MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rektor elekt PUM prof. Leszek Domański: w centrum naszej uwagi musi być pacjent

Prof. Leszek Domański jest specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych, nefrologii, transplantologii klinicznej oraz medycyny sportowej. Współkieruje Kliniką Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 2 PUM w Szczecinie
Prof. Leszek Domański jest specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych, nefrologii, transplantologii klinicznej oraz medycyny sportowej. Współkieruje Kliniką Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 2 PUM w Szczecinie Andrzej Szkocki
Rozmowa z prof. Leszkiem Domańskim, rektorem elektem Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Jako nowy rektor będzie pan od 1 września kierował Pomorskim Uniwersytetem Medycznym w Szczecinie. Zdradzi nam pan, jaka będzie pana pierwsza decyzja?

Powiem, jak ją podejmę (śmieje się). Rozpoczynam kadencję od 1 września, ale nie będzie to dla mnie wielki przełom. We władzach uczelni pełnię różne funkcje od 2012 r., najpierw jako dziekan wydziału lekarskiego, a obecnie jako prorektor ds. klinicznych. Wciąż podejmuję jakieś decyzje. 1 września też zapewne kilka podejmę i na pewno nie będą one jakieś wyjątkowe. Mam zamiar po prostu - tak jak do tej pory - na bieżąco rozwiązywać problemy.

Pana rektorska kadencja będzie okresem kontynuacji czy rewolucji? Mamy się spodziewać znaczącej zmiany dotychczasowej polityki?

Zapewniam: stolika nie wywrócę. Zdecydowanie zamierzam prowadzić politykę kontynuacji rozwoju naszej uczelni. Przede wszystkim wieloletniego planu inwestycyjnego, który rozciąga się nie tylko na najbliższą kadencję, ale na lata po niej. Z tym że do tego planu dochodzą kolejne cegiełki, następne inwestycje. Prace, które już się toczą, nie zaspokajają naszych apetytów. Myślę już o nowych wyzwaniach takich jak Centrum Chorób Serca czy Collegium Stomatologicum, o które koniecznie musimy zawalczyć, by stworzyć miejsce do dydaktyki na poziomie wymaganym w XXI w. Chcemy by Collegium Stomatologicum powstało na należącym do nas terenie przy ul. Wernyhory. To dla nas bardzo ważna inwestycja - powstanie nowa, niezwykle potrzebna placówka badawcza i miejsce pracy dla naszych pracowników. Obecnie stomatologia działa w bardzo trudnych warunkach, w starej i rozproszonej infrastrukturze. Niektóre jednostki są w takim stanie, że pod względem warunków nadają się tylko do zamknięcia. Mamy plan, by nowe Collegium Stomatologicum było poszerzone o Centrum Symulacji Stomatologicznej - to jest nasze wyzwanie.

Kiedy powstanie?

Jak najszybciej. Ubiegamy się już o środki.

Dużo tych inwestycji.

Inwestycje, to rozwój. A rozwój jest nam bardzo potrzebny. Jest wręcz niezbędny.

Skąd weźmiecie specjalistów, naukowców do wybudowanych centrów badawczych?

Myślimy przede wszystkim o własnej kadrze. Mając nowoczesną infrastrukturę łatwiej zachęcić młodych ludzi do tego, by zostali w Szczecinie. Mam tu na myśli nowe pokolenia, które kształcimy. Zauważam, że obecnie ważniejsze są dla nich warunki pracy od proponowanych im zarobków. Rozwój naukowy łączy się też z poszerzeniem współpracy z innymi ośrodkami, również zagranicznymi, jak choćby uniwersytety w Rostocku, Greiswaldzie czy Wilnie. To również tworzenie wspólnych projektów badawczych. Nauka przyspieszyła. A my mamy apetyt na status uczelni badawczej - od dawna się mówi, że mamy potencjał naukowy. Ważne jest, aby go teraz scalić i wzmocnić. I tu mam na myśli komunikację pomiędzy naukowcami, tworzenie wspólnych projektów interdyscyplinarnych, rozwój, który pozwoli na to, by być jeszcze bardziej twórczym.

Jaka jest pozycja PUM w kraju? Jak nasz uniwersytet jest postrzegany?

Jesteśmy najmniejszym uniwersytetem medycznym w Polsce. Ale mamy się dobrze. Jak powiedziałem, stawiamy na rozwój nauki. To coś, co powinniśmy rozwijać. Wciąż tworzyć miejsca dla osób, które chcą pracować naukowo. Na rzecz nauki polskiej. W tym celu zacieśniamy współpracę z innymi ośrodkami szczecińskimi, z ZUT-em, Politechniką Morską, Uniwersytetem Szczecińskim. To już się dzieje, ale trzeba zintensyfikować tę pracę. Poza tym nasze położenie geograficzne sprawia, że jesteśmy bardzo atrakcyjnym miastem. Stąd mamy wielu studentów z innych krajów m.in. ze Skandynawii i Niemiec. Chcemy również poprawić warunki do studiowania naszych studentów.

A co z naborem? Szczecinianie są chętni do studiowania na PUM?

Nigdy z tym nie mieliśmy problemu. Zawsze mamy dużo kandydatów. Kłopot polega na strukturze naboru. Absolwent szkoły średniej ma dowolność w wyborze uczelni. I to sprawia, że zawsze na początku mamy pełen limit, a nawet nad limit, a potem się okazuje, że studentów brakuje i mamy jeszcze wolne miejsca. Wynika to z tego, ze już przyjęci na naszą uczelnię studenci nie informują nas, że jednak wybrali inne miejsce w Polsce. To nie jest dobry system. Podobne problemy mają inne uniwersytety medyczne w kraju. Byłbym zwolennikiem centralizacji systemu naboru studentów, aby nie marnować ani jednego miejsca. Póki co jednak nie mamy takich narzędzi.

Kilka miesięcy temu jako prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego wspominał pan o planach utworzenia w mieście ośrodka zajmującego się transplantacją serca. To wciąż jest aktualne? Możliwe?

Jak najbardziej. Okazuje się, że Szczecin ma wielki wkład w polską transplantologię - myślę tu nie tylko o PUM, ale też innych szczecińskich ośrodkach. Przypomnę, że to właśnie w Szczecinie w 1987 r. prof. Stanisław Zieliński z II Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej wówczas Pomorskiej Akademii Medycznej podjął się pierwszej próby jednoczesnego przeszczepienia nerki i trzustki, a następnie w tym samym roku - wątroby. Niestety operacje te się nie powiodły, ale stanowiły podwaliny do przeszczepiania tych organów. Szczecin jest dziś ważnym miejscem na mapie transplantologii polskiej. W różnych naszych ośrodkach przeszczepiamy nerki, wątroby, płuca, szpik kostny, rogówki. Należy się cieszyć, że ośrodek przy ul. Arkońskiej jest obecnie drugim miejscem w Polsce pod względem liczby skutecznych przeszczepień wątroby. A co do serca, w kraju mamy kilka ośrodków zajmujących się przeszczepieniami tego organu, a mimo to obecnie na przeszczep czeka ponad 400 osób. Potrzeby są więc wielkie, dlatego się do tego również przymierzamy. Mam taką zasadę: jeśli nie będziemy do czegoś dążyć, to tego nie zdobędziemy. Ale w pierwszej kolejności trzeba jednak zadbać o to, co mamy.

Uniwersytet to nie tylko naukowcy, to też studenci. Planujecie zwiększyć ich liczbę?

Inwestycje w infrastrukturę to jest baza, dzięki której będziemy mogli w przyszłości zwiększyć liczbę studentów. Tak jak wspomniałem, część inwestycji planowanych i już rozpoczętych to są inwestycje w szpitale kliniczne. Uwzględniamy w nich również miejsce dla studenta. Ale wciąż ciężko jest z bazą kliniczną. Ratuje nas po części Centrum Symulacji Medycznej, dzięki któremu kształcenie może się odbywać poza szpitalem. Jestem zwolennikiem nowoczesnego nauczania z użyciem najnowszych technologii, również sztucznej inteligencji, ale nie ma lepszego nauczania od nauczania przy łóżku chorego. Będziemy więc pracować nad zabezpieczeniem i poprawą warunków nauczania. Samo zwiększanie liczby studentów czy grup ćwiczeniowych to nie jest dobra droga.

Ma pan jakiś pomysł, by jednak kształcić więcej lekarzy?

Po pierwsze, studentów będzie więcej, jeśli będzie postępował rozwój strukturalny. Osobiście jestem zwolennikiem działania, które idzie jeszcze dalej - optuję za rezygnacją ze stażu podyplomowego. To skróciłoby okres wejścia absolwenta uczelni medycznej do zawodu. Przyspieszyłoby również okres kształcenia lekarzy. Poza tym środki finansowe kierowane na staże podyplomowe są bardzo duże i sięgają poziomu miliarda złotych rocznie. A uczelniom medycznym na działalność podstawową MEiN płaci rocznie około 2 mld 150 mln zł. Jeżeli staż podyplomowy jest tak drogi, to rodzi się pytanie, czy nie jesteśmy w stanie przeprowadzić kompleksowego kształcenia w warunkach szpitali uniwersyteckich i szpitali zewnętrznych? Rok praktyczny, czyli szósty rok studiów medycznych na kierunku lekarskim od przyszłego roku akademickiego w nowym cyklu nauczania i tak będzie inaczej prowadzony. Zmieniamy standardy nauczania. Nacisk kładziemy na symptomatologię, praktyczne przygotowanie do typowych czynności lekarskich, które student powinien opanować, a studia zakończyć zdając standaryzowany egzamin praktyczny. Nasz system opieki zdrowotnej opiera się wciąż niestety na rozbudowanej pomocy specjalistycznej. W wielu przypadkach oznacza to, że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej przekazuje pacjenta pod opiekę specjalisty. I dlatego mówimy, że tych drugich jest wciąż za mało: pacjent odwiedza wciąż kolejne gabinety specjalistyczne. A może trzeba odwrócić myślenie. Może wystarczyłoby zatrzymać pacjenta na poziomie POZ i tylko w razie potrzeby sięgać po pomoc specjalistyczną, czyli powszechnie rozszerzać tzw. skoordynowaną opiekę nad pacjentem? Pacjent oczekuje rozwiązania swojego problemu. A w naszym systemie, idąc do lekarza rodzinnego, dopiero rozpoczyna swoją wędrówkę, bo na pewno zostanie wysłany do specjalistów. A tam w kolejkach czeka na wizytę nie raz miesiącami. System tego nie wytrzyma, już nie wytrzymuje. Potrzebne jest myślenie pacjentocentryczne. I tego chcemy też uczyć naszych studentów.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gs24.pl Głos Szczeciński