MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wahan Biczachczjan z Pogoni Szczecin: Gent? W piłce już nie ma faworytów

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
Wahan Biczachczjan
Wahan Biczachczjan wiola ufland/pogonszczecin.pl
Wszystko zaczyna się od tego, jak dobrze się czuję w klubie, jak wiele dla mnie Pogoń znaczy. Świetnie się też czuję w Szczecinie – tłumaczy formę strzelecką Wahan Biczachczjan. Pomocnik Pogoni znów zachwycił wszystkich kibiców w Polsce zdobytą bramką w meczu z Linfield FC.

Ormianin odebrał piłkę, znalazł się 30 m przed bramką Irlandczyków, a że miał czas to przymierzył i piłka idealnie wpadła w okienko bramki. Gol – „stadiony świata” – dał Portowcom wygraną 3:2 w rewanżowym spotkaniu II rundy Ligi Konferencji Europy.

Co Pan zrobił?
Wahan Biczachczjan: Wszyscy chyba widzieli. Cieszę się, ale najważniejszy jest wynik zespołu. To wielki dzień, awans, ale to też dopiero pierwszy krok. Musimy myśleć o kolejnym, dobrze przygotować się do najbliższego spotkania. Chcemy znów pokazać maksimum na boisku.

Ale ta bramka…
To wynika z tego, że ja zawsze gram na maksimum, a od początku pobytu w Pogoni czuję się tu bardzo dobrze i to pomaga mi później na boisku. Zawsze chcę zrobić coś najlepszego dla drużyny, by kibice się cieszyli, byśmy wygrywali mecze. Czuję wsparcie kibiców, dziękuję im za to i wiem, że zasługują na nasze sukcesy. Pracujemy nad tym, chcemy by mieli szczęście w oczach i zawsze byli z nami.

Bramka sezonu zdobyta i wystarczy?
Nie, na pewno nie. Chcę grać, rozwijać się. Jestem w dobrej drużynie, mam wsparcie kolegów i cieszę się, że mogę im się zrewanżować takimi bramkami. Bez ich wsparcia to bym tych bramek nie zdobywał. Wszystko zaczyna się od tego, jak dobrze się czuję w klubie, jak wiele dla mnie Pogoń znaczy. Świetnie się też czuję w Szczecinie. Gdyby coś było nie tak poza klubem, to inaczej był pracował na treningach. Miasto, ludzie, klub, przyjaciele, zespół – to wszystko mnie buduje.

Przed Wami Gent. Hasłem może być „nie przestraszmy się rywala, róbmy swoje”.
Jasne. Robimy swoje i mamy tydzień przygotowań. Dziś faworytów w piłce nie ma. Wygrywa ten, który jest lepiej przygotowany, chce pokazać swój charakter, gra do końca i wierzy w siebie.

Cztery mecze i cztery zwycięstwa, a apetyty rosną.
To najlepsze, co może być w okresie, gdy gra się co trzy-cztery dni. Takie tempo męczy, ale gdy wygrywasz kolejne spotkania to o tym zmęczeniu się nie myśli. Wchodzi dodatkowa energia, czuć większe wsparcie kibiców. Są też zapasy na kolejne mecze.

Zaczynacie w szatni kreślić konkretne cele, np. mistrzostwo Polski?
A czemu nie? Przed każdym sezonem myślimy o tym, by być w czołówce tabeli, każdemu marzy się taki sukces. Ale teraz jest za wcześnie, by o tym rozmawiać. W lidze wygraliśmy dopiero dwa mecze, a taka seria musi być dłuższa. Wiemy, że możemy wygrywać w kolejnych meczach, ale musimy myśleć tylko o najbliższym przeciwniku, krok po kroku. Mistrzostwa nie zdobędziemy, jak będziemy tylko o tym mówić. Musimy wykonać kawał pracy, by liczyć się w tej walce. Mamy potencjał, mamy dobrych jakościowo zawodników, więc będziemy o to walczyć.

Rozmawiał Jakub Lisowski

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Sensacyjny ruch Łukasza Piszczka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński