Zgrzyt w basenie

Hanka Lachowska, 24 lipca 2004 r.
- Nowy cennik za dobijanie i inne usługi na przystani jest taki sam, jak na Temrinalu Promów Morskich - mówi Małgorzata Pomierczyk z Żeglugi Pomorskiej. - Jest niezgodny z rozporządzeniem ministerstwa infrastruktury - ripostuje adwokat Adler-Schiffe Michał Niedźwiecki.
- Nowy cennik za dobijanie i inne usługi na przystani jest taki sam, jak na Temrinalu Promów Morskich - mówi Małgorzata Pomierczyk z Żeglugi Pomorskiej. - Jest niezgodny z rozporządzeniem ministerstwa infrastruktury - ripostuje adwokat Adler-Schiffe Michał Niedźwiecki. Sławek Ryfczyński
W każdej chwili może dojść do kolejnej wojny pomiędzy polskim a niemieckim armatorem statków wycieczkowych w Świnoujściu. Mimo zapewnień, obaj wciąż nie doszli do porozumienia co do rozkładu kursowania jednostek.

Ostatni spór pomiędzy Żeglugą Pomorską a Adler-Schiffe wybuchł w maju, tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej i likwidacji strefy wolnocłowej.

Z powodu upadku sklepów wolnocłowych i znacznie mniejszej niż dotąd liczby pasażerów, niemiecki armator ograniczył rejsy swoich jednostek.

To z kolei sprawiło, że Żegluga Pomorska przestała zarabiać na dobijaniu obcych jednostek do przystani w Basenie Północnym. Twierdzi, że przestała zarabiać nawet na opłatę za dzierżawę nabrzeża od miasta.

Pierwszy sygnał

Żegluga Pomorska postanowiła jakoś wybrnąć z tej sytuacji i wprowadziła dodatkowe opłaty za obsługę niemieckich statków. Niemcy nie chcieli ich jednak płacić, bo uznali, że są niezgodne z prawem. No i zaczęły się przepychanki.

W końcu doszło do tego, że ŻP zablokowała nabrzeże i niemieckie jednostki nie mogły dobijać.

Po kilku dniach, spór udało się jakoś załagodzić prezydentowi miasta. Wśród postanowień znalazł się zapis, że obie strony mają wspólnie ustalić rozkład kursowania swoich statków.

Adler mówi "nein"

Mimo, że od tego czasu minęło już kilka tygodni, wciąż nie ustalono wspólnego rozkładu kursowania statków. Adler nie chce też płacić według cennika przyjętego przez żeglugę.

Nie mogąc porozumieć się z Niemcami, żegluga ustaliła własny rozkład i dostarczyła go do Kapitanatu Portu.

- Adlerów na nim nie ma - mówi kapitan portu Juliusz Filoda.
- Mają nas gdzieś - dodaje krótko Małgorzata Pomierczyk z Żeglugi Pomorskiej. - Pływają, jak chcą.

- Nie możemy zgodzić się na ich stawki opłat, bo są niezgodne z rozporządzeniem ministra infrastruktury. - mówi z kolei adwokat Adler-Schiffe Michał Niedźwiecki.

Zaprzecza jednak, że właśnie od obniżenia tych stawek Niemcy uzależniają przyjęcie wspólnego rozkładu kursowania.

- Odprawy graniczne w tej chwili trwają krótko. Jakieś 10 - 15 minut. Tym samym, przy odrobinie dobrej woli, znajdzie się na przystani miejsce dla wszystkich, także naszych statków - dodał.

Odmiennego zdania jest żegluga i kapitanat portu.

- Przystań jest niewielka - mówi kapitan portu. - Żegluga przymierza się, aby włączyć do ruchu drugiej jednostki. Jeżeli nie będzie ustalonych godzin, o której czyj statek przybija i odbija, to może dojść do kolejnych przepychanek.

To był drugi sygnał

W miniony czwartek, jednostka Adlera przez pół godziny czekała na możliwość dobicia do nabrzeża. Jedyne wolne miejsce zajmował bowiem statek ŻP.

- Było miejsca dla dwóch naszych statków, ale już dla trzeciego nie - mówi Zenon Klemczak z Adler-Schiffe. - Po kilku telefonach jednak sprawę udało się rozwiązać, jednostka dobiła i pasażerowie mogli zejść na ląd.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie