Cleveland Melvin: King Szczecin będzie mocny. Mogę to obiecać

Aleksander Stanuch
Aleksander Stanuch
Zaktualizowano 
Cleveland Melvin jest jednym z najlepszych zawodników w historii uczelni DePaul.
Cleveland Melvin jest jednym z najlepszych zawodników w historii uczelni DePaul. Pat Lovell-USA TODAY Sports
Cleveland Melvin z Kinga Szczecin opowiedział o grze w Libanie, swojej roli w Wilkach Morskich i o tym, dlaczego został wyrzucony z uczelni.

Pierwsze pytanie będzie łatwe. Za dzieciaka liczyła się tylko koszykówka czy próbowałeś też innych sportów?

Zanim na poważnie zająłem się koszykówką, to dużo grałem w futbol amerykański, głównie na pozycji rozgrywającego lub skrzydłowego. W młodości dużo czasu spędzałem z kuzynami, a oni także nie uciekali od sportu. W liceum, tak jak ja, grali w obie dyscypliny.

Wychowałeś się w Baltimore, czyli w jednym z najniebezpieczniejszych miast na świecie. Miałeś jakieś przykre doświadczenia

Faktycznie, mogę potwierdzić, że jest tam niebezpiecznie. Mieszkam tam całe życie, więc nauczyłem się, gdzie mogę się poruszać, a w których miejscach lepiej się nie pojawiać. Przywykłem do tego. Zaczynałem od zera, więc dziękuję Bogu, że udało mi się stamtąd wyrwać, ale moja rodzina mieszka tam do tej pory. Poświęcam się, intensywnie pracuję, aby pomóc moim bliskim i zapewnić im życie w bardziej bezpiecznym miejscu.

Po liceum zdecydowałeś się na uczelnię DePaul w Chicago, która jest położona ponad tysiąc kilometrów od Baltimore. Dlaczego tak daleki wyjazd?

Miałem dużo ofert, ale byłem wcześniej w DePaul i od razu zakochałem się mieście. W Chicago jest, co robić, jest dużo plaż, są super miejsca. Zimą jest trochę gorzej, bo jest bardzo zimno, ale można się do tego przyzwyczaić.

Można powiedzieć, że prawie zagrałeś w jednej drużynie z Anthonym Davisem (Los Angeles Lakers – przyp. red.), bo pochodzi on z Chicago i także miał ofertę z DePaul.

To by było coś! Chociaż on akurat wzbudzał zainteresowanie wszystkich topowych uczelni w kraju, więc miał z czego wybierać.

Tobą zainteresowała się też dobra uczelnia z Connecticut.

Byłem tam, poznałem trenerów, zawodników i wszyscy przekonywali mnie, żebym do nich dołączył. To też byłaby bardzo dobra opcja, bo wielu koszykarzy z Connecticut trafia później do NBA, jak chociażby Ray Allen czy Richard Hamilton. Jednak w tamtym momencie pierwszy trener zmagał się z chorobą i nie do końca wiedziałem, jak to będzie wyglądało, więc wybrałem inną drogę i trafiłem do DePaul.

Grałeś tam cztery lata, zostałeś wybrany do Big East Rookie Team z takimi zawodnikami, jak Sean Kilpatrick, Jeremy Lamb i Shabazz Napier, którzy mają w swoim CV kluby z NBA. Jak to wyglądało u Ciebie?

Już po pierwszym roku moja rodzina czy znajomi namawiali mnie do tego, abym wystartował w drafcie. Miałem za sobą świetny sezon pod względem indywidualnym, wykręcałem bardzo dobre liczby, ale w środku czułem, że nie jestem gotowy na grę w NBA. Potrzebowałem jeszcze czasu, żeby się rozwinąć i zostałem na uczelni.

W ostatnim roku zagrałeś zaledwie 20 meczów, potem zostałeś zawieszony, a później zwolniony. Co się stało? Tylko szczerze.

Miałem wówczas pewne problemy. Kobieta skłamała na mój temat, oskarżyła mnie o coś, czego nie zrobiłem. Wszyscy wiedzieli, że to nieprawda, ale mimo to postanowili się mnie pozbyć. To była dla mnie swego rodzaju nauczka. Nie powinienem dopuścić do takiej sytuacji, ale wyciągnąłem wnioski i skupiam się teraz na karierze.

Trafiłeś do Erie BayHawks, zespołu, który gra w G League, czyli zapleczu NBA. Jak wspominasz tamten okres?

Miałem to szczęście, że wylądowałem tam zaraz po uczelni i było to świetne doświadczenie, bo od razu grałem przeciwko profesjonalistom, gdzie następnym krokiem jest NBA. Był to dla mnie dobry okres, nauczyłem się wiele podczas tego krótkiego pobytu i zaprezentowałem z dobrej strony (śr. 11 pkt. na mecz – przyp. red).

Ostatecznie w NBA nie zagrałeś. Byłeś za to w Libanie. Co kieruje zawodnikiem, który wybiera taką ligę? Pieniądze?

W tamtym czasie agent przekazał mi, że pewien klub interesuje się moją osobą. Nie wiedziałem nic o Libanie. Skontaktował się ze mną przyjaciel, który występował wówczas w tamtejszej lidze. Powiedział mi o kraju, poziomie rozgrywek, zarobkach i zdecydowałem się. Najpierw udałem się tam na okres próbny, ale wiedziałem, że sobie poradzę, znam swoją wartość. Liban, pod względem kultury, był jednym z najlepszych miejsc, w których grałem. Piękne miasto, mili ludzie, którzy kochają koszykówkę. Przyzwyczaiłem się do grania tam, dobrze mi szło i znakomicie wspominam tamten okres. Jeden z najlepszych w moim życiu.

A pierwsza rzecz, która przychodzi Ci do głowy, gdy mówię: MKS Dąbrowa Górnicza?

Uff… (długa pauza).

Wiesz, co mam na myśli?

Tak, domyślam się. Jeśli chodzi o miasto, to jest dosyć małe, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Trenerzy i koledzy z zespołu byli świetni. Ja rozgrywałem jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, sezon w profesjonalnej karierze. Intensywnie pracowałem dla drużyny, aby pomóc nam wszystkim w osiągnięciu celu. Czas spędzony tam także mnie czegoś nauczył. Jeśli chodzi o sprawy finansowe, to rozmawiałem z agentem, mówił, żebym się nie martwił, bo wszystko zostanie spłacone. Pozostaje nam tylko czekać i skupić się na nowym sezonie.

W lipcu na Twitterze dosyć ostro zareagowałeś na fakt, że MKS nie spłacił należności, a wziął się za kontraktowanie nowych zawodników.

Tak, byłem wtedy zły i sfrustrowany. Teraz rozumiem, że klub miał zły okres, dużo się działo i takie rzeczy zdarzają się nie tylko w Polsce. Podobną sytuację miałem np. w Chorwacji. Ostatecznie porozmawiałem z agentem, znaleźliśmy rozwiązanie i jest w porządku.

Pod względem sportowym w Dąbrowie wycisnęliście maksimum z poprzedniego sezonu?

W fazie play-off graliśmy przeciwko bardziej doświadczonej i utytułowanej drużynie (Stelmet Zielona Góra – przyp. red). Mieliśmy w składzie wielu młodych zawodników. Czuję, że mogliśmy zrobić więcej, ale z drugiej strony wiem, że to był dla nas długi sezon. Trafiliśmy na czołową drużynę, daliśmy z siebie wszystko i wygraliśmy jeden mecz.

W trakcie sezonu podobno byłeś blisko przenosin do Kinga Szczecin. Dlaczego to nie wypaliło?

Nie byłem aż tak blisko Szczecina. Miałem też inne oferty, ale postanowiłem zostać w MKS. W tym czasie klub miał problemy finansowe, ale nie chciałem, żeby to było dla mnie czynnikiem decydującym, bo grałem wtedy bardzo dobrze. Trener Winnicki był jednym z najlepszych szkoleniowców, z jakimi miałem okazję współpracować. Miał do mnie duże zaufanie, pozwalał mi robić swoje na parkiecie i dzięki temu miałem dużą pewność siebie. Uzupełnialiśmy się bardzo dobrze.

Tego lata szybko podpisałeś kontrakt z Wilkami Morskimi. Skąd ten pośpiech? Zakładam, że znowu ofert nie brakowało.

Zgadza się. To była szybka decyzja, bo znałem już drużynę ze Szczecina. Graliśmy przeciwko niej, wiedziałem, jaką mają filozofię i ona mi odpowiada. Miasto jest świetne, większe niż Dąbrowa Górnicza. Do tego trener Budzinauskas zna się na swojej robocie, wie, co robi. Podoba mi się agresywny styl gry w obronie i dzielenie się piłką w ataku. W drużynie da się wyczuć mentalność zwycięzców, a to dla mnie bardzo ważne.

Uprzedziłeś moje kolejne pytanie. Jak pierwsze wrażenia w nowym zespole i z nowym trenerem?

Na razie podczas treningów wszystko idzie powoli. Uczymy się systemu, a przede wszystkim uczymy się samych siebie. Trener zna moje możliwości w ataku i chce, żebym odpowiednio wpasował się w jego filozofię gry. To dobry człowiek i fachowiec. Wiem, że mogę do niego przyjść z każdą sprawą.

Niektórzy twierdzą, że nie powtórzysz już takiego sezonu, jaki miałeś w Dąbrowie i możesz być nawet rozczarowaniem. Co Ty na to?

Nie bardzo zwracam uwagę na to, co mówią inni. Wiem, co wnosiłem do każdego zespołu, w którym występowałem i teraz będzie tak samo. Z każdym rokiem coraz bardziej skupiam się na rozwoju. Mam dużo pewności siebie, uważam się za doświadczonego zawodnika i wiem, czego drużyny ode mnie potrzebują. Tylko to się liczy.

Trener Budzinauskas rzadko wyróżnia pojedynczych graczy, ale przyznał ostatnio, że chce zbudować drużynę wokół Ciebie i Pawła Kikowskiego. Wiąże się z tym jakaś dodatkowa presja?

Nie, bo mamy w drużynie wielu koszykarzy z odpowiednim doświadczeniem, więc czasem liderowanie nie będzie ograniczało się tylko do mnie czy „Kiko”. Znajdujemy wspólny język na parkiecie i wszyscy chcemy być coraz lepsi. Pracujemy intensywnie i to będzie naprawdę ekscytujący sezon. Już nie mogę się doczekać i moi koledzy na pewno też.

Muszę zapytać o trwające mistrzostwa świata. Śledzisz w ogóle tę imprezę?

Nie za bardzo. Dużo trenujemy i często jestem zmęczony. Widziałem ostatnio mecz Polski z Chinami, to było szalone spotkanie.

Co sądzisz o masowej rezygnacji Amerykanów z gry w reprezentacji?

Wciąż jest wielu dobrych zawodników, którzy z chęcią grają w kadrze. Natomiast, jeśli chodzi o tych, którzy zrezygnowali, to nie zastanawiałem się nad tym. Mamy młodą drużynę, ale wciąż bardzo utalentowaną, która może zdobyć złoto. Nie może to być jednak teatr jednego aktora, wszyscy muszą podążać w tym samym kierunku, a wszystko będzie dobrze.

Na koniec jakaś wiadomość do kibiców? Czego możemy spodziewać się po Tobie i drużynie?

Jeśli chodzi o mnie, to można spodziewać się wiele. Myślę, że nawet więcej niż pokazałem w Dąbrowie. Będzie dużo zwycięstw i radości z gry. Chcemy wygrać wszystko – ligę, Puchar Polski.

Naprawdę wierzysz, że King Szczecin może wygrać mistrzostwo? Widziałeś zawodnicy jakiego kalibru ostatnio zawitali do Polski?

Oczywiście, że wierzę i tak, widziałem. Nie mogę doczekać się rywalizacji z takimi graczami, jak Tony Wroten. Jeśli chodzi o nas, to połączenie zawodników, których mamy da nam wiele dobrego. Zgranie i nauczenie się wszystkiego zajmie nam trochę czasu, ale w nowym sezonie będziemy naprawdę mocni. Mogę to obiecać.

polecane: FLESZ: Decydujące mecze kadry w eliminacjach Euro 2020

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3