Hiszpania nie taka rozbita. Prawie jej się udało, ale od czego Portugalia ma Cristiano Ronaldo

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Soczi
Mecz Portugalii z Hiszpanią był najlepszy z dotychczasowych rozegranych podczas mistrzostw świata w Rosji. Bartek Syta/Polska Press
Diego Costa nie wpadł w ręce selekcjonera po strzeleniu pierwszego gola. Stanął naburmuszony i wsłuchiwał się w wiwatujący tłum, niczym gladiator. Cieszyli się jego koledzy z drużyny. I to nie jeden raz. Ludzie, którym dwa dni wcześniej zakłócono start mistrzostw świata. Ich mecz z Portugalią na stadionie Fiszt w Soczi prawie zakończył się happy-endem. Prawie, bo od czego jest Cristiano Ronaldo. Dzięki trzem golom najlepszego piłkarza na świecie, a ostatniemu strzelonym tuż przed końcem spotkania, mistrzowie Europy zremisowali z Hiszpanią 3:3.

Choć hiszpańscy piłkarze nie sprawiali wrażenia, że afera z minionego tygodnia wstrząsnęła drużyną. Jeszcze przed przerwą wydawało się, że to oni obejmą prowadzenie. Najpierw trafił Costa, który nie patyczkował się z Pepe (nie pierwszy raz w karierze). Wprawdzie nie było to cios łokciem znany z mieszanych sztuk walki, ale obrońca Realu Madryt padł na murawę. Nie wiedział się za co złapać, więc zasłonił oko. Sędzie kazał mu wstać. Z kolei napastnik Atletico Madryt nie patrzył, co się dzieje. Zabrał się z piłką, dwa razy zwiódł Jose Fonte i w 24. minucie doprowadził do wyrównania.

Po tym trafieniu selekcjoner Portugalczyków, Fernando Santos, miał minę, jakby pragnienie gasił sokiem z cytryny. Defensywa jego drużyny była daleko od tego, jak wyglądała dwa lata temu we Francji. W dużej mierze dzięki niej Cristiano Ronaldo i spółka zostali mistrzami Europy (przypomnijmy, że wygrywając tylko jeden mecz w regulaminowym czasie gry).

Choć tylko pięciu Portugalczyków, którzy zaczęli finał z Francją dwa lata temu rozpoczęło piątkowe starcie z Hiszpanami. W większości odpowiadający za defensywę. To bramkarz Rui Patricio, obrońcy Pepe, Raphael Guerreiro i Jose Fonte oraz oczywiście Cristiano Ronaldo.

Zresztą, gdy 33-letni Portugalczyk został sfaulowany już trzeciej minucie przez Nacho wydawało się, że poranne tego dnia peany hiszpańskich kibiców o swojej drużynie będzie można uznać za fanatyzm. Szczególnie po aferze, jaka dotknęła ją w ostatnich dniach.

I wydaje się, że Hiszpania ma już wroga numer jeden, wytłumaczenie, jeśli jej reprezentacja nie poradzi sobie w Rosji. To Luis Rubiales. Dotychczas postać, o której w europejskim futbolu mówiło się rzadko albo wcale. To prezes hiszpańskiej federacji piłkarskiej. Kiedy pojawił się na telebimach na stadionie w Soczi, większość z 43866 kibiców na trybunach zaczęła gwizdać. Być może nie ma czemu dziwić. Dwa dni przed rozpoczęciem zmagań w grupie B Rubiales poinformował, że selekcjonera Julena Lopetegieu zastąpi Fernando Hierro.

Szef związku tłumaczył decyzje tym, że Lopetegieu za plecami federacji porozumiał się z Realem Madryt, w którym ma zacząć pracować od nowego sezonu. Szkoleniowiec nie chciał tego komentować. Podobnie milczał, gdy pytany był o swojego następca. Dotychczasowego dyrektora sportowego kadry, a przede wszystkim… swojego przyjaciela.

Gdy na ekran wskoczył Hierro, było tyle samo gwizdów, co braw (równie głośno w pewnym momencie krzyczeli „Russia!”). Tak czy inaczej 50-letni Hiszpan pewnie nie tak planował objęcie kadry. To przecież jeden z najlepszych piłkarzy w swoim kraju. Niemal całą karierę spędził w Realu Madryt, z którym nie wygrał tylko Pucharu UEFA (dziś Liga Europy). Z drużyną narodową był na czterech mundialach, na których jednak nie zdobył żadnego medalu.

Rzut karny wykorzystany przez Ronaldo przyjął na chłodno. Ale już dziesięć minut później zdjął marynarkę i zakasał rękawy. Machał rękoma, krzyczał, wydawał polecenia, jednak po kolejnych golach jego zespołu cieszył się sam. Piątkę przebijali z nim tylko ludzie ze sztabu. Nawet Costa, który zszedł w 77. minucie przeszedł obok Hierro, jakby się nie znali. A były obrońca powinien znać go doskonale. Nawet z tego meczu.

W końcu to napastnik Atletico w 55. minucie strzelił swojego drugiego gola. Po trzech następnych trzecią bramkę dla Hiszpanii zdobył Nacho (odkupując winy za faul na Ronaldo w polu karnym?), „La Furię Roję” przystopował zdobywca Złotej Piłki. I to tuż przed przerwą! Wprawdzie nie sposób odmówić piłkarskich umiejętności Portugalczykowi, to poza nim pewnie nikt nie miał by pretensji, gdyby gola z 44. minuty zapisano na konto Davida De Gei. Zamiast złapać piłkę (fakt, że kopniętą z piekielną siłą) lecącą mu w ręce, pozwolił, by ta obiła się o jego dłoń i wpadła do bramki. Chwilę trwało nim podniósł czoło. Może gdyby ziściły się plotki i doszło do jego transferu do Realu Madryt, nauczyłby się bronić strzały Ronaldo?

W każdym razie miał być hit i był. A bramek mogło być więcej. Jednak David Silva miał rozregulowany celownik. Jak pokazała technologia Goal-line, centymetry od strzelenia gola był Isco, gdy piłka po jego kopnięciu odbiła się od poprzeczki i odbiła od linii bramkowej. Hiszpanie dobrze zaczęli mistrzostwa. Rywale ograniczali się do kontr. Jedna z ostatni zakończyła się faulem przed polem karnym. I tego, co zrobił gwiazdor Realu w 88. minucie żaden bramkarz nie potrafi się nauczyć od lat. Z około 20. metrów odpalił swojego zmodyfikowanego „tomahawka”. De Gea nawet nie drgnął. Ale tym razem nie miał powodów do zmartwień. Był częścią świetnego meczu.

Portugalia – Hiszpania 3:3 (2:1)
Bramki:
Ronaldo 4 z karnego, 44, 88 – Costa 24, 55, Nacho 58

Mistrzostwa świata 2018. Pocztówka z Soczi

Wideo

Materiał oryginalny: Hiszpania nie taka rozbita. Prawie jej się udało, ale od czego Portugalia ma Cristiano Ronaldo - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3