King musiał wygrać i to zrobił. Krok bliżej play-off [ZDJĘCIA]

Jakub Lisowski
Jakub Lisowski
King Szczecin – Trefl Sopot 98:73
King Szczecin – Trefl Sopot 98:73 Andrzej Szkocki/Polska Press
Udostępnij:
King bez trudu ograł Trefla Sopot i wciąż jest w grze o najlepszą ósemkę Energa Basket Ligi.

Trener Arkadiusz Miłoszewski pracę w Szczecinie rozpoczął w październiku i lepszego początku pierwszej samodzielnej pracy w roli głównego trenera naprawdę nie mógł sobie wymarzyć: cztery mecze i cztery zwycięstwa. Pierwsza wpadka w Gdyni była tak niespodziewana, jak kryzys, który otworzyła. Szczeciński zespół potrzebował zmian kadrowych, by przerwać nieszczęścia. To się udało, ale cały czas King nie jest zespołem stabilnym. Skład ma na tyle personalnie mocny, że powinien walczyć z każdym, ale nie zawsze to wychodziło. Przystępując do meczu z Treflem Sopot drużyna była na 9. pozycji w tabeli. Musiała wygrać, by być w grze o play off. Brak awansu do najlepszej ósemki byłby dla całej organizacji dużą wpadką, ale i dużym rozczarowaniem dla Miłoszewskiego.

Trefl przyjechał do Szczecina z podobnym ciśnieniem, ale był w jeszcze trudniejszej sytuacji. Wiedział, że porażka w zasadzie zamyka mu takie szanse, a forma z ostatnich tygodni nie mogła napawać optymizmem. Sopocianie zanotowali kilka wysokich porażek, co było oczywiście szansą dla Kinga.

Wilki w I kwarcie pokazali, że są zmotywowani i nie odpuszczą. Trefl ten mecz zaczął zbyt spokojnie, swoją taktyką zdecydowanie ułatwiał grę szczecinianom. W nowej koszykówce zespoły, które nie chcą szukać rzutów dystansowych przegrywają. Goście długo starali się rozgrywać swoje akcje i raczej szukali wejść pod kosz. Popełniali przy tym błędy, więc szczecinianie szybko odskoczyli.

Tylko na moment w II kwarcie King stracił kontrolę. Akurat rywalom wpadły trzy trójki, więc dystans zamiast urosnąć do 20 oczek stopniał do 9. Ale chwila narady i przewaga znów była bezpieczniejsza, kilkunastopunktowa.

Po czterech minutach po zmianie stron King prowadził już 66:46, ale goście przebudzili się za sprawą Yannicka Franke’a, który trafił trzy trójki i zmniejszył straty do 11 oczek (71:60 dla Kinga w 28. minucie). Miłoszewski poprosił o czas i przyniosło to dobry efekt.

Powiększenie przewagi w końcówce III kwarty było kluczowe dla spotkania. Trefl nie znalazł już w sobie energii, by walczyć dalej. Przewaga rosła, dochodziła do 30. Wielka w tym zasługa Jay’a Threatta, który po raz pierwszy zagrał tak dobry mecz w ataku. Pozostali gracze dokładali i King występem najlepiej podziękował przybyłym na mecz kibicom.

King Szczecin – Trefl Sopot 98:73
Kwarty: 26:17, 26:22, 24:21, 22:13
King: Threatt 23 (3), Richardson 16 (3), Dorsey-Walker 14, Borowski 13 (1), Langevine 7 – Kikowski 6 (1), Schenk 6, Kroczak 5 (1), T. Davis 5 (1), Matczak 3 (1), Bartosz.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Szczeciński
Dodaj ogłoszenie