Jedyny polski zdobywca Pulitzera był w Szczecinie. Fotograf demokracji w Centrum Dialogu Przełomy

Michał Elmerych
Michał Elmerych
Spotkanie w Centrum Dialogu Przełomy, gdzie odbyła się projekcja filmu o Cezarym Sokołowskim
Spotkanie w Centrum Dialogu Przełomy, gdzie odbyła się projekcja filmu o Cezarym Sokołowskim Sebastian Wołosz
Najwyższy dziennikarski splendor zyskał za fotografię, której wcale nie uważa za najlepszą. Przyznaje się do strachu i do lojalności. W Szczecinie omal nie dostał kiedyś wartej sporo pieniędzy kamery. Dwójka wrocławskich fotoreporterów i ich berliński kolega zrobili o nim film i nazwali „Photographer of Democracy”. Cezary Sokołowski – jedyny Polak z nagrodą Pulitzera na koncie, przyjechał na jego specjalny pokaz w Centrum Dialogu Przełomy.

Z hotelu w którym się zatrzymał na spotkanie w CDP poszedł piechotą. Może nawet ktoś z was minął go na ulicy. Siwa czupryna, czarna kurtka i kamizelka a pod nią t-shirt. Z wymalowanym na nim, a jakżeby inaczej, aparatem fotograficznym. Nic w Sokołowskim na pierwszy rzut oka nie pokazuje, że od czterdziestu lat robi zdjęcia dla jednej z najsłynniejszych światowych agencji, amerykańskiej Associated Press.

- Masz tu bilet lotniczy do Rzeszowa, tam trwają strajki rolnicze. Ma tam być Lech Wałęsa. Pojedziesz i będziesz go fotografował – opisuje swoje pierwsze zlecenie dla AP Sokołowski. Była pierwsza połowa 1981 roku. Nie ukrywa, że dostał angaż po to by fotografować właśnie Lecha Wałęsę, bo jak mówi nikogo nie interesują zdjęcia tych którzy nie są liderami.

- Zrobiłem bardzo fajne zdjęcia Andrzeja Gwiazdy. I co? I nie mogłem ich opublikować, bo nikogo to nie interesowało. Na stadionie Radomiaka w Radomiu robiłem zdjęcia Lecha Wałęsy. Na zdjęciu jest Michnik, Wałęsa, Kuroń i tam jeszcze ktoś. Wysyłam takie zdjęcia do agencji i za chwilę dostaję informację teleksem, czy można przekadrować to zdjęcie, bo nikt na świecie nie wie kto to jest Michnik, kto to jest Kuroń. „Ja też nie wiem” – tam był taki dopisek. Świat interesują tylko liderzy – opowiada Sokołowski.

I podaje przykład ze świata sportu, z kolarstwa. W wyścigu najważniejszy jest ten kto wygrał, albo ten który się wywrócił… Na swoim przykładzie opisuje też, jak działają wielkie agencje przy zatrudnianiu ludzi, którzy mają dla nich pracować. On sam miał 23 lata, kiedy wykonał pierwsze zdjęcie dla Amerykanów.

- Szukają fotoreporterów i dziennikarzy nieskażonych pracą dla innych. Bez nawyków. Ludzi takich, których będą mogli ukształtować na swoją modłę. Tak by mieć pewność ich pracy – opisuje.

Wałęsę fotografuje przez całe lat 80. zeszłego stulecia. Jest w najważniejszych momentach. Wtedy kiedy na plebanii w Gdańsku słucha relacji z wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla, którą odbierała za niego żona, gdy próbuje wrócić do pracy. Gdy zaczynają się obrady Okrągłego Stołu.

Świat gna jednak do przodu. Jesienią 1989 roku Sokołowski się boi. Nie o to, że przez to że jego agencja zwolni go, bo Polska zmierza w kierunku demokracji. Boi się, bo agencja wysłała go do Bukaresztu. A tam trwa prawdziwa rewolucja. Nicolae Ceaușescu i Securitate nie chcą oddać władzy.

- Przyjechaliśmy przez Sofię. Wysiadamy na dworcu, a ja mam ze sobą kilka walizek ze sprzętem potrzebnym mi w pracy. Szamoczę się z nimi, kiedy nagle pada seria wystrzałów. Nie byłem w wojsku, więc ta seria dodatkowo mnie przeraziła. Ludzie obok mnie kładą się na ziemi, a ja mam te walizki. Tak, wówczas się bałem – wspomina.

Jeździ po Europie Wschodniej, Fotografuje jej przełomy, znajduje też czas, na swoją drugą pasję sport. W 1991 roku robi zdjęcie, które przechodzi do historii. Na czołgu w środku Moskwy, żołnierz z uniesionymi rekami pozdrawia oklaskujący go tłum. W lufie pojazdu tkwi zatknięty tam czerwony kwiat.

- Najpierw to musiałem sprawdzić co to jest ten Pulitzer, bo nigdy o nim nie myślałem. A potem jak zobaczyłem zdjęcie jakie zostało wybrane, to zacząłem się zastanawiać dlaczego. Przecież na nim się niewiele dzieje – uśmiecha się.

Zdjęcie Sokołowskiego, było jednym z pięciu składających się na reportaż z Puczu Moskiewskiego. Nota gratulacyjna od Uniwersytetu Columbia wciąż wisi na ścianach warszawskiego biura Associated Press.

Czarek Sokołowski (tak jest podpisywany w serwisie AP) wciąż jest aktywnym fotoreporterem. Jego ostatnie zdjęcia jakie można znaleźć w serwisie AP News to obrazy z beatyfikacji kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Z połowy września.
Na pytanie czy nie kusi go, żeby pojechać na polsko-białoruską granicę i tam dokumentować to co się dzieje, może nawet łamiąc zasady wprowadzonego w niektórych gminach stanu wyjątkowego najpierw odpowiada jednym zdaniem.

- Jestem własnością agencji.

A kiedy milczymy, nie do końca rozumiejąc, rozwija.

- Ani ja, ani agencja nie możemy sobie pozwolić na to, żebym nie mógł pracować. Dlatego nie wykonujemy działań, które mogłyby do tego doprowadzić. Pamiętam jak pierwszego dnia stanu wojennego ówczesny szef warszawskiego biura AP zabrał mi aparat i schował do pancernej szafy. „Dostaniesz go, kiedy my będziemy mieli zgodę na twoją pracę” powiedział wówczas. I te zasady nie zmieniają się od lat.

Sprawdź, jakie wydarzenia kulturalno-rozrywkowe dzieją się w niedzielę w Szczecinie. Wykorzystaj ostatni dzień słonecznego weekendu w mieście!

Niedzielne wydarzenia kulturalno-rozrywkowe w Szczecinie. Pr...

Film o Sokołowskim powstawał lata. To nie była prosta reporterska robota. Podjęła się jej dwójka wrocławskich fotoreporterów Natalia Dobryszycka i Piotr Hawałej.

- Myślałem, że odpadną po miesiącu – śmieje się Sokołowski – ale wytrwali.

Piotr Hawałej jest synem Adama, fotoreportera Centralnej Agencji Fotograficznej, a potem Polskiej Agencji Prasowej. Sokołowskiego zna od dzieciństwa.

- Czarek był znany tylko w takim wąskim gronie fotoreporterów. Jego zdjęcia ukazywały się w prasie zagranicznej, a to powodowało, że mimo nagrody Pulitzera był mało znany. A poza tym, ja od najmłodszych lat i potem jak wchodziłem w życie zawodowe obserwowałem jego pracę. Dla mnie był kwintesencją prawdziwego dziennikarstwa - mówi.

- Chcieliśmy zrobić film dokumentalny już dawno. Oboje jesteśmy fotoreporterami. A poza tym Czarek się zgodził – dodaje Dobryszycka.

Głównego bohatera i twórców filmu do Szczecina sprowadził Jerzy Undro. On też ma za sobą pracę w Centralnej Agencji Fotograficznej i Polskiej Agencji Prasowej.

- To była taka mała prywata. Chciałem, żeby szczecinianie zobaczyli film o Czarku to raz, ale chciałem się też z nim spotkać. Piotr, który jest współautorem filmu jest synem mojego kolegi, A z kolei gdzie najlepiej pokazać film o człowieku, który fotografował przełomy jak nie u Agnieszki – szczerze tłumaczy.

A wspomnienie numer jeden ze Szczecina Sokołowskiego ma związek z wyborami prezydenckimi w 1990 roku. Przyjechał tutaj na konwent Stana Tymińskiego. I zaczął ludziom zadawać pytanie, czy oni naprawdę akurat temu kandydatowi wierzą.

- Tak. Tak jak panu. I na dowód tej wiary ja daję panu swoją kamerę – odparł w pewnym momencie jeden z mężczyzn i zaczął wciskać Sokołowskiemu wartą wówczas fortunę kamerę wideo.

Sokołowski kamery nie wziął, ale już na zawsze pozostało mu przekonanie, że Szczecin to miasto niezwykłe. I miasto niezwykłych ludzi.

ZOBACZ TEŻ:

Bądź na bieżąco i obserwuj:

Tragedii można było uniknąć. Oskarżenia po adresem Baldwina

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie