Lahti 2017. Adam Małysz: Świętowanie? Będzie spontan

Przemysław Franczak
Przemysław Franczak
Adam Małysz
Adam Małysz Wojciech Matusik / Polskapresse Gazeta Krakowska
- Był niedosyt po konkursach indywidualnych, szczególnie na normalnej skoczni, ale to, co się zdarzyło teraz zrekompensowało wszystko – mówi o złotym medalu polskiej drużyny Adam Małysz, dyrektor PZN.

- Kiedy był Pan pewien, że będzie złoto?
- Oj, do samego końca zestresowany byłem strasznie. Tak naprawdę odetchnąłem dopiero wtedy, gdy Kamil wylądował po ostatnim skoku. Wielki, wspaniały sukces.

-Wcześniej była niepewność, bo...?
- Przez warunki. W drugiej serii wszystko się zmieniło. Najbardziej bałem się skoku Dawida. Dwa razy go ściągano z belki, warunki były krytyczne. Czułem taki wewnętrzny niepokój, w duchu sobie powtarzałem: „żeby przez przypadek coś tu się wydarzyło”. Warunki na szczęście były w miarę w porządku, Dawid wytrzymał presję i wszystko potem pięknie się ułożyło.

- A Martin Schmitt, Pański wieli rywal ze skoczni, powiedział, że już w pierwszej serii, po trzecim skoku Polaków, czyli Macieja Kota, był pewien, że zwycięstwa nikt już Polakom nie odbierze.
- Może gdybym siedział w domu przed telewizorem i oglądał te zawody, to miałbym troszkę luźniejsze podejście. Jednak gdy jest się tutaj na miejscu, pracuje z tą kadrą, pomaga trenerom i chłopakom, to naprawdę trudno być zachować spokój. To są dużo większe nerwy niż gdy sam byłem zawodnikiem. A dramaturgia przecież była straszna. To Niemcy odpadali, to Austriacy, zaraz potem znów Norwegom nie poszło. Wszystko tak szybko się działo, że trudno było nadążyć. A nasi wszyscy zawodnicy skoczyli tak jak trzeba.

- Reprezentacja osiągnęła coś, na co Pan nigdy nie miał szans. Ale z drugiej strony, historyczny sukces wywalczyło pokolenie małyszomanii.
- Rozpiera mnie niezmierna duma. To coś niesamowitego, że mogę tu być z nimi, że mogę im pomagać. Całym sercem. To niesamowita przyjemność, a ukoronowaniem jest ten medal. Taki sukces sprawia, że ta praca jest zupełnie inna, sprawia niesamowitą frajdę. Fajnie czuć się potrzebnym. I jak wszystko wychodzi, to jest zaje…

- A w sumie to początek tej przygody.

- Kwestia jest taka, że w przyszłym roku na pewno będzie ciężko, ale tu też nie było łatwo. Teraz jednak chcemy cieszyć się tym, co się stało. Był niedosyt po konkursach indywidualnych, szczególnie na normalnej skoczni, ale to, co się zdarzyło teraz zrekompensowało wszystko.

- Bez Adama Małysza 15 lat temu nie byłoby tego sukcesu?

- Nie wiem, czy by był, czy nie, nie ma co tak stawiać sprawy. Ja się cieszę, że dołożyłem swoje pięć groszy do tego wszystkiego, że moje wyniki spowodowały takie zainteresowanie skokami. Młodzież chciała skakać, przyszła, trenowała, a teraz odniosła wielki sukces. Trzeba było takiego Horngachera, żeby nie jeden, ale czterech czy nawet sześciu chłopaków, mogło walczyć o medale i wygrywać w konkursach drużynowych.

- Szampan się mroził?
- Nie przygotowaliśmy nic, że by nie zapeszać. Będzie spontan, coś się zorganizuje. Mamy różne zaproszenia, trudno byłoby nie świętować. Ale raczej spędzimy ten czas we własnym gronie, można wtedy trochę popłakać i pożartować.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: Lahti 2017. Adam Małysz: Świętowanie? Będzie spontan - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie