Ziobro będzie jedną z najpotężniejszych osób w państwie. Jeszcze niedawno odsyłano go na emeryturę

Dorota Kowalska
Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro Piotr Smolinski
Udostępnij:
Zbigniew Ziobro miał w swojej politycznej karierze gorsze i lepsze chwile. Kiedy nie dostał się do europarlamentu, co niektórzy odsyłali go na polityczną emeryturę. Dzisiaj Ziobro skupia w swoim ręku sporą władzę i sięga po więcej.

Zbigniew Ziobro jest w swoim żywiole. Wrócił do ministerstwa, które doskonale zna, bo mu już kiedyś szefował. Jako prawnik czuje się tu pewnie, jak ryba w wodzie. I walczy o jak największą władzę. Bo prawda jest taka, że jeśli ustawa o prokuraturze wejdzie w życie w proponowanej wersji, Ziobro obok Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło stanie się jedną z najpotężniejszych osób w państwie. Będzie nie tylko ministrem sprawiedliwości, ale i prokuratorem generalnym, a pozycja tego drugiego mocno wzrośnie. Prokuratura będzie tak naprawdę narzędziem w rękach rządzących, zdaje się, że obawiają się tego sami prokuratorzy, w każdym razie ponad stu z nich zadeklarowało chęć przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Ziobro doskonale jednak wie, że nie jest pupilem prezesa, swego czasu nawet mu się postawił i wyprowadził ludzi z Prawa i Sprawiedliwości. Ale jak to już wcześniej bywało z uciekinierami, pokornie wrócił, pokajał się i stanął przy Kaczyńskim. Nie może być jednak niczego pewien, dlatego, miał się ponoć dogadać z Jarosławem Gowinem, którego Polska Razem też weszła do Zjednoczonej Prawicy.

- Ponoć razem z Gowinem zawarli ustną umowę, że jeśli prezes uderzy w jednego lub drugiego, wyprowadzą swoich ludzi ze Zjednoczonej Prawicy. Kaczyński wie, że ludzie Ziobry i Gowina są mu potrzebni, więc ci niejako trzymają go w szachu - opowiada jeden z polityków prawicy.

Nie wszyscy jednak wierzą w siłę takiej umowy.

- Nawet jeśli do takiej umowy doszło, to nie ma ona znaczenia, bo nie wiadomo, jak zachowaliby się panowie, gdyby rzeczywiście któryś z nich miał kłopoty. Pewnie wcześniej czy później, któryś by zdradził i nie dotrzymał słowa - mówi inny polityk prawicy. A jego kolega tłumaczy:- Może i Gowin z taką propozycją wyszedł, ale on nigdy nie był w Prawie i Sprawiedliwości. Ziobro był i doskonale zdaje sobie sprawę, że Kaczyński nie z tych, których trzyma się w szachu. Prezes już raz mu pokazał, gdzie jest jego miejsce i Ziobro doskonale tę lekcję zapamiętał. Nigdy już żadnych warunków Kaczyńskiemu stawiał nie będzie. Poza tym, jak Ziobro i Gowin wyjdą ze Zjednoczonej Prawicy, prezes zawsze przeciągnie na swoją stronę innych posłów, na przykład tych od Kukiza”

Ziobro dostał niezłą, polityczną lekcję i teraz zdaje się być o nią silniejszy. Już kilka razy wróżono mu koniec politycznej kariery, a po tym jak nie dostał się w ostatnich wyborach do europarlamentu, odesłano go nawet na polityczną emeryturę. Ale Ziobro jakoś się trzyma, kiedy trzeba zabiera głos, innym razem podkula ogon i siedzi cicho. Ostatnio głośno o nim z przynajmniej dwóch powodów, właśnie z powodu planowanej reformy prokuratury i listu, jaki wysłał do pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. Korespondencja dotyczyła Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Ziobro walczył, jak lew o dobre imię Polski, chociaż niektórzy uznali pismo za śmieszne.

Ale też ambicji i waleczności nigdy Ziobrze nie brakowało. Ojciec ministra sprawiedliwości, Jerzy, był ordynatorem. Dr Jerzy Ziobro nie zaliczał się do ludzi wylewnych, czy otwartych. Razem z żoną mieli wąskie grono znajomych, z którymi się spotykali, a w ostatnich latach życia Jerzego Ziobry wyjeżdżali w dalekie podróże zagraniczne, np. do Brazylii czy Meksyku. Wspominany jest jako szef dobrze zorganizowany i kompetentny, ale oschły, apodyktyczny. Gdy brakowało mu argumentów, podnosił głos. Wagę swych słów lubił podkreślać formułami:„My ,lekarze...” albo„My, dyrektorzy...”.
Z Krystyną, absolwentką Śląskiej Akademii Medycznej, ożenił się w 1969 r. W Krynicy uchodziła za najlepszego dentystę, zwłaszcza że praktykę zdobywała za granicą. Krystyna Ziobro uważana jest za kobietę ciepłą, pogodną. Taka też okazuje się w osobistym kontakcie. To ona namawiała syna, by poszedł w ślady rodziców i wybrał studia medyczne. Załatwiała mu nawet korepetycje z kilku przedmiotów, aby mógł poradzić sobie z egzaminem wstępnym. Wybrał jednak prawo. W wywiadzie udzielonym dla „Dużego Formatu” Ziobro opowiadał, że jako nastolatek w rodzinnej Krynicy nie należał do żadnej grupy rówieśniczej, był mało wysportowany, uwielbiał za to czytać książki i chodzić po górach z psem. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim i aplikacji w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach został doradcą ministra spraw wewnętrznych i administracji Marka Biernackiego. Założył też w Krakowie z Witoldem Gadowskim stowarzyszenie Katon oraz Centrum Pomocy Ofiarom Przestępstw. Brał udział przy pracach nad programem„Bezpieczny Kraków”.

- Ambitny i pracowity. Zawsze wiedział, czego chce - mówi nam osoba znająca Ziobrę z tamtych czasów.

W 2001 r. został wybrany na posła z listy PiS w okręgu krakowskim. Uzyskał najlepszy wynik w samym Krakowie, drugi w całym okręgu - 36 tys. głosów. W 2002 r. kandydował na stanowisko prezydenta Krakowa, lecz poniósł porażkę.

Ale już w marcu 2001 r. Ziobro został podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości i jednym z najbliższych współpracowników ministra Lecha Kaczyńskiego. Odszedł z pracy w resorcie po jego zdymisjonowaniu przez premiera Jerzego Buzka. Ale prawdziwa sława przyszła, kiedy zasiadł w sejmowej komisji śledczej, która miała wyjaśnić tzw. aferę Rywina. To ona tak naprawdę stała się dla niego odskocznią do wielkiej, politycznej kariery. Zasiadał w niej obok swojego niedawnego mentora - Jana Rokity, którego jeszcze kilka lat wcześniej czuł bezgraniczną niemal fascynację. Ziobro świadków wręcz obsesyjnie atakował pytaniami, a od Leszka Millera usłyszał: „Pan jest zerem, panie Ziobro”. Byłemu premierowi odpowiedziała młodzieżówka PiS, dla której młody poseł powoli stał się niemal wzorem: „Lepiej być zerem niż Leszkiem Millerem”. Ku uciesze nie tylko najmłodszych członków Prawa i Sprawiedliwości, komisja śledcza przegłosowała wersję raportu autorstwa Ziobry. Prezes Kaczyński był dumny, widział w dobrze rokującym polityku młodszą wersję siebie. Na moment w partii pojawił się nawet pomysł, aby Ziobro po wyborach w 2005 r. objął stanowisko premiera.

Bo też podczas prac komisji jawił się, jako polityk odważny, bezkompromisowy, próbujący dojść prawdy. Wtedy też zaczął przychodzić do Radia Maryja.

- Był chyba pierwszym politykiem PiS, który zaczął się tam pojawiać, bo wtedy ojciec dyrektor przychylny był Lidze Polskich Rodzin. Ale Bogdan Kopczyński, polityk LPR zasiadający w komisji Rywina, stał się, najdelikatniej mówiąc, nieobliczalny, a kogoś do studia trzeba było zapraszać, więc padło na Zbyszka - mówi nam jeden z polityków prawicy. Ziobro zdobywał medialną sławę.

Potem było stanowisko ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. I specjalna konferencja prasowa, na której Ziobro z ówczesnym Szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariuszem Kamińskim, przedstawiając okoliczności zatrzymania szefa Kliniki Kardiochirurgii Szpitala MSWiA Mirosława G., poinformowali, że prokurator przedstawił lekarzowi 20 zarzutów, w tym zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym. To wtedy padły słynne słowa, które na długo przylgnęły do Zbigniewa Ziobry. „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”- powiedział wówczas w błysku fleszy Ziobro, za co miał decyzją sądu publicznie przeprosić warszawskiego kardiochirurga. Ale praca w ministerstwie, którą stracił po upadku rządów PiS, pokazała Ziobrę jako człowieka uwielbiającego błyszczeć, być w centrum uwagi. Inna rzecz, że tak służby specjalne, jak i ministerstwo sprawiedliwości były za jego czasów jednymi z najważniejszych resortów w państwie, dużo mówiło się o ich pracy, wynikami notorycznie chwalono się w mediach.
- Prywatnie Zbyszek jest zupełnie inny: po prostu nudny - mówi jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości. I podkreśla to, co wszyscy nasi rozmówcy, że Ziobro towarzysko jest mało ciekawy, żeby nie powiedzieć drętwy.

Kaczyński nigdy ponoć nie darzył Ziobry szczególną sympatią, choć mówiło się o nim„delfin”,„następca prezesa”. Wyborcy za to Ziobrę pokochali. W wyborach do europarlamentu zebrał w Krakowie 340 tys. głosów, to drugi wynik w kraju po Jerzym Buzku, a prezydenckie sondaże robione w czasie, kiedy był ministrem sprawiedliwości, dawały mu nawet szanse na zwycięstwo, i to budowało siłę krakowskiego polityka.

- Ludzi pociągają postaci złamane, wielowymiarowe, a taki jest Zbyszek. Z jednej strony grzeczny chłopiec, z drugiej ambitny polityk, z jednej twardy szeryf, z drugiej „wymarzony zięć” - śmieje się jeden z polityków prawicy, ale też w Ziobrze zakochane są ponoć starsze słuchaczki Radia Maryja, bo jak mówią jego koledzy, jawi się im jako wymarzony materiał na zięcia. Dzisiaj z tym zięciem byłoby jednak trudno, bo Zbigniew Ziobro ożenił się z Patrycją Kotecką, kiedyś dziennikarką, mają dwójkę dzieci.

Z czasem Ziobro, zbyt pewny siebie, momentami arogancki, zaczął drażnić Jarosława Kaczyńskiego. Ten co i raz rugał swojego podopiecznego, a gdy w 2009 r. Ziobro zdobył mandat europosła, prezes PiS publicznie odesłał go do nauki języków obcych. - Co najmniej sześć godzin dziennie! Angielski i francuski! - ironizował Kaczyński. - Stawiam sobie poprzeczkę wysoko, codziennie szlifuję język - tłumaczył Ziobro. Konflikt między panami w Prawie i Sprawiedliwości stawał się coraz bardziej zarysowany, a portal Fronda.pl nazwał go wprost wojną. Jak się później okazało, do wojny zaiste doszło. Tyle że był to pojedynek Dawida z Goliatem.

W 2010 r. Jarosław Kaczyński wykluczył z PiS Elżbietę Jakubiak i Joannę Kluzik-Rostkowską. Miały działać na szkodę ugrupowania. Wraz z nimi partię opuściła grupa tzw. muzealników - ludzi skupionych wokół Muzeum Powstania Warszawskiego, bliskich współpracowników zmarłego prezydenta. Stało się jasne, że w partii nie ma miejsca ani na sentymenty, ani tym bardziej na nielojalność. Niespełna rok później los Jakubiak podzielili Ziobro, Jacek Kurski i Tadeusz Cymański. Posłowie założyli Solidarną Polskę.

Wśród zaproszonych do nowej inicjatywy było wielu posłów PiS, między innymi Andrzej Duda. Ziobro poznał Andrzeja Dudę przez Arkadiusza Mularczyka. Zrobił na nim dobre wrażenie. Potem, kiedy szukał wiceministra w ministerstwie sprawiedliwości, rozmawiał z kilkoma kandydatami, także z Dudą. I postawił właśnie na niego. Duda został wiceministrem. Z pewnością nie tak ważnym jak sędzia Andrzej Kryże czy Beata Kempa, ale jednak. Potem to właśnie Ziobro wywalczył dla Dudy miejsce w kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Widział w nim duży potencjał polityczny, uważał, że ktoś taki może się przydać w Prawie i Sprawiedliwości.

Dla „ziobrystów” było oczywiste, że Duda odejdzie razem z nimi. Nie odszedł. Jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości opowiadał nam swego czasu taką oto historię: „Był rok 2011, spotkanie klubu PiS poza Warszawą. To było to spotkanie klubu, na którym prezes nie dał dojść do mikrofonu Ziobrze. Już wtedy wiadomo było, że Ziobro z resztą szykują się do wielkiego odejścia, pewnie wiedział o tym także sam prezes. Po spotkaniu klubu była mała kolacja. Kaczyński siedział przy stoliku z kilkoma osobami, już nawet nie pamiętam z kim. Wtedy podszedł do niego Duda w tym swoim czarnym płaszczyku przed kolano i zaczął coś szeptać prezesowi do ucha. Pewnie zapewniał, że nie odejdzie, że nie ma z tamtymi nic wspólnego. Wyglądało to dość zabawnie i pewnie ludzie Ziobry też to widzieli. W każdym razie ja już wtedy wiedziałem, że Duda nie pójdzie za Zbyszkiem”

Ziobro ponoć nigdy mu tego nie darował. Ale sam temu zaprzecza.
- Andrzej Duda zadzwonił do mnie. Powiedział, że chce uczciwie powiedzieć, że nie stanie po naszej stronie w sporze w PiS. Był w trudnej sytuacji, bo oczywiście wprowadziliśmy go do PiS i dobrze współpracowaliśmy, ale Andrzej pracował w kancelarii ze śp. Lechem Kaczyńskim, był z nim mocno związany, współpracował już też z prezesem Kaczyńskim i jego otoczeniem - opowiadał mi kiedyś Zbigniew Ziobro. - Bieg wydarzeń jemu przyznał rację - dodał wtedy poseł, dzisiaj minister Ziobro.

Mimo to entuzjazm wśród „ziobrystów” był całkiem spory. Zapał ustał jednak bardzo szybko. Ziobrze ewidentnie zabrakło charyzmy. Dobitny tego przykład wyborcy otrzymali podczas pamiętnej demonstracji zorganizowanej w obronie telewizji Trwam. To wtedy Jarosław Kaczyński zwrócił się do młodego polityka słowami: „Zbyszku, zapomnijmy o tym, co było złe, o co mamy pretensje. Idźmy razem! Wracajcie!”. A Zbyszek odpowiedział łamiącym się głosem, trzymając mikrofon w rozedrganej dłoni: „Jarku, chciałbym powiedzieć jasno - jesteśmy razem! Zapomnieliśmy, co było złe, chcemy działać razem!”. Brak wyraźnej tożsamości, trudność jasnego zdystansowania się od Prawa i Sprawiedliwości to był ewidentnie spory problem Solidarnej Polski. Solidarna Polska miała niemałe problemy, a morale wśród jej członków, wbrew zapowiedziom przewodniczącego i rzecznika prasowego, z czasem były coraz gorsze. Inicjatywę opuścili Ludwik Dorn, Tomasz Górski, Jacek Bogucki.

Nic wieć dziwnego, że Ziobro dogadal się w końcu z Kaczyńskim, nie miał wyjścia, jeśli chciał przetrwać. 19 lipca Solidarna Polska i Polska Razem Jarosława Gowina podpisały porozumienie o współpracy z Prawem i Sprawiedliwością, zakładające start partii z list PiS w kolejnych wyborach: samorządowych, potem parlamentarnych, a także wystawienie wspólnego kandydata na prezydenta Polski.

W wyborach prezydenckich w 2015 Solidarna Polska, w ramach realizacji umowy z PiS, poparła kandydata tej partii Andrzeja Dudę.

Kiedy już Ziobro znalazł się po bezpiecznej stronie, stał się jednym z najostrzejszych polityków na prawicy. Wyraźnie starał się zapracować na zaufanie prezesa Kaczyńskiego. Walił na prawo i lewo, a właściwie w środek, bo najmocniej przykładał Platformie Obywatelskiej i samej Ewie Kopacz. Swoją wojnę rozpoczął właściwie w dniu, kiedy Kopacz została premierem. - Mamy wypowiedź takiej pani z magla, która coś tam opowiada i nie wiadomo, o co jej chodzi - skomentował wypowiedzi nowej premier dotyczące ewentualnej sprzedaży broni Ukrainie. Potem było już tylko mocniej. - Dostaliśmy na maksa w plecy, dostała polska gospodarka, dostał polski odbiorca prądu, czy to będzie człowiek bogaty, czy biedny, czy to będzie emeryt, czy przedsiębiorca. Każdy będzie musiał więcej płacić za prąd i to są sumy idące w miliardy, w dziesiątki miliardów złotych - stwierdził Ziobro po szczycie klimatycznym. I dodał, że to „wałek 25-lecia”, bo rząd nigdy wcześniej tak nie oszukał Polaków. Krótko mówiąc: skandal nad skandale, a tu premier mówi jeszcze, że odnieśliśmy na szczycie klimatycznym sukces. Bzdura. To co zrobić? Postawić premier Ewę Kopacz przed Trybunał Stanu. On sam taki wniosek złoży, ale w przyszłym parlamencie, bo teraz zdobycie większości i tak jest niemożliwe. Atakowana Ewa Kopacz odniosła się oczywiście do słów atakującego. - Ja nie robię z tego wielkiego sukcesu, bo nie mam wpływu na to, o czym zdecydowano w roku 2007. Ale w tej rzeczywistości, w której się znalazłam, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy - tłumaczyła premier. - A pan Ziobro, jak chce, to niech pędzi do tego Trybunału. Ja czekam na taki wniosek - dodała.

Tego posłowi Ziobrze było już za dużo. Stwierdził więc, że jest gotów spotkać się z premier Ewą Kopacz lub wiceministrem spraw zagranicznych Rafałem Trzaskowskim i „wyjaśnić im jak przysłowiowej krowie na rowie, o co chodzi z europejskim systemem handlu emisjami, na co oni się zgodzili i jak fatalne konsekwencje będzie miało to dla Polski i polskiej gospodarki”. Mocne słowa. I trochę niesmaczne. W każdym razie, politycy, i to wcale niezwiązani z Platformą, nie zostawili na Ziobrze suchej nitki.

Małgorzata Kidawa-Błońska z Platformy skomentowała wtedy krótko: - Ziobro zawsze chciał być prymusem, tym najważniejszym, tym z pierwszych stron gazet. Rozstanie z PiS było dla niego traumą. Nie może się z niej otrząsnąć do dziś. Teraz robi wszystko, żeby znowu zostać zauważonym przez prezesa. I pomyśleć, że kiedyś był obiecującym politykiem. Cóż, przykre.

Najwyraźniej prezes go zauważył i uczynił ministrem sprawiedliwości. Nominację dostał oczywiście od premier Beata Szydło, ale wiadomo kto podejmował decyzje o składzie jej rządu. Ziobro został szefem resortu sprawiedliwości nie z powodu swoich zasług, czy jakiejś wielkiej sympatii, jaką darzyłby go prezes, ale na mocy politycznej umowy.

Współpraca: Marek Bartosik

Wideo

Materiał oryginalny: Ziobro będzie jedną z najpotężniejszych osób w państwie. Jeszcze niedawno odsyłano go na emeryturę - Polska Times

Komentarze 19

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gosc krystyna
kwasniewskich trzeba w koncu rozliczc
g
gosc stanislaw
panie zibro trzeba jak najpredzej zamknqc tuska to on najbardziej szkodzi polsce ,te komisje ,europejska ,wenecka ,niemcow juz przekonaj ze tv bolek jest niewinny tusk najwiekszy zdrajca polski
15mln
To były słowa nadętego Millera "pan jest zerem, panie pośle". Gdzie teraz PiS i Ziobro, a gdzie SLD i Leszek Miller? To lewica się skompromitowała.
K
Kuba

Gdyby Pani Dorota Kowalska autorka artykułu miała minimum wiedzy o polityce to tak głupich argumentów by nie przedstawiała . Po pierwsze "zeroziobro" bez aprobaty "Kaczora" nawet nie puści bąka. Po drugie " zeroziobro" jest tak skompromitowany w świecie polityki ,że poza pislandem nic nie znaczy. Biorąc to pod uwagę będzie służył i skamlał jak piesek przed "Kaczorem". I taka jest jego potęga.

09osi
No i wystarczy jest jeden król !!!! Wszechmocny
p
pisowiec

wybrany w nocy szkoda mowic my go rozliczymy niech sie nie cieszy bo cieszy sie ten na koncu

G
Gość

BARDZO  DOBRZE -  trzeba skutecznie zwalczać korupcję w polskich władzach.

G
Gość

Ten szkodnik i prawniczy niedouk powinien już dawno skończyć na wysypisku historii, jak wielu innych partyjnych aparatczyków z LPR, AWS,UW czy PC o których dzis juz nikt nie pamięta.

G
Gość

Ziobro może być potężny ale pocisk pistoletowy jest potężniejszy ;)

J
Jan

Na 14 tysięcy prokuratorów ( o asesorach nie wspominam ) 100 zadeklarowało chęć odejścia na emeryturę. 

777
RUWNE BOGU A SONDZONE PO UKŁADZIE doPIERO PO ŚMIERCI ==POńSTWO W DRAŃSTWIE KOterYJI I ŚITF POLACKICH.AF.bRAK odPOwieDziaLNOŚCI A PRAWO KALIne JAK SZ LAHecaKIE MLEKO.
g
gość
Ciekawe, co by było, gdyby premierem został nie Marcinkiewicz, ale Ziobro?

Marcinkiewicz początkowo wyglądał na mądrego człowieka, ale po tym, co "nawymyślał" stał się zwykłym, sprzedajnym rozrabiaką. Czy nie zaprzedał się PO? Tak to wyglądało.

Wygląda na to, że prezydentem jest właściwy człowiek. Nie błyskotliwość, ale konsekwencja, rzeczowość i przemyślane zdanie czyni człowieka.

Warto, żeby Ziobro rozważył, zanim się "postawi".
G
Gość
którzy na zlecenie mafii PO-PSL, osiem lat szukali na Pana haków.
Następnie tych, którzy trzymali parasol ochronny nad kryminalistami PO-PSL
-chociaż niektórzy z nich w panice już sami spier .....ą.
Na pozostałych funkcjonariuszy Tuska i Kopacz, też przyjdzie czas.
x
x
a rządzą dopiero 3 miesiące.
G
Gość
był i jest Jarosław Kaczyński.
Dzisiaj czytam, że będzie to również Zbigniew Ziobro.
No to ilu tych najpotężniejszych teraz będzie ?
Moja lewacka zaKODowana głowa tego nie pojmuje.
Dodaj ogłoszenie