MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Stanisław Gawłowski: Trwa wojna z PiS. A na wojnie tak się dzieje, że są ranni. Ja zostałem ranny

Marzena Sutryk
Marzena Sutryk
Stanisław Gawłowski z polityką jest związany od lat 80. W Sejmie od 2005 roku
Stanisław Gawłowski z polityką jest związany od lat 80. W Sejmie od 2005 roku Radek Koleśnik
Ze Stanisławem Gawłowskim, posłem i szefem Platformy Obywatelskiej w regionie. Jak już wiadomo - to nie on w najbliższych wyborach parlamentarnych będzie otwierał listę Koalicji Obywatelskiej do Sejmu w okręgu koszalińskim, tylko pochodzący z Połczyna Zdroju, dziś żyjący w Szczecinie, poseł PO Sławomir Nitras.

Czuje się Pan zepchnięty do narożnika?
Jestem człowiekiem po przejściach, a raczej w trakcie…

Pana przeciwnik, jeden z największych, jeżeli nie największy Pana antagonista w waszym obozie politycznym, Sławomir Nitras, zajął na liście Pana miejsce.
- Rozumiem intencję pytania. Dojdę do tego. Rzeczy, o których mówię, miały związek ze zmianami, które musiały nastąpić. Jeżeli zostałem z jakichś powodów wybrany przez PiS jako symbol ich narracji politycznej, z zaangażowaniem do tego prokuratury, służb specjalnych, żeby mnie niszczyć, to ja te powody nazywam po imieniu. To z jednej strony uderzenie w Rydzyka - została mu cofnięta dotacja w wysokości 27 mln złotych na geotermię w Toruniu, a z drugiej - uderzyłem w środowisko blisko związane z Kaczyńskim. Miałem tego pecha, że wiele lat temu zwalniałem Kazimierza Kujdę ze stanowiska prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który potem był prezesem słynnej już spółki „Srebrna”. Jak PiS wygrał ponownie wybory, to on ponownie został prezesem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Nie byłem do końca w pełni świadomy, że uderzam w najbliższe otoczenie Jarosława Kaczyńskiego. I w ten sposób sam się prosiłem, żeby mnie PiS tak potraktował. I ten proces ze mną związany - mam tego świadomość - on będzie nasilony w trakcie kampanii. Media związane z PiS, media rządowe, będą atakować mnie bardzo mocno. Więc myślę, że ktoś inny powinien być liderem listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmu.

A będzie Pan startował do Senatu?
- Ten temat jest jeszcze otwarty. Sejm i Senat - pamiętajmy - mają nieco inną specyfikę, i nie mówię tu tylko o sposobie pracy tych izb, ale o samych wyborach. Wiadomo, że wybory do Sejmu to walka o jak największą liczbę mandatów poselskich, tam nie ma miejsca na potknięcia i tzw. tematy poboczne, zwłaszcza teraz, gdy trzeba stoczyć ostrą walkę z PiS o Polskę. Nie możemy - jako Platforma, jako Koalicja Obywatelska w naszym regionie pozwolić na to, by PiS za wszelką cenę dyskredytował listę Koalicji do Sejmu z powodu mojej osoby i uknutej przez PiS sprawy przeciwko mnie, jak te wszystkie wyssane z palca, bez poparcia żadnymi dowodami, zarzuty korupcyjne.

Chce Pan powiedzieć, że wszystko przez aferę melioracyjną i prokuratorskie zarzuty? Gdyby nie to - miałby Pan pierwsze miejsce na liście do Sejmu w okręgu koszalińskim?
- Dokładnie tak. To jest absolutnie poza wszelką dyskusją - tak właśnie by było. Dziś PiS-owcy mogą mieć satysfakcję, że swoimi zagrywkami i papką sączoną z ekranu publicznej telewizji, czy z głośnika publicznego radia, doprowadzili do takiej sytuacji, że konieczny był taki zdecydowany ruch z naszej strony. Jak już zacząłem mówić - wybory do Sejmu to specyficzne wybory, inne niż te do Senatu; w wyborach do Senatu wyborcy głosują na konkretnego człowieka; jeżeli mu nie ufają, to go skreślą; dla mnie - gdybym się zdecydował na start, byłby to swego rodzaju test społecznego zaufania. Natomiast w wyborach do Sejmu głosujemy na listę, na partię, na koalicję. To walka zespołowa, im więcej głosów, tym większa szansa na zdobycie większej liczby mandatów. Tam nie ma miejsca na wątpliwości. A oczywiste jest, że PiS zrobi wszystko, aby nam zaszkodzić, by zniechęcić do nas wyborców, chwyci się każdego sposobu, także, a nawet przede wszystkim koncentrując się na atakach na moją osobę. Nie chciałem tego. Nie chciałem zaszkodzić liście. Propozycja z jedynką dla Sławomira Nitrasa, który jest mocną osobowością, świetnie odnajdującego się na polu walki z PiS, to był pomysł Grzegorza Schetyny.

Opinia publiczna odbiera to jako Pana porażkę. Powiem więcej - nie brakuje komentarzy, że to Pana upadek polityczny. Podniesie się Pan z tego?
- Spokojnie. Niech się PiS przedwcześnie nie cieszy. Nie czuję się przegrany, ani upadły. Trwa wojna, wojna z PiS. A na wojnie tak się dzieje, że są ranni. Ja zostałem ranny. Ale ranny żołnierz walczy dalej. Choć mam świadomość, że ta moja walka może trwać wiele lat. I na końcu, gdy się już wszystko wyjaśni, mało kogo będzie to interesowało. Mam świadomość, że to postępowanie ma wymiar polityczny, a nie prawny. PiS konstruuje rzeczy w taki sposób, by to trwało długo, jak najdłużej, i by opinia publiczna dostawała informacje w dozowany sposób. Ja jestem w dziwnych kleszczach - prokurator może na mój temat mówić różne rzeczy, dochodzi do różnych dziwnych przecieków na mój temat, które są kłamliwe, a mnie na temat tego, co jest w materiałach sprawy mówić nie wolno. W takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Trudno. Ja nie składam broni. Jak mówię - wojna z PiS trwa. W takiej długoterminowej walce trzeba na front wysyłać nowe wojska, a rannych leczyć. Liczę na uczciwy proces - gdy proces będzie uczciwy, to wtedy jestem bardzo spokojny o wyrok.

Kiedyś Pan skutecznie wyeliminował Sławomira Nitrasa - starliście się o władzę w partii. Chwilami było naprawdę ostro. Nie obawia się Pan, że dziś Sławomir Nitras wykorzysta okazję, by oddać cios? By zająć Pana miejsce, dosłownie - by rządzić PO w regionie?
- Ja nigdy Sławka nie wyeliminowałem. Liczę na to, że Sławomir Nitras osiągnie bardzo dobry wynik w wyborach do Sejmu. To jest dzisiaj najważniejsze. Reszta nie jest istotna.

Ale miłości między wami nie ma. Szorstka przyjaźń, jak mawiał klasyk?
- Tak to chyba można nazwać. Rozmawiamy, współpracujemy. Jak w partii. Sławomir Nitras ma atuty, aby się przydać na wojnie z PiS.

Na wiosnę wybory w partii - będzie Pan nadal szefem regionu? Będzie się Pan ubiegał o tę funkcję?
- To będzie zależało od tego, jaką drogę wybiorę, czy jednak zdecyduję się na jakiś czas odpocząć od tego wszystkiego, ale dziś jeszcze nie wiem, jak będzie. Nie podjąłem decyzji.

Myśli Pan, żeby skończyć z polityką? Bierze Pan taki scenariusz pod uwagę? Po tylu latach wyobraża Pan sobie w ogóle życie poza polityką?
- Może ktoś w to nie uwierzy, ale po tylu latach i do tego po takich przejściach, można mieć dość. Można być zmęczonym. Każdy scenariusz jest możliwy. Jak to w życiu. Wiem, że w PiS byliby najbardziej zadowoleni, gdyby na dobre pozbyli się mnie z polityki. Nie jestem przekonany, czy dam im tę satysfakcję… Ciągle się nad tym zastanawiam. A życie poza polityką - nie przesadzajmy, trzydzieści parę milionów obywateli w naszym kraju tak żyje.

ROZMAWIAŁA: MARZENA SUTRYK

Zobacz także: Koszalin: Konferencja Stanisława Gawłowskiego ws. jeziora Jamno

POLECAMY TAKŻE

Gk24.pl

Zachęcamy również do korzystania z prenumeraty cyfrowej Głosu Koszalińskiego

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo

Materiał oryginalny: Stanisław Gawłowski: Trwa wojna z PiS. A na wojnie tak się dzieje, że są ranni. Ja zostałem ranny - Głos Koszaliński

Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński