Zagłada z niebios. Amerykańskie bomby miały zmieść Stargard i Chojnę z powierzchni ziemi

Marek Jaszczyński
Marek Jaszczyński
Boeing B-52B wszedł do linii w 1955 roku. Wszystkie B-52B wycofano ze służby do czerwca 1966 roku Domena Publiczna
“The Strategic Air Command Atomic Weapons Requirement Study for 1959” to amerykański dokument, który przedstawia listę celów w Związku Radzieckim i Europie Wschodniej przeznaczonych do zniszczenia. Na liście są również miejscowości z Pomorza.

Przebieg takiego starcia gdzie obie strony sięgną po atomowy miecz zaprzątał myśli planistów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

- W ramach planu konfliktu atomowego przewidywano, że Polska stanie dosłownie wypaloną ziemią. Świadczą o tym mapy określone jako “Plan Obrony PRL”, jakie niedawno odtajniono - mówi dr Jakub Ciechanowski, historyk. - Zgodnie z nim przewidywano 600 uderzeń nuklearnych wojsk NATO na terenie kraju. W optymistycznych ocenach ofiarą miało paść od 2 do 3 milionów Polaków i to w pierwszym uderzeniu. Na terenie Polski miano utrudnić, jak dalece się da, marsz Armii Sowieckiej. W opinii strategów NATO najdogodniejszym miejscem, czy raczej barierą, było koryto Wisły. Środki bezpieczeństwa przewidywały wielką ewakuację ludności poza strefę bezpośredniego zagrożenia, czyli strefę uderzeń.. Realizacja takiego zamierzenia odbywałaby się w warunkach niedoboru schronów oraz infrastruktury. Konstatacja była krótka druga armia, co do wielkości, w ramach Układu Warszawskiego, nie dysponowała środkami do obrony ludności cywilnej. Zatem tylko niewielka elita mogła liczyć na ochronę. Nietrudno się domyślić, że Polska przestałaby istnieć.

ZOBACZ TEŻ:

"Błękitne" hełmy wróciły z misji ONZ w Libanie. Wzruszające ...

Warto jeszcze przypomnieć, że choć w ramach tzw. Planu Rapackiego, ministra MSZ PRL, Polska jak i cała Europa środkowo-wschodnia miała stanowić strefę bezatomową, to jednak na terenie PRL wzniesiono pod koniec lat 60-tych XX wieku, trzy składy dla głowic atomowej. Decyzja była efektem prób z dostarczeniem broni atomowej na teren Polski, co miało miejsce w połowie lat 60-tych. Przedsięwzięcia te określano jako obiekty 3001, 3002 Brzeźnica Kolonia i 3003 Templewo. Obiekt 3001 znajdował się w Podborsku w okolicach Kołobrzegu. Lokalizacja bunkra nie była przypadkowa. Infrastruktura kompleksu umożliwiała niezwłoczny przerzut bomb na lotnisko w nieodległym Bagiczu, gdzie stacjonowały samoloty typu SU-22 czy MIG-23, mogące przenieść ładunek nuklearny nad cel. Całości obrazu dopełniały wojska Specnazu stacjonujące w sąsiednim Białogardzie.

Cele na Pomorzu
- Sztab Generalny WP oceniał, że przeciwnik, NATO, może wykonać na wojska frontu nadmorskiego od 300 do 400 uderzeń rakietami operacyjno-taktycznymi i artylerią atomową. W pierwszym uderzeniu oceniano użycie 60 procent środków, czyli 180 do 240 uderzeń o mocy od 0,5 do 5 mega ton - komentuje Jakub Ciechanowski. - Ten region znalazłby się pod szczególną presją. Należy to tłumaczyć koncentracją środków obrony przeciwlotniczej oraz fakt, że rejon ten stanowił koncentrację sił inwazyjnych jakie mogły dokonać desantu z portów takich jak Ustka, Kołobrzeg, Szczecin na duńskim kierunku operacyjnym.

Wybór Amerykanów

Wróćmy jednak do amerykańskieog dokumentu “The Strategic Air Command Atomic Weapons Requirement Study for 1959”. W 1959 amerykanie posiadali już 12 tysięcy głowic jądrowych, ale dwa lata później już ponad 22 tysiące. W razie konfliktu nuklearnego ze Związkiem Sowieckim miało dojść do zmasowanego uderzenia odwetowego, uwzględniającego cały blok państw komunistycznych. Na liście celów jest kilkadziesiąt miejsc w Polsce, w tym praktycznie wszystkie lotniska wojskowe.

Wśród tych celów miał być Stargard, a konkretnie lotnisko w Kluczewie. Tutejsza radziecka baza wojskowa była jedną z największych w zachodniej Polsce. Celem uderzenia miało być również lotnisko w Chojnie. Od 1955 roku w Chojnie stacjonował 582. Pułk Lotnictwa Myśliwskiego.

Na amerykańskiej liście znalazło się jeszcze Wicko Morskie , gdzie w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku działał Ośrodek Szkolenia Poligonowego Artylerii Przeciwlotniczej. Listę celów w naszym regionie zamykało Redzikowo pod Słupskiem, gdzie na lotnisku w latach 1950-1999 stacjonował 28 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego.

Kukliński w Kołobrzegu

Kołobrzeski epizod w karierze Ryszarda Kuklińskiego trwał zaledwie rok. Do miasta skierowano go w 1953 r. , gdzie pełnił funkcję pomocnika dowódcy 3. Brygady Przeciwdesantowej. W tym krótkim czasie zapewne pogłębiał swoją pasję - żeglarstwo.

ZOBACZ TEŻ:

Bądź na bieżąco i obserwuj:

- Późniejsze losy wojskowego wyznaczała misja w Wietnamie, gdzie zimna wojna zmieniła się w faktyczny konflikt, opracowywanie planów wojny z NATO, wywiadowcze wyprawy na Zachód, kursy w Moskwie, awanse, był jednocześnie świadkiem inwazji na Czechosłowację, pacyfikacji na wybrzeżu w grudniu 1970 roku - opowiada pan Jakub. - Narastająca świadomość czym była sowiecka dominacja, co oznaczało utratę autonomii sił zbrojnych w przypadków wojny oraz jakie spustoszenia niósłby dla Polski konflikt atomowy, sprowokowała Ryszard Kuklińskiego do działania, czyli podjęcia kontaktów z wywiadem amerykańskim. Te odbywały się podczas rejsów o charakterze szpiegowskim na terenie Europy zachodniej. Tam działając pod pseudonimem “Wiking”, przekazywał wiedzę na temat planów sztabu generalnego Układu Warszawskiego. Obraz jaki wyłaniał się z przekazanych danych, jakie przekazywał w długotrwałej pracy wyłaniało się oblicze Układu Warszawskiego, a było ono zdecydowanie ofensywne.

Wojsko Polsko miało rozwinąć operacje zaczepne na głębokości od 500 do 800 km. Dzienne tempo natarcia miało wynosić 50-60 km. Obraz apokalipsy dopełniała obecność wojsk sowieckich, jakie miały wtoczyć się na teren PRL. Atomowe ciosy zachodu w drogi wiodące na zachód musiał spaść na tereny Polski.

Wiadomości przekazywane m.in. przez Ryszarda Kuklińskiego wymusiły na USA energiczne kontr działanie w postaci wykształcenia ekwiwalentu, swoistego parasola atomowego np. w postaci pocisków typu Pershing. Trzeba pamiętać, że ówczesny wysiłek militarny USA wiązała sytuacja w Wietnamie. W miarę intensywniejszego przekazywania danych rosło ryzyko dekonspiracji i podzielenie losu innego szpiega, sowieckiego oficera Olega Pienkowskiego, który przyjął podobną postawę jak Kukliński i którego stracono.

- W tych okolicznościach CIA zorganizowało ucieczką. Dalsze losy pułkownika Kuklińskiego wyznaczają śmierć dwóch synów, co chyba nie było dziełem przypadku. Na końcu pozostaje pytanie jak potoczyłyby się losy świata gdyby nie postawa “Wikinga” - kończy szczeciński historyk.

ZOBACZ TEŻ:

Bądź na bieżąco i obserwuj:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie