Jarosław Niezgoda: Liczę, że wyjadę do mocnego klubu, chyba że awansuję z Legią do Ligi Mistrzów

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Jarosław Niezgoda: Liczę, że wyjadę do mocnego klubu, chyba że awansuję z Legią do Ligi Mistrzów Bartek Syta/Polska Press
Wywiad tygodnia. - Nie chcę odchodzić z Legii Warszawa za wszelką cenę - przekonuje napastnik stołecznego klubu i lider klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy Jarosław Niezgoda.

Wymieni pan trzech najlepszych napastników w polskiej ekstraklasie?
Trzech?

Tak, może pan wybrać siebie.
To jeszcze dwóch. Igor Angulo [z Górnika Zabrze] jest dobry. Co prawda już strzela mniej goli i nie jest szybki, ale wciąż ma timing. Christian Gytkjaer [z Lecha Poznań] też jest spoko.

Jose Kante się nie obrazi?
Dałem się podpuścić, ha ha.

Woli pan grać z nim w ustawieniu z dwoma napastnikami, czy z Luquinhasem jako środkowym ofensywnym pomocnikiem?
I znowu wyczuwam podpuchę…. Mówiąc poważnie, rzadko gramy z Jose, a jeśli już, to nieźle to wygląda. Uzupełniamy się. Najważniejsze, że wygrywamy bez względu na to, kto gra.

Od których napastników w Polsce najwięcej się pan nauczył?
Od Marka Saganowskiego, czy to jak grał, czy teraz, kiedy pracujemy na treningach. Poza nim byłem pod wrażeniem Nemanji Nikolicia. Z dwóch akcji, które miał w meczu, zdobywał cztery bramki.

Pan w tym sezonie też strzela - 14 goli w 18 ligowych meczach. Jest pan liderem klasyfikacji strzelców w ekstraklasie.

Jestem z siebie zadowolony, tym bardziej, że doszedłem do odpowiedniej formy po okresie problemów kardiologicznych. Były obawy, czy w ogóle będę w stanie wrócić do gry. Pokazałem, że tak, wróciłem nawet na wyższy poziom niż wcześniej. Co prawda typowo piłkarska dyspozycja jest podobna do tej, co była, ale na plus zmieniła się skuteczność. 14 goli, wstydu nie ma. Poza tym nie wypadam już z treningu co kilka dni, a takie rzeczy zatrzymują karierę.

Okres z problemami zdrowotnymi traktuje pan jako czas stracony czy naukę?
Na pewno czegoś się nauczyłem. Obecnie większą uwagę przykładam do przygotowania się do treningów, do aktywizacji swojego ciała. Natomiast podczas zajęć koncentruję się na doskonaleniu moich mocnych stron, jak dynamika i motoryka, wychodzeniu do piłek prostopadłych, strzałów w polu karnym.

https://www.instagram.com/p/B5gbj85nyFt

Trudno było funkcjonować w drużynie, gdy co chwilę coś panu dolegało?
Pewnie, w pewnym momencie czułem się jej najsłabszym ogniwem. Byłem na bocznym torze. Nawet jak trener Ricardo Sa Pinto dawał mi okazję gry, to nie umiałem jej wykorzystać, by mi zaufał na dłużej. Jeśli brakuje formy fizycznej, to cudów nie będzie.

Z kolei na początku tego sezonu Aleksandar Vuković stawiał w ataku na Sandro Kulenovicia. W drugiej połowie rundy często wymienia się pan miejscem w składzie z Jose Kante.
W przypadku Sandro, to muszę przyznać, że w tamtym czasie nie byłem w takiej formie, być grać w pierwszym składzie. Ten wybór był dla mnie wtedy sprawiedliwy. Obecnie obaj z Jose Kante mamy dobrą dyspozycję, trener nami sprawiedliwie zarządza.

Mecz z ŁKS na wyjeździe [3:2 - red.] w szóstej kolejce, w którym strzelił pan pierwsze dwa gole w tym sezonie był dla pana przełamaniem?
Tak, zdecydowanie. Kluczowa była bramka, a nawet dwie. Od razu napastnik ma inne podejście do gry, pewność siebie wzrasta.

Swoją drogą, dwie kolejki temu, przed spotkaniem ze Śląskiem [3:0 - red.] miał pan serię pięciu meczów ze strzelonym golem. Mimo to rywalizację we Wrocławiu rozpoczął pan na ławce rezerwowych.
Przed meczem rozmawialiśmy z trenerem. Mówił mi, jaki ma na niego pomył. Nasz plan był taki, żeby zaatakować wysokim pressingiem i zawodnicy, którzy zagrali, lepiej pasowali do taktyki. Normalna sprawa. W następnym spotkaniu, z Wisłą Płock, zagrałem od początku.

Mimo wszystko kilka starć ze zdobytą bramką rozpoczynał pan na ławce. Pasuje panu rola dżokera w talii Vukovicia?
Naturalnie każdy zawodnik woli grać od pierwszej minuty, najlepiej od pierwszej do ostatniej. Ale z drugiej strony - jeśli ma grać całe spotkanie słabo albo wejść na ostatnie pół godziny i strzelić gola, to wolę drugą opcję.

Trener Vuković powiedział, że jest pan zawodnikiem, o którego regenerację trzeba szczególnie dbać.
Często z tego tematu żartujemy. Taką mam mowę ciała, że wyglądam na zmęczonego, mimo że nie jestem. Nawet po sześciu dniach wolnego, ktoś, kto na mnie spojrzy, może odnieść wrażenie, że wczoraj ciężko zasuwałem. Taki mam styl. Można to zobaczyć także podczas meczów. Sam tak mam. Wydaje mi się, że w danym spotkaniu biegam, a oglądam powtórkę i łapię się za głowę. Myślę: „co ja tam robię?! Na miejscu trenera zdjąłbym siebie z boiska”.

Pracujecie nad zaktywizowaniem pana?
Próbowaliśmy, bezskutecznie. Trzeba już się z tym pogodzić. Ale pamiętajmy, że napastnik ma określoną rolę. Musi biegać mądrze, być tam, gdzie być powinienem, zwłaszcza w decydującym momencie.

Pan to ma, stąd brak krytyki za małą aktywność?
Przede wszystkim strzelam gole albo asystuję, więc ludzie przymykają na to oko. Jak wygrywamy 2:0, a Niezgoda zdobył obie bramki, to geniusz. Ale jeśli nie będzie zwycięstw, wtedy pojawią się komentarze, że słabo grałem.

Siłą rzeczy po dobrych spotkaniach pojawia się zainteresowanie zagranicznych klubów.
Zainteresowanie i obserwacje są, ale nie znaczy to, że są konkretne oferty. Z tego co czytam w mediach, to piszecie o kierunku wschodnim. Mój menedżer Marek Citko za wiele mi nie mówi, ale dlatego, że nie chcę zaprzątać sobie tym głowy w trakcie rundy.

Wolałby pan zmienić klub już teraz zimą czy po sezonie?
Każda opcja jest możliwa, także ta, że nigdzie nie odejdę. Pół roku temu było blisko, żebym odszedł do Danii. Wtedy nawet chciałem, bo moja sytuacja w Legii wyglądało słabo. Dziś dobrze się tu czuję i nie chcę się stąd ruszać na siłę. Jeśli będzie oferta dobra dla mnie oraz dla klubu - a na tym również bardzo mi zależy - to zobaczymy.

Ma pan wrażenie, że obecną formę musi wykorzystać, bo inaczej pociąg panu odjedzie?
Trochę tak, mam 24 lata, nie jestem już młody, jak na piłkarza, ani też nie można powiedzieć, że doświadczony. To taki dobry czas dla piłkarza i moment, że trzeba pokazać, co się ma najlepsze.

Jaka liga jest pana ulubioną?
Chyba Bundesliga. Jak kiedyś sobie myślałem, to celem były właśnie Niemcy. Ale - podkreślam - nie chcę, by brzmiało to tak, że chcę za wszelką cenę odejść z Legii.

Zanim wykryto u pana problemy kardiologiczne, porównywano pana z Krzysztofem Piątkiem. To był sezon, w którym obaj strzelaliście gole jak na zawołanie…
To bardzo dobry przykład, by pokazać, jak dużo rzeczy może zmienić się w piłce w rok czy nawet pół roku. Krzysztofowi trzeba pogratulować, że z Cracovii wyjechał do Genoi, a później trafił do AC Milan i świetnie sobie radzi. Może teraz trochę spuścił z tonu, ale sam sobie wysoko zawiesił poprzeczkę. Nie podążę tą samą drogą, ale liczę, że przyjdzie i na mnie czas. Że wyjadę za granicę do mocnego klubu i będę odgrywał tam ważną rolę. Chyba że z Legią awansuję do Ligi Mistrzów.

Jak ocenia pan swój potencjał z potencjałem Piątka?

Zacznijmy od tego, że Krzysiek jest na innym poziomie. Trzeba to było robić przed jego wyjazdem do Włoch. Zresztą to rola ekspertów. Potoczyło się, jak się potoczyło - Krzysiek pojechał do Włoch, a ja do szpitala.

Obecnie nie tylko pan jest w formie, lecz także Legia. Po październikowej przerwie na kadrę wygraliście osiem meczów i dwa przegraliście. W Pucharze Polski awansowaliście do ćwierćfinału.
Czujemy się mocni, tym bardziej, że oprócz porażki w Szczecinie i w Lubinie, mecze nie były wygrywane przypadkowo, a wysoko i w dobrym stylu. Drużyny, które będą przyjeżdżać na Łazienkowską będą miały więcej respektu, niż w poprzednim sezonie.

Strzelając tyle goli, nie można pominąć pytania o reprezentację Polski. Oczekuje pan powołania?
W ogóle o tym nie myślę. Pół roku przed mistrzostwami świata w 2018 r. też były takie spekulacje, ale ostatecznie do niczego nie doszło. Jak brzmi ta regułka? Skupiam się na następnym meczu.

Rozmawiał i notował Tomasz Biliński

Jarosław Niezgoda po meczu Legia - Raków: Nie byłem wyznaczony do karnego, koledzy mi pomogli

Wideo

Materiał oryginalny: Jarosław Niezgoda: Liczę, że wyjadę do mocnego klubu, chyba że awansuję z Legią do Ligi Mistrzów - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

D
Dana

Cześć !! .. Dziewczyny też kochają piłkę nożną ... Chcesz nowych randek? nie pożałujesz .. Jeśli nie masz nic przeciwko ..Będzie gorąco.. . (skopiuj link) awaiting.icu

F
Forest

Trochę pokory placu już nie jeden był kozak wyjechał i co i koniec bo się okazał zwykłym kopaczem. Czasy się zmieniają piłka teraz na boisku trzeba biegać walczyć a nie tylko stać i liczyć że coś dograją a ty strzelisz i zabierzesz pochwały. Durniu

R
Ricardo

Czy nie za dużo sodowej się nalało do główki? Jest różnica między pewnością siebie a pychą.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3