"Pegaz" uratuje świnoujskie dorożki

Hanna Nowak-Lachowska
Świnoujskie dorożki przez całe lato będą kontrolowane przez strażników miejskich i weterynarza przynajmniej raz w tygodniu. W wakacje jeżdżą nimi nie tylko Niemcy, ale także wielu turystów.
Świnoujskie dorożki przez całe lato będą kontrolowane przez strażników miejskich i weterynarza przynajmniej raz w tygodniu. W wakacje jeżdżą nimi nie tylko Niemcy, ale także wielu turystów. Fot. Sławek Ryfczyński
Jeszcze wiosną w mieście było zaledwie kilkanaście dorożek. Teraz jest ich już około 60. A będzie pewnie jeszcze więcej, bo wakacje to najlepszy czas zarobku dla powożących.

Ale co najważniejsze zarówno strażnicy miejscy, jak i weterynarze mówią, że stan koni i samych dorożek jest, jak to określili, o niebo lepszy, niż jeszcze 2-3 lata temu.
Przez całe wakacje będą je systematycznie kontrolować. Za pierwszym razem sprawdzili ponad 20.

- Stan techniczny nie budzi zastrzeżeń, powożący mają dokumenty. Niewiele jest rzeczy, do których moglibyśmy się przyczepić - mówi komendant SM w Świnoujściu Adam Waś.

Dodaje, że prawdziwym wzorem jest Jerzy Błaszczyk i jego dorożka. Ale i inne są w porządku. Przedstawiciel powiatowego lekarza weterynarii w dwóch przypadkach stwierdził, że konie nie są podkute, trzeci miał rany od uprzęży. Natychmiast kazano powożących zjechać z trasy. Powiadomiono też właścicieli koni. W wielu przypadkach brakowało też wody dla koni.

- Gdy jest bardzo ciepło, to powożący mają obowiązek wożenia ze sobą wody - mówi Adam Waś. - W dniu kontroli aż tak ciepło nie było, ale przypomnieliśmy o nakazie.

W czasach największego bumu, dorożek było w mieście ponad 130. Niestety, prawie wszystkie w fatalnym stanie. Konie często były zaniedbane, a powożący pijani.

Ilość dorożek zaczęła spadać w szybkim tempie po przedłużeniu z Niemiec do Świnoujścia kolei UBB. Tory biegną tuż przy postoju dorożek. Większość ich właścicieli załamywała wówczas ręce mówiąc, że kolej doprowadzi do całkowitego zlikwidowania dorożek. Tak się nie stało, choć rzeczywiście pozostało ich niewiele. Za to właściciele zaczęli o nie naprawdę dbać. Założyli własne stowarzyszenie "Pegaz", żeby łatwiej im się rozmawiało z władzami miasta i instytucjami. Sami też pilnują, żeby powożący pracowali trzeźwi.

- Wystarczy, że taki jeden będzie jechał po pijanemu i już fama pójdzie, że wszyscy jesteśmy tacy sami - mówi jeden z właścicieli dorożek. - Nie możemy sobie pozwolić, żeby jedna czarna owca rzucała cień na wszystkich.

Klientami najczęściej są obywatele Niemiec. Żeby ich do siebie jeszcze bardziej przyciągnąć, niektórzy powożący nauczyli się języka niemieckiego. Dzięki temu, oprócz samego wożenia klientów po mieście, opowiadają o jego historii i mijanych miejscach.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wilson
Bardzo fajnie, że są już trzeźwi. Niechby jeszcze przestrzegali przepisy ruchu drogowego. Notorycznie wjeżdżają w ul. Jana z Kolna (od szpitala w kierunku Nb. Władysława IV) pomimo stojącego tam znaku "zakaz ruchu pojazdów zaprzęgowych". Szanowna Straży Miejska sprawdź to od czasu do czasu. Pozdrawiam. Umiarkowany miłośnik dorożek.
Dodaj ogłoszenie