylko wtedy, kiedy mąż gdzieś wyjeżdżał. Któregoś dnia zebrałam dzieci i wędrowałam na piechotę zimą do mojego domu. W tej chwili bym tego nie zrobiła. Nie wiem, skąd miałam wtedy tyle odwagi.

Czy pokazywanie takich intymnych rzeczy w filmie nie było problemem?

Nie. Już czas najwyższy, żeby wszyscy zrozumieli, że małżeństwo nie polega na tym, żeby się wiecznie kłócić i tłuc. Tam, gdzie jest alkohol, nie powinno być dzieci. Ci, którzy nadużywają alkoholu, nie rozumieją, że dla dzieci to jest coś strasznego. One chodzą do szkoły niewyspane, czasami bez jedzenia, w ciągłym strachu. To jest nie do opowiedzenia. Znałam taką rodzinę, w której ojciec i matka nadużywali alkoholu i było dziewięcioro dzieci. Pomagałam im, wykradałam te dzieci, żeby je przebrać, wykąpać, nakarmić. Potem się dowiedziałam, że sześcioro dzieci zmarło.

Kto Panią namówił, żeby wziąć udział w takim filmie?

Można powiedzieć, że ten film sam się wymyślił. Realizatorzy przyszli z kamerą do Uśmiechu i nagrywali. Na początku byłam na to obojętna. Kamera mi nie przeszkadzała. Byłam tuż po operacji, jeszcze obolała. Muzyka stawiała mnie na nogi. Muzyka uzdrawia lepiej niż psycholog. I jakoś tak stopniowo wchodziłam w ten film.

Lekcja miłości, reż. Małgorzata Goliszewska, Katarzyna Mateja
Lekcja miłości, reż. Małgorzata Goliszewska, Katarzyna Mateja

Wspomina Pani o muzyce, o wierszach. Skąd zainteresowania artystyczne w Pani życiu?

Zawsze lubiłam się wygłupiać. Mój tata był bardzo wesoły, może odziedziczyłam to po nim. Tata pracował jako aptekarz i wszyscy klienci opowiadali, że jak tata coś powiedział, to można było pękać ze śmiechu. Mama raczej była piękną płaczką. We Włoszech nie miałam polskich książek, więc zaczęłam mojej córce układać wierszyki do snu. Potem zaczęłam te wierszyki i bajki zapisywać. Z tego powstały różne piosenki o kwiatach, o miłości, o życiu. Mam za sobą ciężką chorobę i zauważyłam, że po chorobie świat się otwiera na nowo. Kochasz ludzi, kochasz przyrodę, chcesz wszystko przeżywać intensywniej. Cieszysz się, jak ktoś cię odwiedzi. Jesteś jak nowo narodzona. Trzy razy uciekłam śmierci spod łopaty, bo mam za sobą trzy ciężkie operacje. Ja na drugi czy trzeci dzień po operacji wstawałam i robiłam sobie makijaż. Lekarz się śmiał, że pacjentka zdrowieje. Zaczęłam w szpitalu śpiewać piosenki. Jak wróciłam z Włoch, moja siostra zaproponowała mi pracę w szpitalu. Zmartwiło mnie, że każdy pacjent był taki smutny, zrozpaczony, więc sprzątałam i śpiewałam pacjentom piosenki. Kiedyś wkradałam się do takiej babuni, która leżała w izolatce i codziennie jej śpiewałam. Jak odchodziłam, zapraszałam wszystkich do Uśmiechu.

Powiedziała Pani, że w Domu Kultury 13 Muz jest Pani drugi dom.

Tak. Śpiewałam w różnych miejscach i jedna z moich koleżanek zaprosiła mnie do zespołu przy Muzach. Bardzo się ucieszyłam. Tutaj mogę robić wszystko – śpiewać, pokazywać swoją radość, grać w teatrze. W końcu się czuję spełniona. Dzieci dorosły, ja jestem bardzo ruchliwa, niemożliwe, żebym siedziała w domu i płakała nad swoim losem. Teraz patrzę na Wojtka, człowieka, który oddał mi serce. Chcę z nim być jak najdłużej. Szkoda tylko, że jest bardzo obolały, bo nie może mi wszędzie towarzyszyć. Jest bardzo cudownym człowiekiem. Życzę każdemu, żeby kogoś takiego spotkał w swoim życiu.

Jolanta Janus
bohaterka filmu „Lekcja miłości” w reż. Małgorzaty Goliszewskiej i Katarzyny Matei. Dokument przedstawiający życie szczecinianki był pokazywany podczas 17. Millenium Docs Against Gravity, na którym zdobył dwie nagrody. Na koncie ma także wyróżnienie od miesięcznika „Zwierciadło”. Produkcja znalazła się również na oscarowej long liście kandydatów do Amerykańskiej Nagrody Akademii Filmowej. Film był współprodukowany przez Zachodniopomorski Fundusz Filmowy działający przy Zamku Książąt Pomorskich.

WIDEO: "Lekcja miłości" - zwiastun

LEKCJA MIŁOŚCI (AKA. LESSONS OF LOVE)

Historia o odwadze, miłości i pasji. Film przedstawia historię Joli – kobiety, która po 45 latach małżeństwa znajduje w sobie siłę, żeby odejść od męża, zacząć życie od nowa i cieszyć się każdą jego chwilą.
Przez całe życie Jola robiła tylko to, czego oczekiwali od niej inni. Jako matka sześciorga dzieci i żona porywczego męża codziennie robiła makijaż, wkładała kolorowe ubrania i udawała, że wszystko jest w porządku. Jednak pewnego dnia coś w niej pęka – Jola odnajduje w sobie siłę, aby odejść od męża i zacząć żyć pełnią życia. Spotyka się z przyjaciółkami, tańczy w Kawiarni Uśmiech, pisze wiersze i piosenki. Śpiewa o miłości – uczuciu, o którym zawsze marzyła, ale nigdy go nie zaznała. Niespodziewanie spotyka Wojtka, który traktuje ją jak królową. Czy będzie umiała otworzyć się na miłość, po raz pierwszy w swoim życiu? Zwłaszcza, gdy dowiaduje się, że ma mniej czasu, niż przypuszczała.

Bądź na bieżąco i obserwuj:

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie