Prezes Olimpii Grudziądz, Tomasz Asensky przed półfinałem Pucharu Polski: Obojętne, Lech czy Legia i tak mamy kosmos!

Jacek Kmiecik
Jacek Kmiecik
Piłkarze Olimpii Grudziądz wierzą, że będą fetować awans do finału Pucharu Polski jak przejście w ćwierćfinale Wisły Kraków
Piłkarze Olimpii Grudziądz wierzą, że będą fetować awans do finału Pucharu Polski jak przejście w ćwierćfinale Wisły Kraków fot. Łukasz Szalkowski
Udostępnij:
Trzecioligowa Olimpia Grudziądz podejmuje we wtorek o godzinie 18 w półfinale Pucharu Polski ekstraklasowego pretendenta do podwójnej korony – Lecha Poznań. Wcześniej grudziądzanie odprawili już dwa zespoły Ekstraklasy – Wartę Poznań i Wisłę Kraków. Prezes Olimpii, Tomasz Asensky wietrzy kolejną sensację.

Olimpia staje przed życiową szansą gry o finał Pucharu Polski.

Tomasz Asensky: Takiej rangi meczu jeszcze w Grudziądzu nie było. Przynajmniej jeśli chodzi o piłkę nożną. Trudno w to uwierzyć. Stało się tak, jak z tymi Szwedami, którzy po końcowym gwizdku meczu w Chorzowie siedzieli osłupiali i wciąż nie wiedzieli, czy będzie dogrywka. W podobnym szoku była Wisła Kraków po porażce w ćwierćfinale Pucharu Polski.

Jednak w lidze nie wszystko idzie po Waszej myśli?

Straciliśmy prowadzenie w trzeciej lidze na rzecz Kotwicy Kołobrzeg po dwóch zmarnowanych karnych w dwóch ostatnich ligowych meczach. Najpierw z Jarotą w Jarocinie Hubert Antkowiak nie wykorzystał karnego na 2:0 i skończyło się 1:1, a tydzień później, gdy podejmowaliśmy Sokół Kleczew Jakub Bojas z jedenastki nie trafił na 1:0 i zremisowaliśmy 0:0. Piłka jest przewrotna. Paradoksalnie zmarnowaliśmy dwa karne w ostatnich ligowych spotkaniach, gdy wcześniej bezbłędnie wykonaliśmy aż dziewięć w serii rzutów karnych w 1/8 finału i ćwierćfinale Pucharu Polski. Teraz mamy trzy punkty straty do lidera i musimy pokonać u siebie Unię Janikowo, aby w następnej kolejce w Kołobrzegu zagrać o pełną pulę z Kotwicą i odrobić do niej trzy punkty straty.

Z liderem w Kołobrzegu nie będzie łatwo.

Paradoksalnie w lidze gramy lepiej na wyjeździe. W tym sezonie w delegacji tylko dwa razy zremisowaliśmy i straciliśmy zaledwie trzy bramki.

Jesteście swoistym kopciuszkiem w Pucharze Polski.

Kosmos już jest. To świadczy o tym, że w piłce nożnej jest możliwe wszystko, nawet drużyna z czwartego poziomu ligowych rozgrywek była w stanie pokonać dwa zespoły z Ekstraklasy i z trzecim walczyć o finał.

Śnił pan o czymś takim?

To chichot losu. Po spadku z drugiej ligi pierwszy mecz pucharowy musieliśmy zagrać jak pozostałych siedmiu spadkowiczów w rudzie wstępnej. Wylosowaliśmy Hutnika Kraków i musieliśmy jechać na południe Polski. Wyprawa kosztowała nas ponad 10 tysięcy złotych. Przyznam, że gdyby nie groziło nam wykluczenie z Pucharu Polski na trzy sezony z powodu nieprzystąpienia do meczu pucharowego, rozważalibyśmy oddanie meczu walkowerem. Jednak sankcje zmusiły nas do wyjazdu do Krakowa i historia się nakręciła. Nich więc trwa ten piękny sen jak najdłużej.

Wspomniał pan o kosztownej wyprawie do Krakowa. Udział w Pucharze poprawił klubowy budżet?

Teraz z budżetem jest okey. Twardo stąpamy po ziemi. Wiemy na co nas stać. Jednak przed decyzją władz miasta o dokapitalizowaniu klubu musieliśmy budować wszystko na kredyt. Dzięki sukcesowi w Pucharze Polski zyskaliśmy cenne środki i prestiż. W dobie pandemii niektórzy sponsorzy musieli nas opuścić, jednak doszli inni, którzy wspierają nas. We wtorkowy wieczór będziemy przecież na ustach całej Polski.

Na Lecha przyjdzie komplet widzów?

W dziewięćdziesięciu procentach stadion się sprzedał. Na papierze możemy wpuścić trzy i pół tysiąca ludzi.

Bilety bez względu na cenę rozeszły się niczym świeże bułeczki?

Bilety na Lecha są najdroższe w historii klubu. Po trzydzieści pięć złotych w przedsprzedaży, w dniu meczu po czterdzieści złotych. Ale kibice nie patrzą teraz na cenę.

Ile dostaniecie z PZPN za awans do półfinału?

Trzysta osiemdziesiąt tysięcy złotych. Za wejście do finału PZPN płaci siedemset sześćdziesiąt tysięcy. Za wygranie Pucharu Polski pięć milionów złotych. Pomarzyć zawsze można. Skoro Macedonię było stać na wyeliminowanie z baraży o mundial w Katarze mistrzów Europy – Włochów, to w piłce wszystko się może zdarzyć.

Na co pan liczy w konfrontacji z Lechem?

Wynikiem marzeń byłoby doprowadzenie do dogrywki i wygranie w rzutach karnych. Szansa na to jest porównywalna do tego, jak dobry polski zespół gra w europejskich pucharach o awans do play-offów.

Piłkarzy chyba nie trzeba specjalnie mobilizować?

Staramy się natchnąć zawodników optymizmem. Ale nastrój jest stonowany, zrównoważony. Zawodnicy wiedzą o jaką stawkę grają. W razie awansu otrzymają odpowiednią gratyfikację finansową z przyznanej nam premii z PZPN.

Mecz z Lechem to dla nich doskonała okazja do wypromowania się.

Kilkoma naszymi piłkarzami z pewnością interesują się już inne kluby, jednak kontrakty staraliśmy się tak podpisać, że rozgrabienie składu raczej nam nie grozi. Ale jak to w życiu, jest podaż i popyt i odwrotnie.

Co by pan wolał – Olimpię w finale Pucharu Polski czy jej powrót do drugiej ligi?

Mimo wszystko jestem w takiej komfortowej sytuacji, że do wtorkowego wieczoru nie muszę wybierać.

Lech podchodzi do walki o finał Pucharu Polski z marszu?

Lech podchodzi do meczu z nami poważnie. Stawką jest finał na Stadionie Narodowym i udział w europejskich pucharach, więc nie mam powodu przypuszczać, że drużyna Lecha prowadzona przez doświadczonego trenera byłaby w stanie taki mecz zlekceważyć.

Myśli pan, że Lech wystawi na Olimpię najmocniejszy skład?

Każdy zdaje sobie sprawę z potencjału i siły Lecha. Kadrowo nie było takiego zespołu od lat. Obojętne czy zagra Joao Amaral lub Dani Ramirez, to nie my jednak będziemy dyktowali warunki w tej rywalizacji. Trzeba będzie cierpieć i przetrwać.

Oglądaliście ostatni ligowy mecz Lecha ze Śląskiem?

Z dyrektorem sportowym Grzegorzem Wódkiewiczem pojechaliśmy do Wrocławia. Wiemy, z kim przyjdzie nam się zmierzyć. Jest to na tyle dobry zespół, powtarzalny w działaniach, usystematyzowany, w większości decydujący o losach meczów, że wiemy czego się po nim spodziewać. Skoro reprezentacja Polski miała problemy z Jasperem Karlstromem, to musimy zdać sobie sprawę z jakimi piłkarzami przyjdzie nam się zmierzyć.

Niczym was nie zaskoczy?

Zaskoczyć może decyzjami w formacji obronnej, w której ma kłopoty z kontuzjami. Wypadł Bartosz Salamon. Antonio Milić we Wrocławiu nie wyszedł na drugą połowę, dlatego awaryjnie pojawił się na środku Tomasz Kędziora. Ale to raczej my możemy zaskoczyć Lecha.

Czeka więc pana najważniejszy mecz w historii klubu?

Jeżeli chodzi ogólnie o klub, to tak. Jako trener Olimpii osiągnąłem ćwierćfinał Pucharu Polski, w którym przegraliśmy z późniejszym zdobywcą trofeum i przyszłym mistrzem Polski Legią Warszawa. Wcześniej jednak wyeliminowaliśmy późniejszego wicemistrza kraju Lecha. Także „Kolejorz" miał już w Grudziądzu przykre doświadczenia.

Wolałby pan zmierzyć się o finał z Legią?

Legia czy Lech, mniej lub bardziej, ale ze względów marketingowych kluby te były naszym wyborem. Nie chcieliśmy grać z tego względu z Rakowem. Z całym szacunkiem dla zespołu z Częstochowy sprzedaż biletów byłaby mniejsza, a i kontrakty reklamowe na pewno nie przebiłyby tych obecnych.

Poza premią z PZPN i ze sprzedaży biletów, zarobicie coś na reklamach?

Na banerach wokół stadionu w Pucharze nic nie można reklamować, bo swoje reklamy daje organizator rozgrywek PZPN. Ale na koszulkach tytularnym sponsorem na ten, jak poprzedni mecz, będzie firma „szybkiangielski.pl", reklamująca szkoły językowe na terenie całej Polski. Okazała się szczęśliwa, to nie chcieliśmy nic zmieniać.

Co pan zrobi we wtorek o dwudziestej pierwszej?

Wszystko zależy od wyniku, ale trzeba wziąć pod uwagę awans do finału Pucharu Polski, więc jest szansa, że pozwolę sobie na coś więcej niż przysłowiową lampkę wina.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Prezes Olimpii Grudziądz, Tomasz Asensky przed półfinałem Pucharu Polski: Obojętne, Lech czy Legia i tak mamy kosmos! - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie